piątek, 4 stycznia 2013

Zayn, część druga. ♥

Bez bicia przyznaję, że nie wyszedł. Jest jakiś nijaki, do luftu, a zakończenie to już w ogóle porażka życiowa. Jak układałam to sobie w głowie, wydawało się być z milion razy lepsze. Ale cóż, może chociaż niektórym z Was się spodoba. :)Tak jak do poprzedniej części, polecam SKYFALL. ♥
"Where you go I go,
What you see I see..."

- Kto dzwonił? - spytałaś.
- Jeden z tych gości.
- Zniszcz telefon – rozkazałaś. Zayn popatrzył na ciebie błagalnie. - Zniszcz, bo nas namierzą! - krzyknęłaś.

   Chłopak niechętnie rzucił telefon na ziemię, a potem zmiażdżył go stopą.

- Świetnie. A teraz musimy stąd uciekać. Mogli już wykryć skąd pochodzi sygnał – odparłaś.

   I wtedy nagle przyszło ci do głowy pytanie: skąd Oni mogli wiedzieć, że ukrywasz się akurat u Zayna i zadzwonili na jego numer? Może oni już wiedzą, że się u niego ukrywasz? I wtedy usłyszeliście ryk silnika na ulicy i odgłos bitej szyby. Było już wiadomo, że Oni włamali się do domu. Zayn wziął cię za rękę i zaczął biec przez kolejne pomieszczenia na dół, aż do piwnicy.

- I tak nas znajdą – powiedziałaś.
- Nie bądź taka pewna – uśmiechnął się mulat i zabrał się do odsuwania komody.
- Co ty robisz?! - skarciłaś go. - Nie mamy czasu na barykadowanie drzwi.
- Ja nie mam zamiaru niczego barykadować – mrugnął do ciebie.

   Po odsunięciu komody, waszym oczom ukazał się właz w ziemi.

- Zauważą, że tędy przeszliśmy. Pójdą za nami.
- Nie pójdą, to jest na kod. I nie bądź taką pesymistką, no już, właź...

   Zaczynałaś powoli przekonywać się do chłopaka. Ostrożnie zsunęłaś się po zardzewiałej drabince w dół i po chwili stanęłaś w grząskiej, wilgotnej ziemi. Zatrzęsłaś się z obrzydzenia i poczekałaś, aż Zayn zejdzie.

- Gdzie jesteśmy? - spytałaś.
- W kanałach... Mamy dwadzieścia minut drogi stąd do centrum Londynu – oznajmił. - Masz przy sobie komórkę?
- Mam.
- To zniszcz ją.

   O nic nie pytałaś. Po prostu skoczyłaś na telefon i roztrzaskałaś go na drobne kawałeczki. A potem wsunęłaś swoją dłoń w dłoń Zayna i ruszyłaś za nim przez ciemne, cuchnące kanały. Po jakimś czasie doszliście do ślepego zaułku zakończonego żelazną kratą, oddzielającą go od reszty kanałów.

- Cholera – zaklął pod nosem Zayn. - Kiedy przedwczoraj tędy szedłem, przejście było otwarte!
- Nie ruszajcie się! Wiemy, że tam jesteście! - usłyszeliście z głębi kanałów niski męski głos.

   Przeszły wam ciarki po plecach. Zayn mocno ścisnął twoją dłoń i na pocieszenie cmoknął cię w czoło. Wiedziałaś, że zostało wam już niewiele czasu.

- Jak oni tu weszli?! - spytałaś drżącym głosem.
- Nie mam pojęcia – odparł. Po wyrazie jego twarzy można było stwierdzić, że nie żartuje.
- I co teraz? Jak stąd uciekniemy?
- Widzisz tą drabinę? - wskazał na splot spróchniałych belek kilka metrów za wami. Skinęłaś głową. - - Gdy wyjdziemy przez przejście do którego prowadzi, znajdziemy się w domu mojej prababci.
- Co?! I wcześniej tamtędy nie poszliśmy?! - złapałaś się za głowę.
- Myślałem, że nas nie śledzą! - zaczął się tłumaczyć. - A teraz właź, nie traćmy czasu.

   Posłusznie wspięłaś się po szczeblach drabiny. Miałaś wrażenie, że konstrukcja zaraz się załamie i z powrotem spadniesz do kanału. Gdy byłaś już na górze, zauważyłaś że w suficie (bo to chyba był sufit) jest jakaś klapa. Otworzyłaś ją pchnięciem i weszłaś przez otwór. Stanęłaś w starym, oblepionym pajęczynami pomieszczeniu. Rozejrzałaś się uważnie i zawołałaś Zayna z dołu.
   Po chwili oboje staliście na zniszczonej dębowej posadzce.

- Co teraz? - spytałaś.
- Teraz możemy odpocząć. Chyba jesteśmy bezpieczni – odparł chłopak i usiadł na podłodze.
- Chyba? Dlaczego nie na pewno? Przecież nie mogą wiedzieć, że tu jesteśmy. W tym domu nie było nikogo od... bardzo dawna – rozejrzałaś się po wnętrzu jeszcze raz.
- Mimo wszystko, trzeba uważać – powiedział.
- Racja – mruknęłaś.

   Usiadłaś obok Zayna na podłodze. Chłopak wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę, a potem zapalił. Popatrzyłaś na niego z obrzydzeniem.

- Nie chcesz spróbować? - spytał.
- Nie, dzięki – zaprzeczyłaś. - Uważam, że to ohydne.
- Tak, też tak na początku uważałem... - zamyślił się i chuchnął w ciebie gryzącym dymem.

  Skrzywiłaś się i wyrwałaś mu papierosa z ręki.

- Ej, co ty zrobiłaś?! - krzyknął.
- Próbuję wyciągnąć cię z nałogu. Powinieneś mi dziękować, a nie na mnie krzyczeć – odparłaś, a potem wzięłaś jeszcze zapalniczkę i paczkę i wyrzuciłaś przez okno.
- Czy ty oszalałaś?! - wrzasnął i zabrał się do wychodzenia przez okno.

   Stanęłaś przed framugą i nie pozwoliłaś mu przejść. Przez chwilę się z nim droczyłaś.

- Och, [T.I.], ale ja muszę! - wykręcał się.
- Ja wiem że musisz, ale odwyk ci nie zaszkodzi, a wręcz pomoże – dźgnęłaś go palcem wskazującym w klatkę piersiową.
- [T.I.]...
- Tak Zayn? - udawałaś że nie wiesz o co chodzi.
- Może... skoro nie mogę palić, to za każdym razem gdy będę chciał, mogę cię pocałować?
- Pocałować, ale nic więcej – ustaliłaś.
- Jeśli nie będziesz chciała, to nie – mrugnął do ciebie.
- Okej, umowa stoi – uścisnęłaś jego dłoń i już po sekundzie czułaś jego miękkie usta na swoich. - Ym... Zayn?
- Co? Przecież pozwoliłaś! - uśmiechnął się i jeszcze raz cię pocałował.
- Chodźmy spać, padam z nóg... - powiedziałaś i dla podkreślenia swoich słów przeciągle ziewnęłaś.

   Wzięłaś od mulata sweter i owinęłaś się nim najszczelniej jak się dało. Otworzyłaś najbliższe drzwi i ku swojemu zdumieniu odkryłaś sypialnię. Było to dość duże pomieszczenie z ogromnym drewnianym łóżkiem w centrum. Oprócz tego, znajdowały się tam jedynie dwie komody i krzesło. Pokazałaś pokój Zaynowi. Chłopak uśmiechnął się i przejrzał szafy. Znalazł w nich jakiś stary wełniany sweter, kilka par butów, w tym jedne martensy, całkiem porządnie wyglądający płaszcz i gruby szalik. Przymierzyłaś każdą rzecz i przebrałaś baleriny na martensy – stwierdziłaś, że w nich będzie ci wygodniej.
   Potem położyliście się na łóżku, które okazało się być bardzo wygodne i, wtuleni w siebie, zasnęliście.

- Tutaj są! - usłyszałaś ten sam niski głos, co w kanałach. Gwałtownie się obudziłaś. Zayn już nie spał.

   Nad wami stał mocno napakowany facet, mniej więcej dwumetrowy.

- Jestem Marley – przedstawił się szarmancko. - No co się patrzysz panienko? Wyskakuj z łóżeczka! - zażądał. - Ty też! - krzyknął do Zayna.
- Jak nas znaleźliście? - spytałaś.
- Hm, nie było trudno was znaleźć. Zostawiliście otwartą klapę – wzruszył ramionami, a potem wyciągnął pistolet. - A teraz ubieracie się i idziecie grzecznie za nami.

   Potulnie włożyłaś sukienkę i martensy, a potem poczekałaś na Zayna. Wiedziałaś, że nie warto jest się im stawiać. Marley zaprowadził was do czarnego vana, a potem związał i zasłonił oczy. Nie wiedzieliście gdzie jedziecie. Panikowałaś, krzyczałaś, ale na darmo. Najbardziej martwiło cię to, że nie słyszałaś Zayna. Zastanawiałaś się, co mogło się z nim stać. Zaczęłaś płakać.
   Wtedy drzwi vana otworzyły się. Poczułaś, jak ktoś łapie cię w talii i upuszcza na ziemię. Poczułaś, jak wszystkie kości ci zagruchotały. Jęknęłaś.
   Podczas upadku opaska zasłaniająca ci oczy spadła. Byłaś w lesie. Sama. Nikogo w pobliżu. Ale cieszyłaś się. Cieszyłaś z tego, że żyjesz. Przecież mogli cię bez problemu zabić. Ale nie zrobili tego. Najbardziej jednak martwił cię fakt, że Zayna nie było obok ciebie. Rozplątałaś palcami linę, którą cię związano i wstałaś. Na drzewie wisiała jakaś kartka. A na niej widniały naskrobane krwią litery: CZEKAJ TU AŻ PRZYJDĄ. NIE UCIEKAJ. POŻAŁUJESZ. MAMY GO. Ciarki przeszły ci po plecach. Jednak czekałaś. Czekałaś, aż ktoś się pojawi. Miłały minuty, mijały godziny, minął wieczór, zaczęła się noc.
   I wreszcie ktoś przyjechał. Z samochodu, który zaparkował przy wejściu do lasu wysiadł Marley. Posadził cię na miejsce pasażera i pojechał. Gdzie? Nie wiedziałaś. Byłaś pewna jedynie tego, że gdy nie będziesz robić, tego co ci każe, coś może się stać Zaynowi.
   Zajechaliście pod jakiś dom. Dom w głębi lasu. Z dala widziałaś świecące się światło i krzątających się w środku ludzi. Marley wziął cię na ręce, żebyś nie uciekła i zaniósł do środka. Położył cię na łóżku w sypialni i zaczął zdejmować po kolei części swojej garderoby. Zauważyłaś, że przy pasku trzyma pistolet. Gdy ściągnął spodnie, broń położył na szafce nocnej. Wiedziałaś już, do czego zmierza. Zaprzeczyłaś ruchem głowy.

- No dawaj, bo inaczej.... - podniósł w ręce pistolet.
- Inaczej co?
- Będzie źle – zagroził.

   Marley przywiązał cię do łóżka i rozebrał. A potem zaczął się tobą bawić. Traktował cię zupełnie jak szmacianą lalkę. W duchu modliłaś się do Boga, by cię z tego wyciągnął. Błagałaś co sił, ale nic się nie działo. Powoli zaczęłaś tracić nadzieję, że ten koszmar kiedykolwiek się skończy. Gdy Marley próbował złączyć się z tobą jedność, krzyknęłaś i zaczęłaś się wyrywać.
   Wtedy do pokoju ktoś wbiegł. Trzymał w ręce pistolet.

- Puść ją! - rozkazał. Znałaś ten głos. To był Zayn. Ale jak...? - Puść ją, słyszysz? Ona nie jest twoją własnością.
- Jakoś nie narzeka – uśmiechnął się złowrogo Marley.
- Bo nie może. Nie wiem czy wiesz, ale włożyłeś jej palce do ust – chłopak przyjął trochę luźniejszą postawę.
- Jakiś ty bystry, szkoda tylko że nie wiesz, że mam obstawę. Zaraz cię złapią – oznajmił.
- Nie był bym tego taki pewny.. Nawet nie wiedziałem, że mam takiego cela – uśmiechnął się pod nosem.
- Zabiłeś ich?! Pożałujesz tego... - Marley zacisnął złowrogo zęby i wstał z łóżka.

   Zadał Zaynowi bolesny cios w szczękę. I wtedy stało się to... Wszystko pamiętasz jak w zwolnionym tempie. Zayn ledwo podnoszący się z podłogi, kipiący ze złości Marley i odgłos strzału. Przebite na wylot ciało Marleya. Koniec. Już po nim. Odetchnęłaś.
   Zayn podbiegł do ciebie i rozwiązał cię. Ucałował każdy kawałek twojej twarzy i otulił cię kocem.

- Już spokojnie maleńka – pocałował cię w nos. - Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale zabiliśmy ich wszystkich.
- Zabiliśmy? - zdziwiłaś się. - Ty zabiłeś.
- Sam nie dałbym rady. Za to mam cudownych kolegów – uśmiechnął się. - Chłopaki, chodźcie.

   I do pokoju wkroczyła czwórka chłopaków. Niebieskooki blondyn, zielonooki chłopak w loczkach, szarooki brunet i brązowooki szatyn. Wszyscy przerażeni, ale zadowoleni z siebie.

- Niall – przedstawił się pierwszy.
- Harry.
- Louis.
- Liam.
- Do usług – odparli razem.

   Uśmiechnęłaś się do nich i przytuliłaś każdego z osobna. A potem Niall zawołał:

- Jestem głodny, [T.I.], zrób mi śniadanie!
- Jest już jasno, wstawaj! - budził cię głos Harry'ego.

   Powoli sen zaczął się rozmywać, a ty obudziłaś się leżąc w swoim łóżku, z Harrym i Zaynem obok ciebie.

- Chłopaki, nie uwierzycie co mi się śniło – odparłaś skołowana.
- Masz rację, nie uwierzymy – zaśmiał się Harry.
- Wy, wy zabiliście takich ludzi z Mafii... I w ogóle, śniło mi się, że znowu byłam z Michaelem i dopiero co poznawałam Zayna... To był taki dziwny sen, że...
- Dobra kochanie, uspokój się, cała drżysz – uspokoił cię mulat. - Zapomnij o tym, to tylko sen.
- Mam takie jedno pytanie – powiedziałaś. - Czy zabiłbyś kogoś dla mojego dobra?
- Mam nadzieję, że nie będę musiał tego robić – zaśmiał się chłopak. - Ale jeśli będzie to potrzebne, to nawet nie będę się zastanawiał. Bo wiesz co? Jesteś dla mnie po prostu najważniejsza – odparł i pocałował cię w czoło.

KONIEC.

A.♥

środa, 2 stycznia 2013

Ojejku, no to tak: pięknie dziękujemy za kolejną nominację! To dla nas bardzo duże wyróżnienie, szczególnie że prowadzimy bloga od niedawna. Cieszy nas to, że doceniacie naszą pracę, że jesteście z nami. Jak to powiedzieli Zayn i Louis: KOCHAMY WAS! <3


„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”


Nominacje pozostają prawie takie same, oprócz tego, że chciałybyśmy dodać jeszcze dwa inne blogi do naszej szczęśliwej jedenastki. <3

Nasza jedenastka:
1. http://welove-one-direction.blogspot.com/
2. http://everyday1d.blogspot.com/
3. http://polandloves-onedirection.blogspot.com/
4. http://onedirectionimaginydlafanek.blogspot.com/
5. http://someone-between-us.blogspot.com/
6. http://onedirectionpolskieimaginy.blogspot.com/
7. http://fajneimaginyz1d.blogspot.com/
8. http://najaranaszczesciem-1d.blogspot.com/
9. http://imagines-1d.blogspot.com/
10. http://imaginy-1d-forever.blogspot.com/
11. http://blogoonedirectionbloganki.blogspot.com/

Nasze pytania:
1. Co zainspirowało Cię do stworzenia bloga?
2. Skąd bierzesz pomysły na imaginy?
3. Jaki kraj chciałabyś odwiedzić?
4. Kto jest twoim ulubieńcem spośród chłopców z 1D?
5. Wierzysz w cuda?
6. Jakie książki czytasz najchętniej?
7. Książki vs. Filmy . Co lepsze?
8. Jakie były najpiękniejsze życzenia świąteczne/urodzinowe jakie dostałaś? Dlaczego je pamiętasz?
9. Kim są dla ciebie prawdziwi przyjaciele?
10. Jak najczęściej zabijasz nudę?
11. Co lubisz robić w chłodne zimowe wieczory? ;)

Nasze odpowiedzi:
1. Czym się interesujesz ?
A: Głównie muzyką, pisaniem, fotografią.
M: Jak powyżej.
2. Za co lubisz One Direction ?
A: Za co? Za wszystko! Za to, że są. <3
M: Za ich poczucie humoru... muzykę itd.
3. Jaka jest Twoja ulubiona piosenka ?
A: Ach.. dużo tego. Z 1D Irresistible, I Want, They Don't Know About Us, Change My Mind i Settle Down Kimbry. <3
M: Little Things!
4. Od kiedy prowadzisz swojego bloga ?
A&M: Od połowy listopada.
5. Co Cię skłoniło do pisania imaginów/opowiadań ?
A: Pamiętam jak siedziałyśmy kiedyś na polskim i Marysia wysłała mi liścik: ej, a może założymy bloga z imaginami? No i tak się zaczęło. A pomysły przychodzą same.
M: Yhym.. ♥
 6. Od kiedy jesteś Directioner ?
A: Od połowy lipca.. Niedługo. :D
M: Od sierpnia? Jakoś tak.
7. Masz jakieś gadżety z 1D ?
A: Jeśli płyta to gadżet, to maam. <3
M: Hm... pomyślmy. ;D Rysunki?
 8. Kogo z One Direction lubisz najbardziej ?
A: Yy.. kocham wszystkich, ale wydaje mi się, że Nialla tak troszeczkę bardziej. <3
M: HAROLD! <3 <3 <3
9. Słuchasz coś jeszcze oprócz 1D ?
A: Noo, pewnie.! Kimbra, Adele, Secondhand Serenade.. lubię jeszcze wielu innych wykonawców, niektórych tylko wybrane kawałki.
M: Oczywiście! Ale 1D najlepsze. <3
10. Do jakiej klasy chodzisz ?
A: Profil? Brak. 1 gim.
M: Tak samo. :D (Chodzę z nią do klasy, jest git.)
 11. Jakie jest Twoje największe marzenie ? 
A: Aktualnie pojechać do Londynu i spotkać 1D. Na drugim miejscu jest lot do Paryża.
M: Koncert 1D... ;********************

Zayn. ♥

 Dzisiaj było dniem bardzo dziwnym, szczególnym, innym. Nie wiem czy to dobrze. W każdym razie atmosfera dzisiejszego dnia wywołała we mnie coś takiego.. że zabrało mnie za pisanie. Może ten imagin nieco różni się od wszystkich, ale mam nadzieję, że się Wam spodoba. Nie wiem czy mam pisać kontynuację, czekam na Waszą opinię.
KLIK. ♥

Są takie dni, kiedy chcesz po prostu powiedzieć sobie "DOŚĆ!".

- Musimy uciekać – usłyszałaś głos swojego chłopaka w słuchawce.

   Spanikowałaś. Szybko wpakowałaś do torby kilka najpotrzebniejszych rzeczy.

- Mamo, wychodzę! - krzyknęłaś, chwytając w rękę torbę.
- Córuś, ale uważaj na siebie, bo nie mam zamiaru zbierać twoich zwłok z ulicy – zażartowała sobie.
- Spokojnie, będę ostrożna – powiedziałaś, chociaż sama wątpiłaś w swoje słowa.

   I wyszłaś. Wsiadłaś do samochodu swojego chłopaka na miejsce pasażera. Pocałowałaś Michaela i poczułaś piękący smak alkoholu na jego ustach. Nie przejęłaś się tym.

- No to co, jedziemy? - spytałaś.

   Chłopak uśmiechnął się i pokiwał głową. Ruszyliście. Jechaliście przez zaśnieżone ulice południowej Anglii, byleby tylko znaleźć się gdzieś, gdzie mafia was nie dosięgnie. Twoja mama nie miała o tym bladego pojęcia. Tak bardzo bałaś się jej powiedzieć...
   Z minuty na minutę zaczęłaś denerwować się coraz bardziej. Na początku wydawało ci się, że to będzie wspaniała przygoda. A teraz żałowałaś swojej decyzji.
   Niebo pokrywała gruba warstwa ciemnych chmur. Drzewami bawił się wiatr, targając nimi bezlitośnie. A Michael prowadził, trzykrotnie przekraczając ograniczenie prędkości. Bałaś się. Łzy ciekły po twojej twarzy strumieniami, czułaś okropne mdłości i zawroty głowy, nie wiedziałaś co ze sobą zrobić. „Najwyżej umrę”- pomyślałaś. W sumie śmierć i tak byłaby lepsza od tego piekła które przeżywałaś.

- Daleko jeszcze?
- Niedaleko – odparł.
- Gdzie jedziemy? - spytałaś. Tyle drogi za wami, a nadal nie wiedziałaś dokąd zmierzacie.
- Zobaczysz.
- Michael, boję się – wyznałaś.
- Przestań – zgasił cię.

   Zamilkłaś. Siedziałaś w ciszy, cała zapłakana. Minęliście tablicę z napisem „LONDON”. Londyn? Takie wielkie miasto? I to właśnie tu mieliście się ukrywać?
   Zajechaliście pod ogromny, piękny dom.

- Czy to aby na pewno dobre miejsce do ukrycia?
- Dla ciebie tak.

   O nic więcej nie pytałaś. Michael zapukał trzykrotnie do drzwi. Usłyszeliście ciche: „Już idę!”, a potem drzwi uchyliły się, ukazując bardzo przystojnego mulata o krótkich czarnych włosach, ciemnobrązowych oczach okolonych długimi rzęsami i lekkim zarostem na twarzy.

- To jest [T.I.]? - spytał, patrząc na ciebie.

   Michael przytaknął i podał mu dłoń.

- Zaopiekuj się ją – poprosił i złożył ci na ustach pożegnalny pocałunek.
- A ty gdzie jedziesz? - spytałaś przez łzy.
- To nie twoja sprawa, mała – mruknął Michael.
- Chcę wiedzieć!
- Dowiesz się w swoim czasie – odparł i odjechał.

   Mulat objął cię opiekuńczo ramieniem i zaprowadził do domu. W środku było tak ciepło i przyjemnie, że zaczęłaś się rozchmurzać. Wtuliłaś głowę w pierś chłopaka i wydukałaś cicho:

- Boję się o niego.
- Ja też się boję – odparł głaszcząc twoje włosy. - Ale mam nadzieję, że da radę.

   Lekko pokiwałaś głową. Chłopak jeszcze mocniej cię przytulił. Zaczęłaś cicho szlochać. Nie potrafiłaś przestać. Ciepłe ciało mulata pełniło tego wieczora rolę gąbki.

- Jestem Zayn – powiedział, gdy już leżałaś w łóżku i powoli zasypiałaś.
- A więc Zayn... - zaczęłaś nieśmiało. - Czy mógłbyś dzisiaj spać ze mną?
- Boisz się? - spytał z troską.

   Przytaknęłaś. Chłopak wskoczył pod kołdrę i ułożył sobie twoją głowę na torsie. Próbowałaś się uspokoić wdychając powietrze przesiąknięte jego zapachem, ale nie potrafiłaś. Za bardzo się bałaś by zasnąć. O dziwo, Zayn też nie spał. Gładził lekko twoje plecy i szeptał co chwilę, żebyś się nie bała. Po jakimś czasie zasnęłaś czujnym, niespokojnym snem.
   Obudziło cię miarowe tykanie gdzieś z głębi domu. „Bomba” - pomyślałaś i zaczęłaś budzić Zayna.

- Wstawaj! W środku jest bomba, rozumiesz?! Zaraz cały dom wybuchnie!
- Och [T.I.], spokojnie, to tylko zegar.
- Zegar? - nie chciałaś wierzyć. Wsłuchałaś się w tykanie i po chwili stwierdziłaś, że to rzeczywiście tylko zegar.

   „Wariuję” - pomyślałaś. Położyłaś się na łóżku i próbowałaś uspokoić oddech. Ciepła ręka Zayna wędrowała w górę i w dół po twoich plecach. Chociaż tak bardzo chciałaś, nie mogłaś ponownie zasnąć. Około piątej nad ranem wstałaś z łóżka i ubrałaś się w krótką czarną sukienkę i rajtuzy w kropki. Nie miałaś większego wyboru, wzięłaś ze sobą tylko to i gruby wełniany sweter z legginsami.
   Weszłaś do kuchni i wyjęłaś z lodówki mleko. Próbowałaś nalać go do szklanki, ale ręce za bardzo ci się trzęsły. Rozlałaś. Wzięłaś ścierkę i wyczyściłaś blat. Spróbowałaś drugi raz. Gdy już się napiłaś, wróciłaś do sypialni, gdzie Zayn spokojnie sobie spał.
   „Nie wiem o nim praktycznie niczego” - pomyślałaś. „A mimo tego, wiem że można mu ufać.” A potem położyłaś się do łóżka i zasnęłaś. Śnił ci się Zayn, czule całujący twoje wygłodniałe usta, zabierając w ten sposób cały strach i całe zło.

- Wstawaj królewno, musimy iść do sklepu! - obudził cię Zayn, lekko muskając ustami twój policzek.
- Mmm... zrób to jeszcze raz – odparłaś i zamknęłaś oczy.
- Co mam zrobić jeszcze raz?
- Pocałować mnie – szepnęłaś.

   Poczułaś jego oddech zaraz przy swojej twarzy, a potem jego ciepłe usta przy swoich ustach. I nagle przypomniałaś sobie, że masz chłopaka.

- Przepraszam... - wydukałaś. - Bardzo przepraszam...I dziękuję.
- Cała przyjemność po mojej stronie – mrugnął do ciebie.
- Ja.. nie powinnam była cię o to prosić – zmieszałaś się.
- Ale poprosiłaś. I to chyba nam obojgu wyszło na dobre – uśmiechnął się i jeszcze raz słodko cię pocałował.
- A tak właściwie, to kim ty jesteś? - spytałaś w końcu.
- Jestem Zayn. Zayn Malik. Wiesz, piosenkarz, One Direction, X-Factor...
- Ach tak, kojarzę cię – przyjrzałaś mu się uważnie. - Tak, to na pewno ty. Jesteś do niego podobny.
- Wiem, wszyscy mi to mówią – zaśmiał się. - Widzę, że humor ci wraca.

   Zaśmiałaś się i pokiwałaś głową. I wtedy zadzwonił telefon Zayna.

- Tak? - odebrał i wyszedł z pokoju.

   Przez cały czas gdy rozmawiał, ty nerwowo obgryzałaś paznokcie. Po chwili wrócił. Jego twarz była nienaturalnie blada, bez wyrazu.

- Co jest? - spytałaś.
- Zabili go – wyszeptał. - A teraz szukają ciebie...

A. ♥

wtorek, 1 stycznia 2013

Harry. ♥ (kontynuacja kontynuacji tej co jest dwa posty niżej)

No więc... Bardzo się cieszę, że ten imagin tak bardzo przypadł Wam do gustu i chcecie się dowiedzieć co będzie dalej... Ale problemem jest to, że kompletnie nie wiem co mam dalej pisać. Dziękuję za wszystkie miłe słowa. Bardzo zmotywowały mnie do działania. ♥ Z góry przepraszam, jeśli się Wam nie spodoba. Naprawdę, ciężko było to napisać. :(
Dla Żelka. ♥
KLIK. ♥ 

"Baby, you don't have to worry
I'll be coming back for you
Back for you
Back for you
You..."

- [T.I.], muszę wyjechać - oznajmił Harry, gdy siedzieliście sobie na kanapie i spokojnie oglądaliście film.
- Na jak długo? - spytałaś.

   Chłopak długo nie odpowiadał. Siedział w milczeniu i ze smutkiem patrzył ci w oczy. Tobie też było smutno. Dziecko miało przyjść na świat za niecałe dwa miesiące i bardzo pragnęłaś, by Harry był przy tobie tego dnia. Zniecierpliwiona spytałaś jeszcze raz:

- Na jak długo?
- Dwa miesiące... - odparł i schował twarz w dłoniach. - Tak bardzo przepraszam! Nawet nie wiesz jak bardzo nie chcę nigdzie wyjeżdżać! 
- Spokojnie, Harry, nie ma sprawy. Rozumiem: praca, praca, praca. Nic więcej. Jakbym w międzyczasie umarła, dam ci znać - uszczypnęłaś go w udo.
- Ale [T.I.], tak mi głupio! Obiecałem, że będę przy tobie, że ci pomogę, że cię nie opuszczę i będę się tobą opiekował...
- Styles, nie rozczulaj się, nic się nie dzieje. Będziesz dzwonił, prawda? - uśmiechnęłaś się.
- Oczywiście. 
- No widzisz? A kiedy wyjeżdżasz?
- Jutro rano.

   ***

- Mogę pisać i dzwonić za każdym razem gdy będę tęsknił? - spytał Harry, żegnając się z tobą na lotnisku.
- Oczywista oczywistość - pocałowałaś go i klepnęłaś w ramię na pocieszenie.'
- Ale jesteś pewna, że dasz sobie radę?
- Jestem pewna - zapewniłaś go po raz setny dzisiejszego dnia.
- Okej.. - odparł i głośno wypuścił powietrze z płuc. - Będę tęsknił - przytulił cię po raz ostatni i zniknął w tłumie.
- Ja też - szepnęłaś pod nosem. 

   Poczułaś w kieszeni pozytywne wibracje. Wyjęłaś telefon i odczytałaś przed chwilą dostanego SMS-a. "Już tęsknię. xx". Od Harry'ego. Próbowałaś odszukać go w tłumie, ale za Chiny nie mogłaś go wypatrzyć. Po chwili przyszedł kolejny SMS o takiej samej treści. Po dziesięciu minutach było ich już dwadzieścia. "Harry, nie szkoda ci pieniędzy?" - odpisałaś i pojechałaś do domu.

***

   Dni bez Harry'ego ciągnęły się w nieskończoność. Każdego dnia gdy wstawałaś, brakowało ci jego ciepła i czułych słówek szeptanych do ucha. Dom bez niego już nie był tym samym domem. Wydawał się być pozbawiony duszy, pusty, smutny. Tak jak ty, kiedy jego nie było obok. 
   Siedziałaś ze swoją przyjaciółką Niną i jej chłopakiem w parku. I wtedy poczułaś, że to już ten czas. Że mała Darcy już chce wydostać się na świat. Zaczęłaś krzyczeć i prosić, żeby Nick (chłopak Niny) zawiózł cię do szpitala, bo właśnie zaczęłaś rodzić. Chłopak spanikował i nie wiedział co ze sobą zrobić. Latał w tą i z powrotem, zupełnie bez celu.

- Nick! Ogarnij się wreszcie i zrób coś przydatnego! - krzyknęła na niego Nina. - Zawieź ją! No dawaj, co się ociągasz?!
- Nina, zadzwoń do Hazzy - poprosiłaś i podałaś jej telefon.

   Patrzyłaś jak dziewczyna drżącymi palcami wybiera numer chłopaka i przykłada telefon do ucha, odliczając sygnały. Przybiegł Nick. Wziął cię na ręce i zaniósł do samochodu. Zaraz za wami pędziła Nina, usiłując dodzwonić się do Harry'ego. Z minuty na minutę czułaś się coraz gorzej, ale wiedziałaś że musisz wytrzymać. "Jeszcze tylko chwilę" - mówiłaś sobie w myślach. "Tylko chwila i już będę w dobrych rękach."
   Zajechaliście pod szpital. Nick wbiegł do środka z krzykiem: proszę się odsunąć, ona rodzi! Podszedł do was jakiś lekarz i powiedział, żeby nie panikować i oddychać spokojnie, bo zaraz ktoś się wami zajmie. Dokładniej tobą. No i przyszedł. Lekarz, na oko po pięćdziesiątce, bez ani jednego włosa na głowie. Mimo tego, że nie miał ani rzęs ani brwi, wyglądał całkiem sympatycznie. A potem powiedział, żebyś się nie denerwowała i poszła za nim. I poszłaś.

Perspektywa Harry'ego:

   Zerknąłem na telefon. 16 nieodebranych połączeń od [T.I.]. Spanikowałem. To musiało oznaczać, że zaczęła rodzić. Zacząłem się pakować. Nie wziąłem wszystkiego, jedynie najistotniejsze rzeczy. Pobiegłem do pokoju Louisa i szybko wytłumaczyłem mu o co chodzi. Zrozumiał. Nawet nie próbował mnie zatrzymać. 
   Wziąłem pierwszy samolot do Londynu i poleciałem. Czułem, że i tak jest za późno, że ją zawiodłem. Przez cały lot siedziałem z twarzą w dłoniach, modląc się, by wszystko było dobrze. Gdy doleciałem na miejsce, od razu pojechałem do szpitala. Wiem, szpitali w Londynie jest całe mnóstwo, ale podświadomie skierowałem się do jednego z nich.
   Przywitała mnie jakaś starsza pani, która akurat była na recepcji. Czy jak to się nazywa...

- Tak?
- Czy jest tutaj [T.I.] Styles? - spytałem, uświadamiając sobie nagle, że z nerwów przegryzłem dolną wargę.
- Zaraz sprawdzę, proszę poczekać - odparła i zaczęła bardzo powoli przeglądać bazę danych.
- Jest? - chciałem wiedzieć.
- Spokojnie, nie pali się.
- Proszę szybciej, to naprawdę bardzo ważne - zacząłem się trząść. 
- A więc... jest. Ale nie może pan do niej iść, jeszcze nie urodziła.
- Ale proszę mi powiedzieć, gdzie jest - chciałem wiedzieć.
- Sala 36. Tym korytarzem w lewo, potem w prawo, znowu w lewo i to są trzecie drzwi na prawo. Jest nawet plakietka "odbieranie porodów".
- Okej, dzięki.
- Pierwsze? - spytała.
- Co pierwsze? - spytałem zdezorientowany.
- Dziecko...
- Aha, tak, pierwsze - odparłem.

   Kobieta pokiwała głową ze zrozumieniem. A ja pognałem jak najszybciej pod tą salę. Zerknąłem przez przeszklone drzwi. [T.I.] leżała na łóżku, a obok niej kręciły się dwie położne i jakiś lekarz. Pomachałem do niej przez drzwi, próbując udawać, że jestem spokojny. Zauważyła mnie i momentalnie się uśmiechnęła. Ulżyło mi.
   Usiadłem na krześle. Zacząłem stukać butami o podłogę, potem wyłamywać palce, a nawet zacząłem czytać czasopisma ze stojaków na korytarzu. Nie mogę wyrazić tego, jak bardzo się denerwowałem. Ostatecznie usiadłem, opierając łokcie a udach i podpierając głowę na rękach złożonych jak do modlitwy. Nie wiem ile czekałem na przyjście lekarza. Długo. Podszedł do mnie i ścisnął moją rękę mówiąc:

- Gratuluję ślicznej córki.

   Zacząłem skakać z radości. Pod wpływem impulsu pocałowałem tego lekarza w jego kompletnie łysą głowę. Biegłem przez korytarz krzycząc: JESTEM OJCEM! Staruszki na sali przyjęć posyłały mi przyjazne spojrzenia. Czułem się tak znakomicie... 
   Gdy trochę się uspokoiłem, wszedłem do sali na której leżała [T.I.]. Zastałem ją bladą z wysiłku i zlaną potem. Ucałowałem jej gorące czoło i szepnąłem:

- Mamy dziecko. Naszą małą, kochaną Darcy.

   Łzy pociekły mi z oczu. [T.I.] pogłaskała mnie po głowie i lekko się uśmiechnęła. 

- Tak Harry, mamy dziecko - powtórzyła. Była zmęczona, ale szczęśliwa.
- Widziałaś ją już? - spytałem.
- Jeszcze nie - odparła.

   I wtedy do sali weszła położna z nowo narodzonym człowieczkiem owiniętym w niebieski kocyk w owieczki. Moją córką. Spojrzałem na to śliczne małe stworzenie. Było takie ciche, spokojne, niewinne. Poczułem, jak moje oczy robią się mokre od łez.

- Mogę ją wziąć na ręce? - spytałem ledwie słyszalnie. Ze wzruszenia nie mogłem wykrztusić z siebie słowa.
- Proszę.. ale ostrożnie - ostrzegła mnie kobieta. 

   Po chwili trzymałem małą w swoich objęciach. Słyszałem jej cichy równomierny oddech. Pocałowałem jej czółko, dotknąłem malutkiej rączki. Każda część jej ciała była taka kochana, taka inna... 

- Darcy - szepnąłem i oddałem córeczkę położnej.
- Słucham?
- Będzie się nazywała Darcy - odparłem.

   Położna pokiwała głową i wyszła z sali. 

- Jest cudowna, prawda? - spytałem [T.I.]
- Cudowna - przytaknęła i zamknęła oczy. Po chwili już spała.

SZEŚĆ LAT PÓŹNIEJ:

- Darcy, wstawaj bo spóźnisz się do szkoły! - krzyknąłem budząc córeczkę ze snu.
- Tatusiu, boję się - wyznała. - A jak mnie tam nie polubią?
- Ciebie? Mają CIEBIE nie polubić? - zdziwiłem się. - Daj spokój smerfetko, będzie dobrze.
- Naleśniki! - usłyszeliśmy dźwięczny głos [T.I.] z kuchni.

   Poszliśmy razem z Darcy do stołu. [T.I.] postawiła przed małą talerz naleśników z owocami i karmelem, jej ulubionymi. Dziewczynka przytuliła mamę na powitanie i zaczęła zachwycać się naleśnikami.

- Jak w bajce - szepnęła.

   I wtedy spojrzałem na [T.I.]. Przypomniał mi się ten dzień, kiedy Emily prosiła mnie o naleśniki i kiedy patrzyła w talerz tak samo zauroczona jak teraz Darcy.

- Słoneczko, co powiesz na to, żebyśmy po południu poszli do ZOO? - spytała [T.I.]

"Deja vu" - pomyślałem. Posłałem swojej żonie ciepły uśmiech. Ona też pamiętała ten dzień.

KONIEC.

A.♥