środa, 6 marca 2013

Harry & Zayn (czyli kolejny raz nie dotrzymuję sobie słowa i robię drugą część.)

Hejka wszystkim, dzisiaj środa.. Druga część imagina się szykuje. No i widzicie, przez was zaniedbuję naukę - jutro sprawdzian z biologii, a ja wolę pisać niż uczyć się tak fascynujących rzeczy jak podział tkanek zwierzęcych. Kocham Was za to. <3
W myślach widzę ten imagin bardzo pozytywnie. Będzie trochę zakręcony, ale ogólnie, trzymany w przyjemnym, nie wymagającym skupienia charakterze. Takie tam tanie romansidło z kiosku. No ale czytajcie. :) +przepraszam Eda Sheerana za zmienienie jednego wyrazu w tekście jego piosenki poniżej.
KLIK.♥

"I wanna be drunk when I wake up
On the right
left side of the wrong bed."

- [T.I.], kiedy w końcu wyjdziesz z tej łazienki? - Roksana dobijała się do drzwi. - Mam wymagającą natychmiastowego zaspokojenia potrzebę.
- Już wychodzę - odparłam nadzwyczaj wysokim głosem.

   Zmięłam karteczkę w kulkę i wsadziłam do buzi, żeby przyjaciółka niczego nie podejrzewała. Otworzyłam delikatnie drzwi do łazienki i wpuściłam Roksanę do środka. Kiedy upewniłam się, że zamknęła się na klucz, wyjęłam kartkę z ust i zapisałam numer w telefonie. Ja pierniczę, chyba śnię!
   Padłam na kolana i zaczęłam całować podłogę. Zastanawiało mnie tylko jedno - jak mam zadzwonić do Harry'ego i się z nim spotkać tak, żeby Roksana się o tym nie dowiedziała? Przecież to było niemożliwe! Nie dało się tak po prostu zniknąć na cały dzień bez wyjaśnienia.
   Zamknęłam oczy i przycisnęłam palce do skroni, próbując się skupić. Powtórzyłam w myślach moją ulubioną kwestię z Kubusia Puchatka:

- Myśl, myśl, myśl.

   Ludzie mówią, że myślenie nie boli. Ja jednak zastanawiając się nad zaistniałą sytuacją straciłam około dwustu tysięcy szarych komórek i przypłaciłam to ogromnym bólem głowy. Doszłam do wniosku, że nie pozostaje mi nic innego jak tylko powiedzieć o wszystkim Roksanie.
   Wzięłam do ręki telefon i wykręciłam numer do Stylesa. Jeden sygnał, dwa... Nagle coś zaświtało mi w głowie. Zawsze tak mam, że na najlepsze pomysły wpadam w najmniej odpowiednim momencie. Otóż, panie i panowie, odwołałam się do sentymentów i wymyśliłam, żeby spotkać się potajemnie w nocy. Tak, Romeo i Julia, zakazane rozmowy pod balkonem, powietrze przesycone romantyzmem i zapachem bezdomnych ludzi śpiących pod hotelami...

- Halo? - usłyszałam w słuchawce. Cholera no, zapomniałam się wyłączyć.
- Ich habe einen Bruder - powiedziałam, bo akurat w tym momencie Roksana wyszła z łazienki i spojrzała na mnie pytająco.
- Halo? - pytanie się powtórzyło.
- Jestem [T.I.] - przedstawiłam się po angielsku. - Północ? - próbowałam dogadać się z Harrym tak, żeby moja przyjaciółka nie domyśliła się z kim rozmawiam. Właściwie, to dlaczego tak mi na tym zależało?
- [T.I.]? Chcesz się spotkać o północy? - zaśmiał się Styles.
- Ja, ja, ich habe einen Bruder - powtórzyłam i dodałam - Yes sir.

   A potem się rozłączyłam. Sekundę potem dostałam SMS-a: "Nie uważasz, że północ to za późno? Wpadnę po ciebie o 22. Weź swoją koleżankę." No fajnie. Moje misternie ułożone plany legły w gruzach.

- Z kim rozmawiałaś? - spytała Roksana siadając obok mnie na podłodze.
- Z jakimś niemcem - skłamałam.
- Myślałam, że z anglikiem - zmarszczyła nos. Czyżby węszyła podstęp?
- To był... Mówiący po niemiecku i po angielsku rosjanin - kręciłam.
- Trzeba było od razu powiedzieć, że z nim rozmawiałaś - zaśmiała się.
- Z kim? - wyjąkałam. Ogarnęło mnie przerażenie.
- No z tatą.

   Palnęłam się w głowę i zaczęłam się śmiać. Teraz pozostało pytanie: jak namówić Roksanę do wyjścia przed hotel o 22? Pokaz sztucznych ogni? Dobra, coś się wymyśli pod wpływem impulsu.

- O czym gadaliście? - wyrwała mnie z zamyślenia Roksana.
- Przepytywał mnie z niemieckiego...
- Na wakacjach? - zdziwiła się. Już chciałam się przyznać, kiedy dodała - no tak, twój tato zawsze był dziwny.

   Nie wierzę, że po raz kolejny mi się upiekło. Chyba zostanę zawodowym łgarzem. O ile nie zszargam tym swojej opinii... Co ja gadam! Przecież jestem beznadziejna w kłamaniu! To, że ktoś w to wierzy to tylko kwestia przypadku.

   Jakieś cztery godziny później, czyli już po zjedzeniu wieczornego obiadu, poszłyśmy do salonu gier, czy czegoś w tym rodzaju. Usiadłyśmy na kanapie, chwyciłyśmy w ręce joysticki i zaczęłyśmy grać. Kiedy w końcu oderwałyśmy się od gry, dochodziła 21. Postanowiłam jakoś zainicjować wspólne wyjście.

- Wyszłabym do klubu - zaczęłam niepewnie.
- O, to świetnie się składa, bo ja też - przyklasnęła.

   Czy mi się wydaje, czy wszystko idzie dzisiaj dziwnie łatwo?

- Wyrobimy się w godzinę? - spytałam jej, schodząc po krętych schodach na dół.
- Jeśli nie zajmiesz łazienki na wieki, to tak - uśmiechnęła się.
- To ty pójdź pierwsza - zaproponowałam.

   Roksana, uszczęśliwiona do kresu możliwości pognała na dół i zajęła łazienkę. Ja po raz kolejny usiadłam na podłodze przy łóżku i wzięłam do ręki telefon. Spojrzałam na wyświetlacz: takie tam, jedenaście nowych wiadomości, wszystkie od Harry'ego, a na dodatek, każda mówiąca o tym, żebym nie zapomniała o spotkaniu. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi.
   Odpisałam mu szybko i pognałam do łazienki, żeby choć trochę się ogarnąć. Spięłam włosy w luźnego koka, wciągnęłam na siebie tęczowe szorty i szeroką białą bluzkę. Chyba było dobrze. Pomalowałam rzęsy, usta potraktowałam truskawkowym błyszczykiem, a potem wyszłam.
   Była 21:53, a więc miałyśmy siedem minut na złapanie windy i zjechanie dwudziestu siedmiu pięter w dół. Powinno starczyć. Wygramoliłyśmy się z pokoju, porządnie go zamknęłyśmy, a potem, nie czekając na windę, zbiegłyśmy na dół po schodach. Tak, dwadzieścia siedem pięter w dół. I nawet nie czułam się zmęczona.
   Otworzyłyśmy wielkie ciężkie drzwi i wyszłyśmy. Chłopacy stali przed hotelem i machali do nas. Roksana jak gdyby nigdy nic, podeszła do Zayna i mocno go przytuliła. Do mnie podszedł Harry. Przytulił mnie i pocałował w policzek, ale teraz nie miało to dla mnie większego znaczenia. Dlaczego Roksana wcale nie zdziwiła się tym, że chłopaki po nas przyjechali?

- Roksana..? - zaczęłam niepewnie, odpychając od siebie Harry'ego.
- Co?
- Wiedziałaś że tu będą?
- Tak.
- Jak? - zdziwiłam się.

   Zayn zaśmiał się takim dziwnie irytującym śmiechem.

- Nie szczerz się - warknęłam.
- Zayn dał mi swój numer i prosił, żebym zadzwoniła. A ty skąd wiedziałaś, że tu będą?
- Harry dał mi swój numer i prosił, żebym zadzwoniła - praktycznie powtórzyłam zdanie wypowiedziane przez Roksanę.

   Spojrzałyśmy na siebie zdziwione, a potem zaczęłyśmy się śmiać. Zayn i Hazza poszli w ślad za nami, chociaż pewnie nie wiedzieli o co nam chodzi.
   Pojechaliśmy do jakiegoś drogiego klubu, w samym centrum Londynu. Zayn chwycił Roksanę za rękę. To takie słodkie.
   Weszliśmy do środka. Pachniało tam spalonymi żelkami, alkoholem i wymiocinami, ale ogólnie było bardzo przyjemnie. Harry nie odstępował mnie na krok. A może to raczej ja go nie odstępowałam?
   Hazza zaciągnął mnie na parkiet i zaczął mną wywijać. Bawiliśmy się tak, jakby nic dookoła nie istniało. Wypiliśmy kilka drinków. A może kilkanaście? Nie liczyłam. Było cudownie, tak jakoś.. wakacyjnie.
   Harry napierał na moje ciało swoim ciałem. Zdecydowanie to on prowadził w tańcu. Roksana i Zayn gdzieś się zgubili. No ale nie martwiłam się tym. Było wspaniale. Czyżbym się powtarzała?
   Po jakimś czasie się zmęczyliśmy. Wyszliśmy przed klub i usiedliśmy na chodniku. Harry złapał mnie za rękę i spojrzał mi prosto w oczy. A potem zasłonił mi cały świat swoją rozczochraną głową i mnie pocałował. Tak po prostu.

***

   Rano obudziłam się okropnie skacowana. Wszystko mnie bolało, miałam saharę w ustach i piasek pod powiekami. Powoli otworzyłam oczy. Przeciągnęłam się w łóżku i rozejrzałam się na boki. Z niepokojem stwierdziłam, że nie jestem u siebie. A po mojej lewej stronie, jak gdyby nigdy nic, spał Harry.
   Co się zdarzyło wczoraj?

A.♥


wtorek, 5 marca 2013

Harry? Albo Harry i Zayn. ♥

Dzisiaj wtorek, wiecie? Filozofujemy sobie z Roksanką, jest pięknie. Słońce wyszło zza chmurki i pokazało siebie takie jakie jest: ciepłe i jasne, zwiastujące wiosnę. Świat budzi się do życia, czas na odrobinę głębokich przemyśleń! +bonus, za który Angela mnie zabije, dodam go na sam koniec, do przeczytania dla wytrwałych. <3
Miłego marca, kwietnia, maja, czerwca.. no a potem wakacje, one na pewno będą miłe. :)
KLIK.♥


 "One way or another I'm gonna find ya
I'm gonna getcha getcha getcha getcha
 (..)
One day, maybe next week
I'm gonna meetcha, I'll meetcha, I'll meetcha"

- Czy wiesz jaki dzisiaj dzień? - spytałam rozpromienionego odbicia w lustrze.

 Druga ja delikatnie skinęła głową i z ekscytacji klasnęła w ręce.
 

- Tak jest [T.I.], Londyn już na ciebie czeka!

   Dopiero po chwili zorientowałam się, że mówię do siebie. I w dodatku robię to irytująco często.
  Tego dnia chciałam wyglądać perfekcyjnie. Z wielką starannością związałam włosy w warkocza, przejechałam po ustach błyszczykiem, spryskałam się najładniejszymi perfumami jakie znalazłam. Nic nie mogło zepsuć mi tego dnia, nic a nic.
  Dwie godziny potem siedziałam już znerwicowana na lotnisku i czekałam na odprawę. Chyba nie byłam zbytnio cierpliwa. Obok mnie siedziała moja kochana oaza spokoju: Roksana. Ze stoickim spokojem stawiała kolejne kreski w swoim szkicowniku. Byłam tak zajęta niecierpliwieniem się, że nawet nie spojrzałam na to co rysowała.

 Pochyliłam się nad nią i, ku mojemu zdziwieniu, stwierdziłam że rysuje mnie: siedzącą na walizce i obgryzającą paznokcie. Cicho się zaśmiałam i wróciłam do mojej poprzedniej czynności, żeby pozować dla Roksany.  Wtedy w końcu zawołali nas na odprawę i już jakiś czas później siedziałyśmy obok siebie w samolocie.

- Lecimy do Londynu - rozmarzyłam się. - Rozumiesz to? Ponad połowa moich marzeń właśnie się spełnia!
  Roksana z dużo mniejszym entuzjazmem niż ja pokiwała głową i wyszeptała coś, czego nie usłyszałam.Położyłam głowę na jej ramieniu i zasnęłam.
   Obudziłam się dopiero gdy usłyszałam komunikat o lądowaniu. Przeciągnęłam się w fotelu i spojrzałam na Roksanę. Czytała jakąś gazetę, pewnie o modzie albo o sztuce. Jakim cudem ona się nie cieszyła? Przecież to mają być nasze najcudowniejsze wakacje w życiu! Nie tak to planowałyśmy?


- Nie cieszysz się? - spytałam przyjaciółkę. 
- Cieszę - odparła. Niestety wyraz jej twarzy wskazywał na coś zupełnie innego.
- No to o co chodzi?
- Boję się - wyszeptała.
- Czego?
- Samolotu - wyznała z ogromną powagą.

   Parsknęłam śmiechem i mocno ją przytuliłam. Czasami bywała naprawdę słodka, tak jak teraz. Ona też się zaśmiała, a potem, już do samego końca lotu śmieszyło nas nawet skinięcie palcem. Co z tego, że ludzie dziwnie się na nas patrzyli? Wreszcie zaczynały się prawdziwe wakacje, takie o jakich marzyłyśmy dzień w dzień, od samego rozpoczęcia roku szkolnego.   


   Na lotnisku w Londynie było jeszcze więcej ludzi niż we Wrocławiu. A myślałam, że to niemożliwe. Skierowałyśmy się do alejki o zabawnej nazwie "ekspresowy odbiór bagaży", bo co jak co, ale ekspresowy to on nie był. Zanim wreszcie odzyskałyśmy nasze rzeczy minęły prawie dwie godziny. 


- Muszę napisać skargę do kierownika lotniska za okłamywanie ludzi - zdecydowała Roksana. - Tylko musisz mi przypomnieć.
- Okej. Podpiszę się pod petycją o zmianę nazwy - zaśmiałam się.

   No i potem szłyśmy przez lotnisko i śmiałyśmy się z naszych debilnych pomysłów. Typowe Polki w metropolii - wszędzie zrobią sobie wiochę.

   Nagle usłyszałam plasknięcie i chwilę potem pulsujący ból w skroni. Otworzyłam oczy i ujrzałam przed sobą zabawnie wyglądającego chłopaka w okularach. Miał trochę za długie kręcone włosy, ale w niczym nie przypominające afro. Był to raczej taki.. hm.. artystyczny nieład. Obok niego stał czarnowłosy mulat, również w okularach. Czyżby w budynku aż tak bardzo raziło słońce?
    
- Hej, uważaj jak chodzisz - rzuciłam do loczka.
- Do mnie mówisz? - spytał z ironią.

    Jego głos mnie sparaliżował. Patrzyłam na niego w osłupieniu przez kilka sekund, nie mogąc uwierzyć własnym uszom. A gdy zdjął okulary, to oczom też przestałam wierzyć. Wymierzyłam sobie dwa policzki i palnęłam:


- Harry Styles?
- Whitney Houston? - zaśmiał się lokaty.
- Zayn Malik? - dodał mulat. Który był Zaynem Malikiem. 

     Uszczypnęłam się raz, drugi, trzeci, potem uszczypnął mnie Harry, a na końcu Zayn. Roksana gapiła się na nich jak osłupiała. 


- A więc nie śnię - palnęłam.
- Wyjdaje mi się, że nie - potwierdził Hazza.
- A widzisz jednorożce? - spytał Zayn i uniósł do góry moje powieki. Dotykał mnie Zayn Malik. Ludzie, ja mdleję.
- Nie.. Jak tak mi trzymasz oczy, to nic nie widzę - zripostowałam.
- Fajna jest - powiedział Harry, bardziej do swojego kolegi niż do mnie. Mimo wszystko się zarumieniłam.
- Co tu robicie?      
- Właśnie przylecieliśmy - odparł Zayn. - Odwieźć was? O ile ta druga, nieżywa - tknął Roksanę łokciem - jest z tobą.
- Tak się składa, że ta nieżywa jest ze mną - odparłam chwytając Rox za ramiona. - Ogranij się kobieto, bo pomyślą że z ciebie wariatka - szepnęłam do niej po polsku.
- I tak już tak myślą - odszepnęła.
- To co? - spytał Hazza. - Jedziemy?

   Przytaknęłyśmy i poszłyśmy za nimi do wyjścia. Mniej więcej co drugi krok podskakiwałam. Czy wakacje mogły się zacząć jeszcze lepiej niż od spotkania swoich największych idoli? Wątpię! A jednak. Twoi idole nie wszystkich podwożą do hotelu

   Powiedziałyśmy Harry'emu i Zaynowi gdzie mają jechać. No i pojechali. Na pożegnanie obaj mocno nas przytulili. Gdy tuliłam się do Harry'ego i wdychałam jego zniewalający zapach, poczułam jak wsadza mi coś w dłoń.

- Otwórz jak będziesz sama - uśmiechnął się czarująco. - Zobaczymy się jeszcze, nie?
- Jeśli będziesz chciał... - odparłam nieśmiało.
- Raczej jeśli TY będziesz chciała - poprawił mnie i po obdarzeniu mnie krótkim pocałunkiem w policzek, wszedł do samochodu. 

   Odjechali. 

   Zameldowałyśmy się w hotelu i wjechałyśmy wypasioną windą na górę, do naszego pokoju. Oczywiście, pokój był zniewalający. Kiedy już się rozpakowałam, poszłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na sedesie, podwijając nogi pod brodę. Odwinęłam karteczkę którą dostałam od Harry'ego i z namaszczeniem czytałam każde słowo: "ZADZWOŃ W KAŻDEJ CHWILI." A pod tym wypisany był magiczny ciąg cyferek, otwierający drzwi do nowego rozdziału mojego życia.
   Londynie, oto ja!
   I Roksana.


A teraz dodatek specjalny. 
Zanim napisałam tego imagina, zaczynałam go 69000 razy, co chwilę zmieniając koncepcję. Oto wstęp, jak to Angela uznała, tylko i wyłącznie dla Einsteina. Enjoy: Dzisiaj to takie wczorajsze jutro i jutrzejsze wczoraj. I jeszcze wczoraj marzyłam o tym dzisiaj jako o oddalonym o miliony lat świetlnych jutrze - było tak nieosiągalne. A potem zasnęłam. I jak się obudziłam, to było już jutro, czyli dzisiaj.      

Został moim mottem życiowym, którego nigdy nie miałam. Teraz mam. Trochę długie.
  
A.♥  

niedziela, 3 marca 2013

Niall.♥

Dla mojej mamy.
Może ta dedykacja jest nieco nienormalna, inna i niewłaściwa, zupełnie nie na miejscu, bo przecież moja mama nigdy tego nie przeczyta. Ale napisałam go dla niej. Bo jest moim aniołem stróżem.
KLIK.♥ 

"Could you make me a cup of tea, to open my eyes in the right way?
And I know you love Shrek 'cos we've watched it twelve times.
But maybe you're hoping for a fairy tale too" 

- Miałaś kiedyś marzenie? - spytał Niall, siadając obok mnie na pomoście.
- Miałam wiele marzeń - uśmiechnęłam się do naszego odbicia w pomarszczonej tafli jeziora.
- A miałaś takie, w które bardzo mocno wierzyłaś, ale i tak wiedziałaś, że nigdy się nie spełni?
- Miałam... - westchnęłam.
- A ono tak nagle się spełniło? - ciągnął. - Tak wiesz, jakby Bóg - spojrzał w niebo - czuwał nad tobą i sprawił, że wydarzył się cud i twoje marzenie stało się rzeczywistością?
- Nie - szepnęłam cicho.

   Niall otworzył usta, ale nie powiedział nic. Zamknął je z powrotem i głośno nabrał powietrza. Siedział jak zaklęty i wpatrywał się w wodę.

- A ty miałeś takie marzenie? - spytałam, chociaż wiedziałam jaka będzie odpowiedź.
- Miałem - uśmiechnął się na samo wspomnienie o nim. - O zespole. I o przyjaciołach.
- Spełniło się - przekrzywiłam głowę w jego stronę i spojrzałam mu w oczy.
- Tak... - wyszeptał. - Ale wiesz... myślę, że Bóg kocha cię bardziej niż mnie. Przynajmniej powinien. No bo popatrz ile pomyłek w swoim życiu popełniłem, ile razy zraniłem ludzi, nawet ciebie - nakrył wierzchem swojej dłoni moją dłoń. - A on sprawił, że jestem tym kim jestem.
- Niall Horan, idol nastolatek - parsknęłam cicho. - Marzenie niejednej dziewczyny. Najlepszy z najlepszych przyjaciół - dokończyłam.
- Chciałbym - odparł. - Szczerze? Jakbym był kimś innym, to zazdrościł bym sobie ciebie.
- Nie ma czego zazdrościć - przyznałam. Tak też myślałam. To nie było zwykłe użalanie się nad sobą.
- [T.I.]... - zaczął, ale zamilkł.

   Spojrzałam na niego pytająco i uśmiechnęłam się najdelikatniej jak umiałam. Jego dłoń delikatnie gładziła moją. Wykonałam zachęcający gest ręką. Niall westchnął i dokończył:

- Pamiętasz jak byliśmy tacy maleńcy? - wskazał ręką wysokość. - I jak podszedłem do ciebie, włożyłem ci plastikowy pierścionek na rękę i...
- I powiedziałeś, że od teraz jestem twoją żoną? - zaśmiałam się.
- Tak - on też się zaśmiał. - Tylko, że wtedy moim argumentem było tylko to, że jesteś ładna.
- Faktycznie, dowód prawdziwej miłości - uśmiechnęłam się.
- Wiem, to było takie oklepane, ale zgodziłaś się - spojrzał mi w oczy.
- Bo ty też byłeś ładny - wyznałam.
- I nosiłaś ten pierścionek, aż do piątej klasy, kiedy zrobił się za mały - wspominał.
- Ale potem nosiłam go na łańcuszku. Bardzo, bardzo długo - dokończyłam.
- Wiesz co? To była najwspanialsza rzecz na świecie - świadomość, że dla kogoś znaczysz tak wiele. Bo po co nosiłaś ten obciachowy pierścionek?
- Rzeczywiście był obciachowy...
- No właśnie. A ja poszedłem do X-Factora, chociaż obiecałem ci, że cię nie opuszczę... A jak potem znowu cię zobaczyłem, to go nie miałaś - spuścił wzrok.
- Do czego zmierzasz?
- Pamiętam, że to zabolało bardziej niż to, gdy powiedzieli nam, że już koniec.
- Potem przecież stworzyli z was zespół - nadal nie rozumiałam.
- No wiem, światowa kariera, fani, sława, bogactwo... Zyskałem tak wiele, mogłem uznać siebie za najszczęśliwszego człowieka na świecie... I próbowałem takim być. Ale ten jeden cholerny drobiazg nie dawał mi spokoju - ciągnął.
- Ten pierścionek? - zdziwiłam się.
- Tak.. bo pomyślałem sobie, że już nic dla ciebie nie znaczę, że już o mnie zapomniałaś.
- Ale Niall - chwyciłam jego dłoń. - Jak bym mogła? - uśmiechnęłam się.
- Byłem po prostu o tym przekonany - wyznał. - I ja.. ja tak strasznie cię tym zraniłem. Naprawdę [T.I.], bardzo, bardzo cię przepraszam, byłem taki głupi, że poszedłem do tego X-Factora! Mogłem tam nigdy nie iść!
- Ale przecież zyskałeś sławę, to nie o tym marzyłeś?
- Może i tak, ale... ale wtedy zrozumiałem, że jesteś tysiąc razy ważniejsza od jakiejśtam sławy. Sława mija.. A miłość przecież trwa wiecznie - uśmiechnął się. - Tak [T.I.], przecież wiesz, że cię kocham. Tak bardzo cię kocham - wyszeptał.

   W moim brzuchu zatrzepotało stado motyli. Przytuliłam się do niego i pozwoliłam mu złożyć na swoich ustach delikatny, tak jak te wszystkie motyle, pocałunek.

- Nigdy nie byłaś dla mnie tylko przyjaciółką - mówił. Chciałam, żeby nigdy nie przestawał. - I wiesz co? Zacząłem obsesyjnie chodzić po wszelkich sklepach z rupieciami i szukać takiego samego pierścionka. I w końcu znalazłem. Ale on już nie był taki jak tamten. To była po prostu kupa plastiku.

   Słuchałam jego słów jak zahipnotyzowana. I wtedy przypomniałam sobie o czymś bardzo, bardzo ważnym. Otworzyłam torebkę i poszperałam przez chwilę w środku. Po chwili wyciągnęłam z niej coś i zamknęłam w dłoni.

- Popatrz - szepnęłam otwierając dłoń. Słońce odbijało się od powierzchni tego drobiazgu.
- To on? - zachwycił się chłopak chwytając w palce kawałek plastiku. Obchodził się z nim jak z najcenniejszą chińską porcelaną. - Nie wyrzuciłaś go? - popatrzył mi prosto w oczy i bardzo, bardzo szeroko się uśmiechnął.
- Nigdy w życiu bym go nie wyrzuciła - zaśmiałam się. - W końcu to mój zaręczynowy, prawda?
- A więc [T.I.] - powiedział, lekko się do mnie przysuwając. - Czy... czy zostaniesz ze mną już na zawsze?
- Oczywiście - odszepnęłam i wyjęłam z jego dłoni pierścionek.

   Założyłam go na najmniejszy palec. I uważnie się mu przyjrzałam. Po mojej twarzy zaczęły spływać łzy. Zamknęłam oczy i w zupełnej ciemności odszukałam usta Nialla i złączyłam je ze swoimi. Na zawsze.

A.♥


The Versatile Blogger!

Dowiedziałam się, że zostałam trzykrotnie (!) nominowana do "The Versatile Blog Awards" od: Ashley Taylors , Juliaa oraz Paulaa Gosiaa . DZIĘKUJĘ! xxxxx


No to zasady:
- Podziękować nominującemu blogowi u niego na blogu,
- Pokazać nagrodę " The Versatile Blogger Award " u siebie na blogu,
- Ujawnić 7 faktów dotyczących siebie samego ( wybierasz dowolne fakty o sobie),
- Nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują,
- Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.


 Osobiście uważam, że podpunkt drugi jest dziwny.. No ale mniejsza z tym.

7 FAKTÓW O MNIE:
1. Gram na skrzypcach i fortepianie, zastanawiam się nad wiolonczelą.
2. Directionerką jestem od niedawna.. od lipca zeszłego roku.
3. Mówią o mnie, że jestem "klejem, który trzyma wszystkich razem" ~Rox.
4. Jestem szczęśliwa i trochę dziwna, ale to ponoć dobrze :)
5. Uwielbiam otaczać się ludźmi, rozmawiać z nimi, słuchać ich i "zastanawiać się nad sensem życia" ~Marysia
6. W przyszłości chciałabym być psychologiem (oklepane), muzykiem (kiepsko płacą) albo tłumaczem (ponoć dobry zawód...)
7. W życiu najważniejsi są dla mnie przyjaciele, bo to oni nadają mu sens.

NOMINUJĘ tylko najcudowniejszą piątkę:
http://whodoyouthinkiamonedirectionstory.blogspot.com/
http://turn-back-time-with-one-direction.blogspot.com/
http://onedirectionimaginydlafanek.blogspot.com/
http://iwantanotherworldagain.blogspot.com/
http://i-go-my-way.blogspot.com/

Marysia zrobi swoją notkę kiedy indziej, bo nie mam jej, że tak powiem, przy sobie.
Jeszcze raz ogromne dzięki!!! <3
Kocham Was!

A.♥