środa, 12 grudnia 2012

Liam. ♥

<KLIK>
 Ten kawałek od kilku dni mnie prześladuje.. :D
_____________________________________________________________ 

- Uważasz, że dobrze wyglądam w tej muszce? - spytał Liam po raz setny tego wieczora.
- Nie kurde, nie! Wyglądasz cudownie, ślicznie, idealnie, a teraz zamknij się już – powiedziałaś i dałaś mu kuksańca w żebra.
- Dzięki (T.I.), tylko chciałem się upewnić.
- Ta, po raz setny – odburknął Niall i ugryzł kawałek kanapki, którą trzymałaś w ręce.
- Naprawdę chcesz w łeb? - spytałaś go.
- Wiesz jaki jestem – uśmiechnął się rozbrajająco i pociągnął cię za warkocza.
- Nie podrywaj mojej dziewczyny, Horan – Liam pogroził mu palcem. - Albo zacznę wydzielać ci jedzenie na kartki.
- Nie zrobisz tego – oczy blondyna zwęziły się w małe szparki.
- Nie znasz mnie – powiedział śmiertelnie poważnie.

   Gala miała się zacząć za pół godziny. Był to więc czas ostatnich poprawek, zajmowania miejsc na widowni, tego, tamtego, owego... Nie lubiłaś tych wszystkich uroczystości, ale byłaś zapraszana na wszystkie. W końcu byłaś dziewczyną jednego z One Direction. Szłaś przy okazji. Na doczepkę.
   Usiedliście wszyscy na wyznaczonych miejscach i czekaliście na wejście prowadzącego. Albo prowadzącej.  W końcu weszła: dystyngowana kobieta w sukiencej koloru pudrowego różu i wysoko upiętym koku. Zaczęło się.
   Wszyscy po kolei otrzymywali statuetki. Katy Perry, Taylor Swift, Melanie Fiona... no i oczywiście chłopcy z 1D. Strasznie ci się nudziło. Zaczęłaś stukać paznokciami w stół, ale jakiś sześćdziesięciolatek pokazał ci gestem, żebyś przestała.
   Nadszedł długo wyczekiwany koniec. Prowadząca elegancko zamknęła uroczystość, dziękując wszystkim za przybycie. Po skończonej gali poszliście na tak zwane afterparty. Poczęstunek, dobre wino, dobra muzyka.. Wszystko dobre. Chłopacy przez chwilę rozmawiali z różnymi sławami. Zobaczyłaś, że Liam odłączył się od nich i idzie w twoją stronę.

- Cześć, jestem Liam – powiedział i przysiadł się do ciebie.
- Wiem, chodzimy ze sobą od dwóch lat.
- Coś podobnego, a właśnie chciałem strzelić jedną z tych kiepskch gadek na podryw w stylu: ej kochanie, pochodzisz z Alaski? Bo tam są takie laski – powiedział i puścił ci oczko.
- Co ty robiłeś jak mnie nie było? - zrobiłaś minę typu WTF.
- Ależ nic kochanie, mam po prostu ochotę – uśmiechnął się w jakiś dziwny, nieodgadniony sposób.
- Na co masz ochotę?
- Na ciebie – wyznał.
- Nie – zaprzeczyłaś.
- Tak – zaczął się z tobą droczyć.
- Nie.
- Tak.
- Nie!
- Tak!

   Wasza kłótnia mogłaby trwać godzinę, gdyby nie to, że jakaś para celebrytów (których oczywiście nie znałaś) podeszła do was i zaczęła wypytywać twojego chłopaka o różne, czasami nawet bardzo prywatne rzeczy. Aż cię korciło, żeby wrzasnąć: „Spadajcie, to nasze życie!”, ale wiedziałaś, że raczej nie należy się tak zachowywać. Kiedy już skończyli zamęczać twojego chłopaka pytaniami, to on spytał się ciebie:

- Żegnamy się tradycyjnie, czy znikamy w kłębach pary?
- Po co chcesz znikać?
- Jakbyś nie wiedziała – przygryzł dolną wargę. - Dawaj, pakuj się, zwiewamy.
- A co na to chłopcy? - nie dawałaś za wygraną.
- Poradzą sobie – uśmiechnął się i obdarzył cię czułym pocałunkiem.
- No dobra, chodźmy – wreszcie ustąpiłaś i splotłaś palce z palcami chłopaka.

   Wyszliście. Bez żadnych pożegnań, miłych słówek, od tak po prostu. Wsiedliście do limuzyny chłopaków i pojechaliście do waszego hotelu. Szofera poprosiliście, by pojechał z powrotem po resztę ferajny jak już im się znudzi, a sami zamknęliście się na klucz w pokoju i spędziliście tam piękną, niezapomnianą noc.

Aga. :P

Louis. ♥

Krótki i na szybko. Dzisiaj 12.12.12. (dla ludzi bez kalendarza <3) jeej,wesołej soboty!
_____________________________________________________________ 

- Cześć kochanie, wiem że tęskniłaś – głos Louisa zabrzmiał w korytarzu. - Nie uwierzysz co dzi... (T.I.)? - przerwał i zaczął rozglądać się po całym domu. - Ej, marcheweczko, gdzie się ukryłaś? - wołał za tobą.

   Z szafki pod zlewem dobrze widziałaś jak chłopak drapie się po głowie i zaczyna niecierpliwie tupać nogą. Musiałaś ugryźć się w język, żeby nie wybuchnąć śmiechem.

- (T.I.), to wcale nie jest śmieszne! - zawołał zdenerwowany. - Przecież musisz tu gdzieś być!

   Zauważyłaś, że chłopak powoli zbliża się do kuchni i zaczyna otwierać jedną szafkę za drugą. Nawet te wysoko. A potem już nic nie mogłaś zobaczyć, bo chłopak chwycił za drzwiczki szafki w której siedziałaś i szeroko je otworzył. Gdy zobaczyłaś jego zaskoczoną minę, wydukałaś ciche:

- Niespodzianka?
- Jesteś głupia.
- Nie, tylko ty – zrewanżowałaś się i wyszłaś spod zlewu. - Odsuń się, muszę rozprostować kości – odparłaś i zaczęłaś wymachiwać rękami na wszystkie strony, a następnie kręcić kółka biodrami.
- Kocham cię – powiedział Lou i delikatnie cię pocałował.
- Wiem skarbie, ja ciebie też.

   Przytuliłaś się do chłopaka i wyszeptałaś:

- Musimy zadzwonić do hydraulika, rury nam przeciekają – wskazałaś na mokrą plamę na bluzce.
- Myślałem że do ucha szepcze się czułe słówka – zmarszczył nos. - Ale w twoich ustach wszystko brzmi ładnie.
- Jesteśmy nienormalni – stwierdziłaś.
- Nie, tylko ty – zaśmiał się Lou i delikatnie ugryzł cię w płatek ucha.

Aga. :P

wtorek, 11 grudnia 2012

Harry. ♥

Od jakiegoś czasu nic nie wychodzi tak jak miało wyjść. Ciągle zmieniają mi się koncepcje, nagle coś się kończy, zaczyna się coś innego, niekoniecznie lepszego od tamtych pomysłów. Nie mam weny. Dobra, wiem że tego nie czytacie i przechodzicie od razu do imaginów, więc po co to piszę? Hah, jestem głupia. To dla Ciebie Ryś, kocham cię. <3
_____________________________________________________________ 

   Było lato. Tak, to akurat dobrze pamiętam. Siedziałam sobie na molo, zataczając stopami kręgi i malując na wodzie obręcze. A Harry siedział obok mnie. Przypomniałam sobie każdy szczegół: nasze splecione palce, rozgrzane ciała, rozmarzone oczy... Siedzieliśmy i snuliśmy plany na przyszłość. Wszystko wydawało się być idealne. 
   Lśniące loczki Hazzy były figlarnie rozwiane przez bryzę, jego usta wygięte w figlarnym uśmiechu... Świat wokół nas zdawał się nie istnieć. Byliśmy tylko my. Ja i on. Stanowiący idealną całość. (T.I.) i Harry, Harry i (T.I.). Powtarzałam te słowa jak mantrę.
   Aż w końcu zadzwonił dzwonek. Koniec matematyki. Wrzuciłam książki do torby i zaczęłam zmierzać w stronę wyjścia, ale zatrzymał mnie głos nauczyciela. 

- (T.I. i N.), podejdź tutaj - polecił, a ja wypełniłam jego prośbę i stanęłam nad biurkiem. - Z twoimi ocenami nie jest najlepiej. Popatrz tu - wskazał na kilka jedynek. - Musisz to poprawić.
- Właśnie, najgorszy jest ten problem, że nie mam kiedy, bo zajęcia dodatkowe kłócą mi się z treningami. 
- Wiem, że sport jest dla ciebie bardzo ważny. Ale jak to mówią? Z pustego i Salomon nie naleje. Nie mam jak wystawić ci nawet dwói - załamał ręce.
- Panie profesorze, może korepetycje? - usłyszałam za sobą głos.

   Obróciłam się i nie mogłam uwierzyć własnym oczom - Harry Styles? On?

- Co masz na myśli? - chciał wiedzieć nauczyciel.
- Mógłbym jeździć z (T.I.) na treningi i po treningach ją poduczać - uśmiechnął się do mnie.
- Jeżeli to nie problem... - odparłam nieśmiało i odwzajemniłam uśmiech.
- Żaden problem, a bardziej przyjemność - mrugnął do mnie. Umarłam.
- No to (T.I.), od dzisiaj Styles jest twoim prywatnym korepetytorem - oznajmił nauczyciel. - Tylko masz ją nauczyć MATEMATYKI, a nie czegoś innego. A teraz zmykajcie, mam dyżur.

   Posłusznie wyszliśmy z klasy za nauczycielem. Harry stał naprzeciwko mnie, jakby na coś czekał. 

- Dzięki Harry - odparłam.
- Nie ma za co (T.I.). To o której masz trening?
- O 16.
- Lekkoatletyka, powiadasz? - uśmiechnął się i oparł się ramieniem o drzwiczki mojej szafki. - Ciekawie.
- Tak, tak.. Bieg przez płotki i te rzeczy - wyznałam speszona.
- Lubisz to?
- Jasne, jeszcze pytasz? Przynajmniej jak biegam to nie muszę się nikogo wstydzić ani z nikim rozmawiać i tak mi jest dobrze - wyrzuciłam z siebie potok słów i gwałtownie zamilkłam. - UPS.
- Ślicznie się rumienisz. 
- Dz-dz-dz-dzięki - wydukałam.

   Włożyłam do szafki niepotrzebne książki i zamknęłam ją z głuchym trzaskiem. Wciągnęłam na siebie płaszcz i czapkę, a potem rękawiczki. Wspominałam już, że była okropna zima? No więc była. Harry nadal stał pod moją szafką i co chwilę lustrował mnie wzrokiem.

- Czekasz na kogoś? - spytałam go.
- Na ciebie - odparł. - Gotowa?

   Przytaknęłam skinięciem głowy i ruszyłam przez korytarz do wyjścia. Obok mnie szedł Styles. Harry Styles. Wszyscy ludzie, którzy zostali na korytarzu rzucali nam dziwne, trudne do określenia spojrzenia. Wyszliśmy. Mróz szczypał w policzki, w nos, w uszy. 
   Harry nagle się rozpłynął. Rozglądałam się dookoła, ale nie mogłam go znaleźć. "Pewnie znalazł sobie lepsze towarzystwo" - pomyślałam i ruszyłam przed siebie. I wtedy dostałam śnieżką. Zza samochodu wyjawił się roześmiany Harry. Zebrałam trochę śniegu z maski i rzuciłam chłopakowi w twarz. On odwdzięczył się, nacierając całą moją twarz śniegiem.

- Trolololo, marzną ci policzki, marznie nosek - zaśpiewał i delikatnie ucałował wymienione miejsca. Myślałam, że się rozpłynę pod dotykiem jego ust. 
- Już teraz nie marzną - powiedziałam i odsunęłam się od niego.
- Ja myślę, że jednak tak - odparł i jeszcze raz pocałował mnie w policzki i w nos. - A jak ja powiem, że marzną mi usta, to też mi je rozgrzejesz?
- Harry... - skarciłam go i spuściłam głowę, żeby schować rumieniec. 
- No ale rozgrzejesz? - nie ustępował.
- No rozgrzeję - zaśmiałam się.

   Kiedy chłopak usłyszał moje słowa, zgarnął śnieg z gałązki drzewa i zjadł. Serio, zjadł śnieg. Pacnęłam się ręką w twarz i spojrzałam na chłopaka.

- No dawaj, na co czekasz? - ponaglał mnie.
- No to chodź do mnie na herbatkę - zaproponowałam.
- Oj, widać że nie wiesz o co mi chodzi.

   Harry przygarnął mnie do siebie i wyszeptał: ucz się. A potem złączył swoje wargi z moimi w gorącym pocałunku. Myślałam, że skończy się na pojedynczym całusie, ale on chciał więcej. Całował mnie zachłannie, z każdą chwilą coraz mocniej. To było coś... niesamowitego.

- A na herbatkę też z chęcią wpadnę - puścił mi oczko i ruszył przed siebie. - No na co czekasz?

   Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Stałam w bezruchu i nie mogłam wydusić z siebie słowa. Chłopak podszedł do mnie i splótł swoje palce z moimi. 

- (T.I.), żyjesz?
- Ja.. żyję - wydukałam. - Jeszcze.
- Cieszę się, że wreszcie to zrobiłem.
- To, to znaczy co? - nie wiedziałam o co chodzi.
- Pocałowałem cię, głuptasku - powiedział i przejechał kciukiem po moim policzku. 
- Ja.. ja też się cieszę - nadal nie mogłam przyjąć do wiadomości tego, że całowałam Harry'ego Stylesa.
- Kocham cię - wyszeptał.
- Czy.. możesz to powtórzyć? - spytałam nie mogąc uwierzyć w te słowa.
- Ale co?- powiedział, jakby nic się nie wydarzyło.
- No, że mnie kochasz.
- To był żart - Harry zaśmiał się szyderczo i wymierzył mi policzek. - Nigdy cię nie kochałem. Jak mógłbym zwrócić uwagę na kogoś tak nudnego?! Żartujesz? Nie ma w tobie niczego fajnego!

   Co...? Nie mogłam uwierzyć w jego słowa. To nie był on. To nie mógł być on. Na pewno. Obraz przed moimi oczami zaczął się rozmywać. Świat zaczął tracić barwy, a do moich uszu zaczęły dochodzić krzyki: Jezu, (T.I.), jak mogłaś zasnąć? Ja nie mogę!
   A więc to tylko zły... no dobra, może tylko w połowie zły sen. Otworzyłam oczy. Siedziałam na kanapie w domu Harry'ego. Zerknęłam na niego z miną typu: WTF?!

- Jak mogłaś zasnąć na takim horrorze? - Styles wymachiwał rękami na wszystkie strony.
- Uwierz mi, końcówka mojego snu była gorszym horrorem - wyznałam.
- Co jest? - widać było, że się zmartwił.
- Już nic. Po prostu mnie pocałuj - powiedziałam.
- Nie trzeba mi dwa razy powtarzać - odparł i zatopił swoje usta w moich. - Kocham cię.
- Możesz to powtórzyć? - spytałam, żeby upewnić się, że tym razem to nie sen.
- Kocham cię jak nikogo innego, (T.I.) - odparł.
- Dzięki Styles, ja ciebie też - odparłam i pocałowałam chłopaka.

Aga ;* 

P.S.
Przepraszam że taki nielogiczny... 

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Zayn +18

Hah, nagłe natchnienie. Nie jestem w tym dobra, ale tak jakoś naszła mnie nagła chęć. :D Komentujcie, to naprawdę motywuje do dalszej pracy. xx
_____________________________________________________________ 

- Cholera, czemu znowu pada deszcz?! - wrzeszczałaś biegnąc przez Londyn. - No czemu, pytam się?!
- Kochanie, naprawdę nie wiem, uspokój się – wołał za tobą Zayn. - I przestań tak pędzić, bo nie nadążam.
- Nie trzeba było tyle palić! - wrzasnęłaś. - Teraz narzekasz, że nie masz kondycji. Skończ z tym.
- Oj, słońce.. chciałbym – przystanął by złapać kilka oddechów. - Ale to nie jest takie łatwe.
- Zayn, ja już tu dłużej nie wytrzymam. Wyprowadźmy się do Afryki! Przez te deszcze ciągle mam depresję – narzekałaś i patrzyłaś jak twoje włosy skręcają się od wilgoci. - Do tego jeszcze to – powiedziałaś i wskazałaś na rosnące na twojej głowie afro.

   Stanęłaś na chwilę. Malik wykorzystał tą chwilę i złapał cię w pasie. Tuż przy twoim uchu wyszeptał:

- Mówił ci ktoś, że straszna z ciebie maruda?
- Spadaj – odparłaś.
- Kocham cię, (T.I.) - powiedział i lekko musnął twoje usta.
- Ja ciebie też, Zayn.
- Chodźmy trochę poswawolić – zaproponował z szelmowskim uśmiechem, wskazując na pobliski hotel.
- „Poswawolić”? Cóż za słownictwo – zaśmiałaś się. - Ja jestem jak najbardziej za.

   Wbiegliście do holu hotelowego i zamówiliście pokój na jedną noc. Nie potrzeba wam było niczego wybitnego, byleby tylko było łóżko. Zadowoleni z uzyskanego pokoju wjechaliście windą na swoje piętro i gdy tylko przekroczyliście próg, zaczęliście się namiętnie całować i pozbywać części garderoby.
   Nadzy rzuciliście się na łóżko. Zayn całował każdy skrawek twojego ciała, przyprawiając cię o dreszcze. Czułaś się cudownie. Wiedziałaś, że to dopiero początek, dlatego z sekundy na sekundę stawałaś się coraz bardziej podekscytowana.
   Chłopak bez ostrzeżenia wszedł w ciebie. Pisnęłaś, ale zakryłaś usta dłonią, żeby nikt nie mógł wam zarzucić zakłócania ciszy nocnej. Z każdym pchnięciem pojękiwałaś i prosiłaś Zayna o więcej. A on z przyjemnością zaspokajał twoje potrzeby.
   Po dwóch godzinach „ciężkiej pracy”skryliście się pod kołdrą i zasnęliście głębokim, kamiennym snem. „Tak kończy się każda nasza kłótnia” - pomyślałaś i jeszcze mocniej przywarłaś do rozpalonego ciała chłopaka.

Aga ;*