piątek, 19 lipca 2013

Wszyscy! ♥ (część druga)

Hejka hej misiaczki, pora na nowego imagina! Właśnie wróciłam z Londynu i nie mogę znaleźć odpowiednich słów na opisanie tego jak tam było. Gdyby po domu u rodziny u której mieszkałyśmy nie biegały karaluchy, to byłoby już zupełnie idealnie. Jak zawsze udało mi się poznać masę nowych wspaniałych ludzi, zobaczyć większość z tego co chciałam zobaczyć. Trochę więcej o Londynie w kolejnym poście, teraz zostawiam Wam imagina :*
Pisać trzecią część?
KLIK.♥


   Rano [T.I.] obudziła się bardzo wcześnie. Głowa nieznośnie ją bolała, a pod powiekami czuła piasek. Chwiejnym krokiem weszła do kuchni i wlała w siebie trzy szklanki wody. Jednak nawet to nie zaspokoiło jej pragnienia. Usiadła na taborecie i zaczęła płakać. Jeszcze nigdy w życiu nie czuła się tak źle jak teraz. Do środka wszedł Liam.

- Skąd się tu wziąłeś? - spytała dziewczyna, nieco poirytowana.
- Wczoraj byłaś w pewnym klubie i trochę za dużo wypiłaś. Prosiłaś mnie, żebym z tobą został.
- Ja?! To chyba nie byłam ja. Ty idioto! Chciałeś mnie zgwałcić, tak?!
- Ale jeśli ja mówię prawdę! - Liam uniósł ręce do góry i zaczął się cofać.
- Tak, oczywiście! - krzyknęła [T.I.] kpiąc sobie z niego. - Wyjdź!
- Co? Ty nic nie rozumiesz!
- Ja nic nie rozumiem?! - krzyknęła i gwałtownie wstała.

   Zakręciło jej się w głowie. Liam podtrzymał ją lekko żeby nie upadła.

- Nie dotykaj mnie. I idź sobie wreszcie.
- Jak chcesz, tylko chcę żebyś wiedziała że nic ci nie zrobiłem [T.I.]. Nie mógłbym, nie potrafiłbym nic ci zrobić. A wiesz dlaczego?
- Nie chcę wiedzieć. Wyjdź. Więcej nie poproszę. - powiedziała najbardziej lodowatym i oschłym tonem, jaki Liam słyszał w swoim życiu.
- To bolało.
- Miało boleć - syknęła.

   Chłopak wzruszył ramionami i wyszedł. Szedł ze wzrokiem wlepionym w czubki butów. Podążał przed siebie, nawet nie zastanawiając się, dokąd wiedzie droga. Zatrzymał się dopiero kilka przecznic dalej, przed wielkimi dwuskrzydłowymi drzwiami prowadzącymi do pięknego budynku z okresu XVIII, XIX wieku. Stał przed nimi przez dłuższą chwilę, zastanawiając się, skąd je kojarzy. W końcu go olśniło. Mieszkała tam jedna z ich fanek, którą poznał przypadkowo na przystanku autobusowym i odprowadził do domu.

***

   Perrie siedziała w kuchni i obierała ziemniaki na obiad. Nuciła pod nosem jedną z piosenek 1D, które najbardziej lubiła. Zayn wszedł do środka i objął ją w pasie. Dziewczyna obróciła się i obdarzyła go pocałunkiem.

- O Boże, ale jestem głodny... - wymamrotał i delikatnie pocałował Perrie w szyję.

   Zaśmiała się cicho.

- No to poczekaj, zaraz będzie obiad.
- O nie, kochanie! Jeszcze niedawno to ja tu wszystko robiłem, a tak jak ty się przeprowadziłaś, to nagle nie wolno mi nawet zmywać. Jak tak dalej pójdzie, to się całkowicie rozleniwię. Musisz kazać mi cokolwiek robić! - zaprotestował i wyjął jej z ręki nóż.
- Zayn... - westchnęła.
- Chcę gotować!
- No to proszę, obierz dwa ogórki, pokrój pomidory, paprykę i szczypiorek, przypraw kurczaka, wszystko wrzuć na patelnię i posól.
- Przypomniało mi się, że muszę zrobić coś ważnego - odparł trochę zmieszany i z całych sił pocałował dziewczynę. - To ja się zmywam, kocham cię.

   Perrie uśmiechnęła się do niego. Zayn jak zwykle okazał się być niezastąpiony.

- Jutro wyjeżdżasz. - powiedziała dziewczyna, gdy Zayn już wychodził z domu.
- Niedługo wrócę - westchnął. - Wiesz że to mój obowiązek.
- Wiem wiem - odparła. - Ale będę tęsknić. Cholernie tęsknić.
- Ja też Perrie - odpowiedział i podszedł do niej.

   Wziął ją na kolana i zaczął bawić się jej włosami. Przytulił ją do siebie i pocałował w obojczyk. Perrie pisnęła i zaczęła się śmiać. Wtedy ktoś zapukał do drzwi. Dziewczyna z lekkim ociąganiem wstała z kolan Zayna i poszła otworzyć. Za drzwiami stał Liam. Był jakiś przygnębiony, nie tak tryskający energią jak zwykle.

- Co się stało? - spytała.
- Nic wielkiego - westchnął. - [T.I.] nie chce mnie znać.
- Jak to? Coś zrobiłeś? - zdziwiła się i zaczęła nerwowo pocierać kark.
- No właśnie nic! - krzyknął, ale zaraz się uspokoił. - Upiła się i jakiś natrętny Włoch chciał ją zgwałcić, a ona nic nie pamięta i myśli że to ja się do niej dobierałem.
- A chciałeś? - spytał Zayn wychylając się zza drzwi.
- No raczej nie - Liam spojrzał na niego z wyrzutem. -
- Ale czemu tak myśli? - spytał.
- Nie mam pojęcia! Bo co, zobaczyła mnie u siebie w domu na kanapie! Kiedy jeszcze wczoraj wieczorem, prosiła mnie żebym z nią został. Nigdy nie pojmę kobiecej psychiki.
- Pójdź do zakonu. - polecił Zayn, który zdążył już przejść do salonu, gdzie siedzieli Liam i Perrie. - Zero kłopotów miłosnych, wiecznych narzekań... - ciągnął. Perrie spojrzała na niego z wyrzutem. - Ale żeby nie było, ja tylko przekazuję to, co mi inni mówią. - po wypowiedzeniu tego zdania, przytulił dziewczynę do siebie.
- Mhm.. no wiesz. To może ja już pójdę. I tak wpadłem tylko na chwilę.
- Nie napijesz się niczego? - spytała Perrie.
- Nie, dzięki. Muszę iść do domu się spakować. Jutro o 15:00 wyjeżdżamy, a ja nawet nie zacząłem się pakować. To.. cześć.
- Czekaj. Co powiesz na spotkanie dzisiaj o 16:00 u nas w domu? - zaproponowała Perrie.
- Wiesz, to całkiem dobry pomysł. Zadzwonię do Harry'ego i Louisa, wy zadzwońcie do Nialla. A i mam jedną prośbę.. Czy moglibyście nie dzwonić po [T.I.]? Jakoś teraz nie mam ochoty z nią rozmawiać.
- No.. okej - odparł Zayn.
- To cześć - rzucił Liam i wyszedł.
- Cześć - zawołała za nim Perrie.

***

   Niall leżał rozpostarty na łóżku. Bolał go brzuch i przy każdym najmniejszym ruchu pojękiwał. Nagle zadzwonił telefon. Niall stęknął i spróbował dosięgnąć telefonu, ale szło mu to wyjątkowo ciężko. Kiedy stwierdził że jest za daleko żeby dosięgnąć go ręką, postanowił wstać z łóżka.

- Ja pierdolę - sapnął. - Nie powinienem był jeść wczoraj jak wróciłem z tego klubu - powiedział rozżalony.

Sięgnął ręką po telefon i przeciągnął palcem po ekranie żeby odebrać. Dzwonił Zayn.

- Taak? - odezwał się i z powrotem wrócił do łóżka.
- Dzisiaj u mnie na szesnastą - powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Hahaha, uśmiałem się - stęknął. - Mnie nie będzie.
- Co znowu zrobiłeś? Zamknęli cię?
- Nie... Ale mam taki problem. Nie mogę wstać z łóżka.
- Co? - Zayn zaczął się śmiać, a gdy się opanował, dodał: – Za dużo zjadłeś?
- No.. - przyznał się Niall ze skruchą.
- MUSISZ przyjść. Perrie zrobiła babeczki.
- Nawet nie mów mi o jedzeniu mam dość.
- Niall Horan ma dość jedzenia? Kto cię podmienił w nocy? - zarechotał Zayn.
- Nie żartuj sobie - mruknął Niall. - Dobra, wygrałeś, będę.
- Do zobaczenia, buziaczki! - cmoknął Zayn.
- Jesteś debilem - zaśpiewał Niall i rozłączył się.

   Stęknął jeszcze raz i przewrócił się na drugi bok. Przeleżał tak jeszcze chwilę, a potem zasnął i obudził się dopiero o 15. Powoli wstał z łóżka i podszedł do szafy żeby wybrać coś do ubrania. Ubrał się, uczesał, wyszedł z mieszkania i zamknął drzwi na klucz. Wsiadł do windy i majestatycznie, tak jakby to była jakaś ceremonia, wcisnął przycisk, z ogromnym wygrawerowanym na nim zerem.

***

   Trójka dzieci bawiła się na podwórku. Jedno z nich, najmniejsze, umazane było błotem. [T.I.] uśmiechnęła się ciepło do malucha i przeszła na drugą stronę ulicy, wprost przed furtkę prowadzącą do domu Zayna i Perrie. Zadzwoniła do do drzwi, które po chwili uchyliły się i ukazały Zayna ubranego w znoszoną flanelową koszulę i jeansy. Przywitał się z dziewczyną i obdarzył ją promiennym uśmiechem.

- Jest Liam? - spytała nerwowo i wbiła w Zayna swój przenikliwy wzrok
- Jest – odpowiedział spokojnie.
- To ja może już pójdę - szepnęła.
- Zostań, proszę. Jeśli nie chcesz, to nie musisz z nim rozmawiać.
- Tak, jasne. Przepraszam. Nie powinnam się tak zachowywać - mruknęła.
- [T.I.], nie przesadzaj i wejdź w końcu.

   [T.I.] nieśmiało przekroczyła próg i nagle poczuła nieprzyjemne ukłucie w żołądku. Rozejrzała się po pokoju, próbując nie patrzeć na Liama siedzącego między Louisem a Perrie.

- Zaprosiłeś ją - bardziej zapytał niż stwierdził Liam. Zayn delikatnie skinął głową.

   Dziewczynę przeszedł dreszcz. Żeby odgonić myśli od jej kłótni z Liamem, skupiła się na wystroju wnętrza. Spojrzała na sporą karmelową sofę, białe fotele, wielki telewizor i miliony półek zapełnionych jakimiś bezsensownymi rzeźbami. Mimo wszystko, pokój bardzo jej się spodobał.

- Gdzie ty wynalazłeś taki dom? - spytała, udając że nie słyszała Liama.
- Odziedziczyłem go po ciotecznej babce mojej ciotki - wytłumaczył Zayn i podał jej kieliszek szampana.
- Trochę to pogmatwane - przyznała i pociągnęła łyk.
- To nie jest pogmatwane. - wtrącił Niall. - Pogmatwane jest to: kto zabił tego, który zabił tamtą panią produkującą trucizny dla tego, który został zabity przez Antonia, czyli tego który miał mu dowieźć tą truciznę, ale trucizną otruli tamtą co tańczyła na stole, która zabiła tamtego, który zabił tą panią która produkowała trucizny i miał wroga, który zabił wroga wroga jego przyjaciela?
- Antonio? - spytała dziewczyna i opróżniła kieliszek do końca. Od natłoku informacji zaczęła ją boleć głowa.
- Aha, Antonio zmarł. - poinformował dziewczynę chłopak.  - Nie martw się, większość ludzi tak myśli, bo Antonio jest jedynym imieniem padającym w tej zagadce - wyszczerzył się.
- Mhm. - mruknęła [T.I.] krzyżując dłonie na piersi. - Cikawe. - odrzekła bez krzty entuzjazmu i usiadła obok Harry'ego na obszernej karmelowej sofie.

   Zerknęła przelotnie na Liama – był roześmiany, szczęśliwy, tak jakby nic się nie stało i ich kłótnia nie miała miejsca. Spojrzała w jego stronę jeszcze raz, zatrzymując wzrok na jego twarzy. Miał wydatne kości policzkowe, delikatnie zarysowane usta, zarumienione policzki i błyszczące z podekscytowania oczy. To, że Liam dobrze się bawi jakoś ją przybiło.

- Musimy pogadać - wyczytała z ruchu jego ust, kiedy ich spojrzenia na chwilę się spotkały.

   Skinęła głową i bez słowa wyszła na balkon. Liam poszedł za nią.

- Dlaczego wyrzuciłaś mnie ze swojego domu? - spytał, podchodząc do niej.

   [T.I.] oparła dłonie na balustradzie balkonu i głośno wypuściła powietrze z płuc.

- Myślałam że chciałeś mnie zgwałcić.
- Boże. Ile razy mam powtarzać, że tego nie zrobiłem ani nawet nie chciałem? - krzyknął.
- Dobrze, rozumiem - mruknęła. - Ale dzisiaj rano myślałam że właśnie tak było. Bo niby jak znalazłeś się rano w moim domu?
- Mówiłem ci, że wczoraj się upiłaś a ja zaniosłem cię do domu.
- Wiem - westchnęła. - I przepraszam że tak się zachowałam, teraz mi strasznie głupio.
- Nie ma za co - uśmiechnął się. - Jest coś co chyba powinnaś już wiedzieć.
- Niby co?
- Pomyślałem sobie, że skoro jutro wyjeżdżamy, to nie mogę dłużej czekać.
- To znaczy?
- Bo [T.I.], już od dawna zastanawiałem się czy mogę ci to powiedzieć, ale...
- No Liam, wyduś to z siebie! - krzyknęła.
- Kocham cię - szepnął.

   Zbliżył się do niej, pocałował ją i wyszedł, zostawiając ją samą na balkonie.

- Liam! - zawołała za nim.

   Nie zareagował. Wbiegła do domu, ale jego już tam nie było.

A.♥

poniedziałek, 8 lipca 2013

Wszyscy! ♥

PO RAZ PIERWSZY CZUJĘ SIĘ TAK, JAKBY OPUBLIKOWANIE TEGO IMAGINA BYŁO JAKIMŚ SZCZEGÓLNYM WYDARZENIEM. OK. o.o

A WIĘC, OTO WIELKA PREMIERA PONIEDZIAŁKOWEGO IMAGINA, POD ZABÓJCZYM TYTUŁEM "WSZYSCY"....

CZEKALIŚCIE NA TO TAK DŁUGO I WRESZCIE JEST... TADAAAAA! 

Postanowiłam że napiszę jeszcze drugą część tego imagina ale to dopiero po moim przyjeździe ^^
To już ostatni post przed wyjazdem,więc postaram się żeby był trochę dłuższy niż pozostałe. Głównym bohaterem jest Liam, ale w sumie będzie to dotyczyło wszystkich chłopaków... Tak jakby.
Dobra Miśki, udanych wakacji! <3
KONIECZNIE WŁĄCZCIE SOBIE PODKŁAD!!!:
KLIK.♥


   Liam niepewnie wszedł do przytulnego, ale jednocześnie nowocześnie urządzonego mieszkania Harry'ego. Ściany w hallu obite były jakąś dziwną tkaniną, chyba w słoniki, albo żaby, nie wiem. W salonie stała obszerna kremowa kanapa, dwa wiklinowe fotele i ciemny stolik do kawy ze szklanym blatem. Na jednej ze ścian wisiał ogromny obraz przedstawiający kobietę idącą przez pole, gładzącą opuszkami palców wysokie kłosy pszenicy. Liam usiadł na jednym z foteli i wlepił wzrok w obraz. Po chwili przysiadł się do niego Zayn. Pogwizdywał coś pod nosem i palcami gładził swój trzydniowy zarost. Następnie do pokoju weszła Perrie, a za nią [T.I.]. Serce zabiło Liamowi jakoś szybciej niż zazwyczaj. Dziewczyna trzymała tacę zastawioną truskawkami, ciastkami, ciastami, truflami i innymi pysznościami. Postawiła ją na stole i usiadła na fotelu obok Liama. Zayn wziął Perrie na kolana i swoim zwyczajem wtulił twarz w jej ramię.
   Ktoś zapukał do drzwi. [T.I.] wstała z wersalki i poszła je otworzyć. Na korytarzu stali Louis i Eleanor, trzymali w rękach pojemnik z ciastem, które – jak znając życie, upiekli razem. [T.I.] wpuściła ich do środka, a sama wyszła na dwór, żeby zobaczyć czy Niall jeszcze nie przyszedł. Stanęła pod jedną z brzóz rosnących na podwórku. Było już ciemno; latarnie uliczne otaczały okolicę przyjemnym, mlecznym blaskiem. Wiał ciepły, kwietniowy wietrzyk, a ptaki pomimo późnej pory, radośnie śpiewały. Oparła się plecami o gruby, nagrzany jeszcze pień drzewa i zaczęła wypatrywać Nialla. Nagle poczuła, jak ktoś kładzie jej rękę na ramieniu. Odwróciła głowę i zobaczyła uśmiechniętą twarz blondyna. Uśmiechnęła się do niego, a on objął ją ramieniem i spytał:

- Wyrwiemy się gdzieś? U Harry'ego zawsze jest strasznie nudno.
- W sumie, wiesz.. Chętnie. To gdzie idziemy?
- Znam taką jedną ciekawą restaurację - uśmiechnął się ukazując rząd równych białych zębów.
- Dobra, w takim razie zdaję się na ciebie - [T.I.] odwzajemniła uśmiech i chwyciła blondyna za rękę.

   Wsiedli do samochodu. Jechali w ciszy, nie odzywając się do siebie ani słowem. Zatrzymali się mniej więcej w centrum Londynu, na małym parkingu. Wysiedli z samochodu i weszli do niepozornego budynku z czerwonej cegły. W środku było bardzo ciemno i duszno. Wnętrze przypominało bardziej klub nocny niż luksusową restaurację, o której pomyślała [T.I.]. Powietrze przesiąknięte było dymem papierosowym i zapachem wymiocin, a podłoga była dziwnie klejąca, pewnie od wylanego na nią alkoholu. Niall podszedł do baru i szepnął coś na ucho kelnerce. Ta z przesadnym entuzjazmem pokiwała głową i znikła na zapleczu. [T.I.] usiadła przy jednym ze stolików i próbowała nieco się rozluźnić. Po chwili dosiadł się do niej Niall.

- Czego się napijesz? - zapytał.
- Mm.. nie wiem. Może ty coś wybierz - mruknęła i delikatnie się do niego uśmiechnęła.

  Chłopak kiwnął głową i podszedł do baru. Chwilę flirtował z kelnerką, po czym, trzymając dwie szklanki wypełnione jakimś podejrzanie niebieskim płynem, zdaje się fluorescencyjnym, wrócił do stolika. Postawił szklanki na stole. [T.I.] niepewnie pociągnęła łyk napoju. Szczypał w gardło, ale mimo wszystko, smakował jej. Nawet nie zauważyła kiedy wypiła dwie szklanki. Po wypiciu trzeciej, zaczęło jej się kręcić w głowie i nie do końca była w stanie panować nad tym co robi. Obraz przed jej oczami rozmywał się wraz ze stawianiem kolejnych kroków. Dziewczyna chwyciła chłopaka za rękę. On przybliżył się do niej tak, że aż stykali się czołami. Wtedy nagle zorientowała się że przed nią nie stoi Niall, tylko jakiś zupełnie obcy facet. Ale było już za późno. Zaczął ją całować, a ona nie miała siły żeby mu się wyrwać.
    Wziął [T.I.] na ręce i wyniósł na drugie piętro tego klubu. Wszedł do jednego z pokoi na piętrze i położył ją na wielkim łożu obsypanym płatkami róż. Wydawało się, że zostało przygotowane specjalnie na tę okazję.

* * *

- Gdzie jest [T.I.]? - spytał Liam.
- Mówiła, że pójdzie po Nialla - rzuciła El.
- Ej, a jeśli jakiś żul ją złapał i ma zamiar.. nie wiem no.. zgwałcić ją? - spytał Liam i zadrżał, gdy zrozumiał znaczenie swoich słów.
- Myślisz? Pewnie spotkała Nialla i gdzieś poszli - stwierdziła Perrie i wygodniej usadowiła się na kolanach Zayna.
- Nawet jeśli, to on jej nic nie zrobi. To nasz Niall, a nie jakiś terrorysta - powiedział Zayn, bez zbytniego przejęcia, dłubiąc w zębach.
- A gdzie on mógł ją zabrać?
- Jedynym miejscem, do którego on chodzi, jest taki klub w centrum...
- Klub? Jaki klub? - wyparował Harry, który dopiero co wszedł do pokoju.
- Ona raczej nie poszłaby do klubu. To nie w jej stylu - stwierdził Liam.
- Może ona nie poszła tam z własnej woli? - zaśmiał się Harry.
- Pojedźmy tam. Jak w czwórkę wejdziemy do środka, to się nas przestraszą - stwierdził Lou. Nikt się nie zaśmiał. Louis poczuł się trochę skrępowany. - No to jedziemy? - spytał żeby przerwać ciszę.

  Lou, Harry, Zayn i Liam wyszli z mieszkania jak grupa antyterrorystów, wkładając ciemne okulary. Pomińmy to, że było już dobrze po 23, a księżyc raczej nie razi w oczy.

- Udawaj, że chcesz się po prostu czegoś napić. - Lou zwrócił się do Harry'ego. - Nie daj po sobie poznać, że jesteś zdenerwowany, nie rozglądaj się nerwowo na wszystkie strony. Spróbuj zagadać barmankę i dowiedzieć się czegoś.
- Tak jest - zasalutował Harry.
- Ty - teraz Louis zaczął mówić do Zayna - zgrywaj jakiegoś mafioso albo co... - tu na chwilę zamilkł, a jego twarz skrzywiła się w wyrazie skupienia. - O, już wiem. Udawaj naszego ochroniarza.
- Nie sądzisz, że jestem trochę zbyt szczupły żeby być ochroniarzem? - zaśmiał się.
- Cicho - skarcił go. - Psujesz mój genialny plan.

   Zayn uniósł ręce do góry w oznace kapitulacji.

- Jaka jest dalsza część twojego "genialnego planu"? - zarechotał Harry.
- Ja z Liamem pójdziemy potańczyć, na parkiecie blisko DJ-a. Kiedy ty będziesz już coś wiedział, podejdziesz do nas, najlepiej z jakimiś drinkami, żeby to wyglądało naturalnie i powiesz nam czy wiesz coś o [T.I.] i Niallu, a Zayn będzie pilnował drzwi i jakby widział że któreś z naszych poszukiwanych wychodzi, zatrzyma ich i puści nam sygnał że mamy wyjść z klubu. Zrozumiano? - wyszczerzył się.
- Czuję się jak tajny agent - wymruczał Zayn. - Ekstra.

   Louis zaparkował zaraz obok wejścia do klubu. Na drugim piętrze, w jednym z pokoi do wynajęcia, paliło się delikatne światło. Liam wlepił wzrok w okno pokoju. Próbował coś wypatrzeć, ale jakoś mu się to nie udało. Pewnie przez ciemne okulary, które nadal trzymał na nosie.
   Cała czwórka wpakowała się do klubu. Zayn został przy wejściu i zagadywał ochroniarza, Harry podszedł do baru, a Lou i Liam popędzili na parkiet. Teoretycznie wszystko szło zgodnie z planem.
   Po jakichś piętnastu minutach, na parkiet do Liama i Lou przyszedł Harry, trzymając za rękę ledwo ruszającego się Nialla.

- Co jest? - spytał Louis, ściągając ciemne okulary.
- Pytałem się go gdzie jest [T.I.] - zaczął Harry. - Powiedział, że przyjechał tu z nią, ale gdzieś ją zgubił.
- Jak można zgubić dziewczynę? - zdziwił się Liam.
- No ale czekaj! - przerwał mu Harry. - Barmanka widziała naszą [T.I.] jak szła na górę z jakimś mięśniakiem, chyba nazywał się Alberto, jeśli dobrze pamiętam.
- CO? - Liamowi oczy prawie wyszły z orbit.
- No jak to co? Trzeba mu ją odbić - zarechotał Hazza. - Zajebiście, jestem gangsterem.

* * *

   [T.I.] leżała obezwładniona przez nieznajomego. Usta miała zaklejone taśmą, a całe ciało przywiązane do łóżka, więc siłą rzeczy, nie mogła się ruszyć. Chłopak siłą zdjął z niej koszulkę, nawet nie zastanawiając się, czy jej się to podoba, czy może raczej nie. Obcałowywał jej brzuch, ręce, obojczyk... Dziewczyna próbowała odepchnąć go od siebie, jednak on oczywiście był silniejszy. Bezgłośnie wołała o pomoc, ale w głębi duszy wiedziała że i tak nie nadejdzie.
   Gdy ona leżała skrępowana, a Alberto zaczął ściąga z niej bieliznę, otworzyły się drzwi. Do środka wtargnęli Liam, Lou, Harry i Zayn.

- Co wy tu robicie?! - wysyczał Alberto.
- Raczej, co TY tu robisz. - poprawił go Liam uśmiechając się szelmowsko.  - Zostaw ją, i tak nic nie zdziałasz.
- Zobaczymy. Ale najpierw musicie wyjść. TEGO nie robi się w towarzystwie.
- TEGO, nie robi się pod przymusem - dodał Zayn.
- Skąd wiesz? Może chce? Jakoś nie narzeka!
- Bo nie ma jak idioto! Jak zakleiłeś jej usta, to raczej nie będzie narzekać. Boże, ale intelidżent.. - odparł Louis, bijąc się ręką w twarz. - Weź się dokształć zanim coś powiesz..

   Harry stał z tyłu i ledwo powstrzymywał się od śmiechu. Wreszcie nie wytrzymał i parsknął tak głośno, że prawdopodobnie było go słychać aż na dole. Alberto aż poczerwieniał ze złości. Wstał i podszedł do Zayna, grożąc mu pięścią. Jednak, gdy zobaczył, jak pięść mulata niebezpiecznie szybko zbliża się do jego szczęki, próbował się wycofać. Próbował rozmasować obolałą szczękę, klnąc zaciekle.

- A teraz wybacz - Lou odepchnął Alberta i podszedł do związanej [T.I.]. - Tą damę trzeba uwolnić. Liam, odwiąż ją z łaski swojej.
- Co? Nie ważcie się jej ruszyć, bo pożałujecie!
- Jest nas czterech.
- Pięciu - poprawił go Niall, który nagle pojawił się w pokoju.
- Czterech - zbył go Louis. - A ty jeden i to w dodatku z obolałą szczęką.

   Zayn po raz kolejny podszedł do Alberta.

- Podoba mi się bycie groźnym - odparł i wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Ale mi się nie podoba to, że wy wszyscy tu jesteście - powiedział i obrzucił Zayna, Louisa, Nialla, Harry'ego i Liama gardzącym spojrzeniem.

   Liam rozwiązał [T.I.] i pomógł się jej ubrać. Dziewczyna szlochała cicho i skryła w rękach zapłakaną twarz. Harry podszedł do niej i zaczął delikatnie gładzić jej plecy. Razem z Liamem wzięli ją na ręce i wynieśli z pokoju, podczas gdy Louis i Zayn próbowali powstrzymać Alberta. A Niall? Niall w tym momencie nie robił nic, tylko tępym wzrokiem gapił się w przestrzeń.
   Lou, widząc że Harry z Liamem wynieśli już [T.I.], rzucił:

- Dobra, nie chce mi się z tobą gadać.

   Wziął ze sobą Zayna i na pół przytomnego Nialla, wyszedł z pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi.
   Z wnętrza pokoju dobiegały jeszcze różne przekleństwa wygłaszane pod jego adresem. Mimo wszystko, Alberto nie raczył ruszyć się z miejsca i zacząć gonić z nimi. Wszystko szło dziwnie łatwo. Przy wyjściu zauważyli Harry'ego, który wdał się w bójkę chyba z jednym z przyjaciół Alberta. Zayn podbiegł żeby mu pomóc, ale Styles tylko go odepchnął.

- Dam sobie radę - wysapał i wymierzył swojemu przeciwnikowi kolejny bezbłędny cios. - Ty idź do Liama i [T.I.]. Są na zewnątrz.
- No dobra.. - mruknął Zayn i ruszył do wyjścia. - Co z nią? - spytał, kiedy doszedł do Liama trzymającego trzęsącą się [T.I.] na kolanach.
- Oprócz tego, że jest nieźle upita i cały czas wymiotuje, to ten facet nie zdążył nic jej zrobić.

   Lou wbrew swojej woli, wykrzywił zęby w idiotycznym uśmiechu.

- Czuję się jak superbohater - powiedział.
- A wiesz, że ja też? - dołączył się Liam.
- Ja też - dodał Zayn.
- I ja - mruknął Niall. Lou, Liam i Zayn spojrzeli na niego z politowaniem. - Dobra, ja nie.

   Do chłopaków dołączył Harry. Był cały poobijany i krew leciała mu z dolnej wargi.

- Żyję - uśmiechnął się i podszedł do reszty. - Jedźmy już.

   Liam skinął głową i pomógł [T.I.] wstać z ziemi. Cała szóstka powlekła się do samochodu. Lou usiadł za kierownicą, obok niego Niall, a na tylnej kanapie Zayn, Liam i Harry ułożyli sobie ledwie przytomną [T.I.] na kolanach.
   Cała droga minęła w milczeniu.

- O, dojechaliśmy - odparł Lou i zgasił samochód.
- Gdzie dojechaliśmy? - zdziwił się Liam.
- Do mieszkania [T.I.]. Zostań z nią na noc.
- Ale..
- Kochasz ją, tak? - uśmiechnął się Zayn.
- Nie szantażuj mnie - wyszczerzył się Li.
- Dobra, nie marudź - mruknął Niall. -  Teraz nie czas na zastanawianie się nad takimi rzeczami. Przebierz ją w piżamę i połóż do łóżka. Jest dobrze po północy.
- Po północy?- jęknął Harry. - O Jezusie..
- No już, już. Nie ociągaj się - pogonił go Niall.
- O-okej.

   Harry pomógł Liamowi wyciągnąć [T.I.] z samochodu i wnieść ją na górę po schodach.
   Liam wyjął z torebki dziewczyny klucze i wszedł do mieszkania. Wnętrze było ciemne i ponure. Diametralnie różniło się od przestronnego domu Louisa, oraz do nowoczesnego mieszkania Harry'ego. Od jego własnego też się różniło. Po lewej stronie znajdowały się dwa pokoje. Pokój [T.I.] był malutki, wyłożony zieloną tapetą w kwiatki. Pod oknem stało drewniane biurko zawalone różnego rodzaju papierami, w tym książkami do biologii, przy prawej ścianie stało drewniane łóżko, wyścielone najzwyklejszą białą pościelą. Naprzeciwko łóżka, znajdowała się mała komoda, nad którą wisiało lustro. Półka wisząca nad łóżkiem, zapełniona była książkami, a w rogu, zaraz za drzwiami, stała mała szafka, a na niej lampka nocna.
   Chłopak położył dziewczynę na łóżku i przykrył jej wyziębione i trzęsące się ciało kołdrą.

- Głowa mnie boli - jęknęła cicho [T.I.].
- Śpij - wyszeptał.
- Proszę, zostań tu.
- Dobrze. Ale teraz śpij. Kocham cię.

   Złapał dziewczynę za rękę i ukląkł przy jej łóżku. Na ustach złożył jej delikatny pocałunek. Czuwał przy niej aż do momentu gdy zasnęła. Pogłaskał [T.I.] po włosach i poszedł do salonu. Położył się na bardzo niewygodnej kanapie i po jakimś czasie usnął.


Kocham Was całym serduszkiem! 
A.♥

sobota, 6 lipca 2013

Chyba Niall, albo Harry..NIE WIEM. :D

Tam taram tam tam, mam nadzieję że teraz nie będziecie narzekać że ten imagin jest krótki! :D Kocham Was <3 Następny prawdopodobnie w poniedziałek, ostatni przed wyjazdem. :*
KLIK.♥


   Do domu chłopaków doczołgałam się w dziesięć minut. Nacisnęłam na klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Zapukałam. Nic. Zadzwoniłam. Nic. Zauważyłam, że w kuchni jest otwarte okno.  Przeszłam przez starannie wypielęgnowane rabatki Zayna i stanęłam pod oknem. Wrzuciłam torbę do środka, a sama złapałam framugę i podciągnęłam się na rękach. Włosy opadły mi na twarz. Sapnęłam i przełożyłam jedną nogę przez parapet. Potem drugą. I wreszcie znalazłam się w środku. Dom zionął pustką. Jedynym dźwiękiem jaki dało się słyszeć było miarowe tykanie zegara.

- Niall? Harry? - zawołałam. Odpowiedziała mi cisza.

   „Coś jest nie tak”- pomyślałam. Podniosłam z podłogi torby z ubraniami i poszłam w głąb domu, do gabinetu w którym zazwyczaj przesiadywał Harry. Uchyliłam drzwi i zajrzałam do środka. Nikogo nie było. Poczłapałam na górę. Stanęłam przed drzwiami sypialni Nialla z napisem: „Tu mieszka Niall. Wchodzić tylko z jedzeniem”. Zapukałam, ale również nikt mi nie odpowiedział. Potem przeszłam do pokoju Zayna i Perrie. Zapukałam. Nic. Pokój Louisa i Eleanor? To samo. Pusto. Nikogo nie ma. Zostały tylko trzy łazienki – na parterze, pierwszym i drugim piętrze. No i piwnica. Zajrzałam do jednej z łazienek. Nikogo nie było. W drugiej i trzeciej to samo. Nieźle się przestraszyłam. Na samym końcu weszłam do swojej sypialni. Usiadłam na podłodze, oparłam głowę o szafę i zamknęłam oczy. Przesiedziałam tak chyba dwadzieścia minut, po czym poszłam ogarnąć się do łazienki. Opłukałam twarz zimną wodą, rozczesałam włosy i poszłam do salonu, pooglądać filmy. O ile dobrze pamiętam, nie mieliśmy dzisiaj nic do zrobienia... Wytłumaczyłam sobie brak żadnych domowników chęcią pobycia ze znajomymi. Kurczę no, nie mam co robić, więc siedzę w bluzce Nialla na kanapie i obgryzam paznokcie. Szałowo.
   Nagle usłyszałam, jak ktoś przekręca klucz w zamku. Szybko wyłączyłam telewizor, w którym i tak nie leciało nic ciekawego. Z hallu dobiegł do mnie dziewczęcy śmiech i zasapany głos Harry'ego:

- Spokojnie Meg, nikogo nie ma – powiedział.
- Na pewno? - spytała rzekoma Meg.
- Na sto procent.

   Siedziałam cicho, tak by mnie nie zauważyli. Zerknęłam w ich stronę. Dziewczyna była tlenioną blondynką w obcisłej czarnej spódniczce i turkusowej bluzce. Całowali się. A raczej obściskiwali się. Harry nie miał już na sobie marynarki. Leżała na podłodze, przygnieciona osiemdziesięciocentymetrowymi szpilkami tej dziuni. Rozbierając siebie nawzajem wczołgali się na schodach do góry i najpewniej zniknęli w sypialni Harry'ego. Po jakichś pięciu minutach z góry dobiegło mnie postękiwanie. Następnie na przemian namiętne krzyki „Och, Harrry!” i stukanie podskakującego łóżka. Masakra. Musiało być naprawdę gorąco. Walnęłam głową w stół i syknęłam z bólu. No, pięknie. Będę miała rozwalone czoło.
   Spojrzałam na zegar. Dochodziła 19:00. Okej, czyli najpewniej ta dziewczyna zostanie u nas na noc, a potem rano będę musiała zrobić jej śniadanie. Super. Harry pewnie nawet jej nie zna i kręcą go tylko jej piersi i zgrabny tyłek. A ona leci na jego kasę. Nie ma to jak „prawdziwa” miłość.
   Zwlekłam się z kanapy i poszłam do lodówki po sok pomarańczowy. Nalałam sobie szklankę i powoli wypiłam. Drzwi znowu się otworzyły. Do domu weszli Eleanor i Lou. Przywitali się ze mną uściskami.

- Co tak jęczy? - spytał Louis.
- Meg – odparłam zdawkowo.
- Kim jest Meg? - chciała wiedzieć Eleanor.
- Tlenioną blondyną w stringach.
- Wolę nie wiedzieć skąd wiesz że ma stringi - wyszczerzył się Lou.
- Aha – powiedziała El i zamilkła. - Nie można im powiedzieć, żeby byli ciszej?
- Jak chcesz, to sama to zrób – zaproponowałam.
- Ja chcę! - wyrwał się Louis.

   Usiedliśmy razem na kanapie. No i tak oto znów przyczepiłam się do pary. Każdy kogoś ma. Liam ma Danielle, Lou ma Eleanor, Zayn ma Perrie, Niall ma jedzenie, nawet Harry ma tą swoją Meg. A ja? Nie mam nikogo.
   Wyjęliśmy Monopoly i zaczęliśmy grać. Za każdym razem gdy Louisowi udało się wykupić miasto, cieszył się jak mały dzieciak. Jest przesłodki.
   Drzwi otworzyły się po raz trzeci od mojego powrotu i do domu dostał się duszący zapach papierosów. Czyli przyszedł Zayn. Wszedł do salonu sam, bez Perrie. Widząc nasze pytające spojrzenia powiedział:

- Jest u rodziców.
- A – skomentował Louis krótko. - Umyj się i przyjdź do nas. Gramy w Monopoly.
- Ta, spoko.

   Zayn zniknął w drzwiach łazienki. Wróciliśmy do gry bez niego, w pełni przekonani że nie przyjdzie. Przysiadł się do nas i z obrażoną miną sięgnął po pionka.

- Zapomnieliście o mnie?
- Nie, skądże! - zapewnił go szybko Lou.
- Ta, jasne.
- Często mówisz „ta” - zauważyłam.
- Ta – odpowiedział.

   Wyszczerzyłam się do niego i rzuciłam kostką. Stanęłam na różowym polu wykupionym przez Louisa.

- Płacisz! Płacisz! - wydarł się na cały głos. - 23 dolary!
- Dobrze, dobrze – uspokoiłam go.
- Czemu 23? - spytał Zayn. - Przecież jest napisane 17.
- 17? - zdziwiłam się. - Ty oszuście! - rzuciłam w chłopaka orzeszkami.
- Mamo, ona mnie bije! - wrzasnął i zrewanżował się tym samym. - Widzisz jak to przyjemnie?
- Ta – odparł zdawkowo Zayn.
- Serio stary, to wkurza – klepnął go Lou.
- Co poradzić? - wzruszył ramionami.

   Potem jeszcze przez dłuższy czas graliśmy w Monopoly aż w końcu do domu przyszedł Niall. Gwizdał WMYB i trzymał w ręce siatkę z Nando's. Widząc nas uśmiechnął się i nie zdejmując butów wszedł no kuchnio-salonu. Postawił reklamówkę na blacie i wyciągnął z niej dwie kanapki. Uśmiechnął się nieśmiało i jedną podał mi.

- Przepraszam że nie nie mam nic dla was. Nie wiedziałem, że tak szybko wrócicie – wyjaśnił.
- Niall, czy ty czasem nie miałeś zjeść sam obu kanapek? - spytałam.
- Miałem, ale pomyślałem, że może jesteś głodna – przyznał. - Poza tym, ładna bluzka [T.I.], gdzieś już ją widziałem.
- Dzięki. Grasz z nami?
- Pewnie, tylko ściągnę buty.

   Już po minucie w piątkę siedzieliśmy na dywanie. Niall usadowił się obok mnie i powoli jadł kanapkę. Rzuciłam mu ciepły uśmiech i odgryzłam kawałek swojej.

- Będziesz jadła całą? - spytał, gdy już skoczył pałaszować.
- Nie.. Chyba nie – odparłam i podałam mu ją.
- Dzięki – cmoknął mnie w policzek i zatopił zęby w bułce.

   Zayn i Lou wymienili spojrzenia, których znaczenia nie mogłam odszyfrować. Rzuciłam kostką i przesunęłam pionek o odpowiednią ilość pól. Po mnie zrobił to Zayn, następnie El, Lou i Niall. A potem do środka wparowali Liam z Danielle.

- Gracie z nami? - spytaliśmy zgodnie.
- Pewnie – odpowiedział Liam.

   No i graliśmy w siódemkę. Zaczęły kończyć się pionki. Danielle zmuszona była grać okrętem wojennym. Zmarszczyła nos, ale nic nie powiedziała i chwała jej za to. Lou pewnie obrzuciłby ją orzeszkami. Gdy już skończyły się miejsca do wykupienia, przestaliśmy grać. Lou z El i Dan z Liamem poszli na górę do swoich sypialni, a ja z Niallem i Zaynem zostaliśmy na dole. Zauważyłam, że jęki ucichły. Albo skończyli, albo po prostu zrobili sobie chwilkę przerwy. Zrobiło mi się zimno.

- Idę po sweter – rzuciłam.
- Okej. Jakby co, nie ruszamy się stąd – powiedział Niall.

   Wdrapałam się po schodach na górę i weszłam do swojej sypialni. Wyjęłam z szuflady granatowy sweter i wciągnęłam go na górę. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziwszy, że nie wyglądam już jak trup, ale półżywy człowiek, zeszłam na dół.
   Niall i Zayn szeptali coś do siebie. Na mój widok gwałtownie zamilkli i uśmiechnęli się głupawo. Wiedziałam, że rozmawiali o mnie. Usiadłam obok Nialla po turecku i westchnęłam. Zayn włączył jakiś dziwny film. Chyba melodramat. Niall skrzywił się patrząc w ekran, na którym widać było dwoje namiętnie całujących się ludzi w strojach stylizowanych na te z XVIII wieku.

- Zayn, przełącz to – poprosił. - Już nie mogę na to patrzeć.
- Wygląda ohydnie – przytaknęłam. Ludzie na ekranie dosłownie się pożerali.
- Już, już – odpowiedział bez entuzjazmu.

   Nagle w całym domu zgasło światło.

- Co do cholery?! - usłyszeliśmy głos Harry'ego.
- Światło zgasło! - krzyknął Niall.
- No co ty nie powiesz? - szepnęłam, przysuwając się bliżej niego. Bałam się ciemności.
- Niall napraw to! - wrzasnął Zayn.
- A co ja zrobiłem?
- Nie wiem, napraw to!
- Ale jak?
- No kurde Niall, chyba ci powiedziałem! - zaczął wrzeszczeć.
- Ja wieeem – odparł Niall z tryumfem. - Ty się boisz ciemności! - zaśmiał się i pacnął Zayna w ramię.
- Znajdę świeczkę – zaproponowałam.

   Przeszłam może z pięć kroków, kiedy potknęłam się o coś i wylądowałam na podłodze. Stłukłam sobie biodro.

- Cholera – wymruczałam.
- Nic ci nie jest? - spytał Niall.
- Nie wiem – odparłam zgodnie z prawdą.

   Jego silne ramiona dźwignęły mnie do góry. Rozmasowałam stłuczoną kość i w zamian chciałam dać mu całusa w policzek. Przez wszechogarniającą nas ciemność niewiele widziałam i dlatego zamiast na policzek, trafiłam na usta. Nie żeby mi to przeszkadzało. Przeszło mnie elektryzujące ciepło w momencie gdy nasze wargi się zetknęły. Chociaż trwało to może sekundę, było niezwykłe.

- P-przepraszam – wydukałam.
- Nie ma za co – czułam jak się uśmiecha.
- Mam latarkę! - krzyknął Zayn. Omiótł nas światłem. - Uu, gorąco.
- Cicho Zayn – skarcił go Niall z uśmiechem na twarzy.
- Ta, bo niby nic do niej nie czujesz.

   Zarumieniłam się i odsunęłam się od chłopaka. Niall również zrobił krok do tyłu i wpadł na blat. Skrzywił się niemiłosiernie i potarł stłuczone miejsce dłonią. Uśmiechnęłam się nieśmiało i spojrzałam na Zayna. W jednej ręce trzymał latarkę, w drugiej paczkę papierosów.

- Idę zapalić – powiedział.
- Zabierz mu fajki! Zabierz mu! - krzyknął Niall.
- Nawet się nie waż – posłał mi groźne spojrzenie i wyszedł, zostawiając nas w ciemności.

   Przysunęłam się do Nialla. Głupi Zayn, zostawił mnie w ciemności, całą poobijaną. Postanowiłam się do niego nie odzywać gdy już wróci.

- Niall – zaczęłam.
- Co?
- Boję się ciemności.
- Ty też? - zaśmiał się i podszedł krok bliżej. - Nie martw się, tu jest bezpiecznie. Poza tym, światło powinno lada moment...

   Zanim skończył wypowiadać to zdanie, nastała światłość. I znów zaczęły się jęki. Harry i Meg najwyraźniej bawili się znakomicie.

- Wrócić... Kurde, nie mogliby przestać? - odparł Niall zrezygnowany.
- Ich pytaj.

   Otworzyłam lodówkę i wyjęłam sok pomarańczowy. Popatrzyłam na Nialla i złapałam go na przyglądaniu się mi. Nalałam płynu do dwóch szklanek i jedną podałam chłopakowi. Chwilę patrzyłam w jego hipnotyzujące niebieskie oczy, a potem dałam mu pstryczka w nos i poszłam do siebie na górę.
   Wyciągnęłam spod poduszki piżamę na którą składały się krótkie spodenki i stara o wiele za luźna bluzka i poszłam wziąć prysznic. Szybko umyłam się w gorącej wodzie, wyszorowałam zęby i rozczesałam włosy. Wsłuchałam się w jęki, które stały się trochę cichsze. Nie ma co, bawili się znakomicie, już jakieś pięć godzin. Zadziwiające, jeśli słucha się tego długo, to potem nie zwraca się uwagi. Fajnie. Bo nie wiem ile bym wytrzymała.
   Kiedy wróciłam do swojej sypialni, spotkałam w niej Nialla. Siedział na moim łóżku i bawił się parą frotowych skarpetek które kiedyś wrzuciłam pod łóżko.

- Co ty tu robisz? - spytałam i zaczęłam się śmiać.
- Mogę spać z tobą? - poprosił.

   Westchnęłam. Spojrzałam na niego i widząc jego minę, zmiękłam.

- Możesz - odparłam.
- Dziękuję [T.I.] - szepnął i delikatnie pocałował mnie policzek.
- Niall?
- Tak? - spojrzał na mnie z czułością.
- Słodki jesteś - wyszeptałam i ułożyłam się obok niego na łóżku.

    Zasnęłam.

A.♥

piątek, 5 lipca 2013

Zayn.♥

Hejka hej.. Właśnie spełniło się moje największe marzenie, tralalala!
We wtorek jadę do Londynu! ^^
No więc, od wtorku, aż przez dwa tygodnie nie będę niczego dodawać. :c
A Wy jakie macie plany na wakacje? :*
DLA ANGELI, BO ZAYN.
KLIK.♥

"If you wanna know
If he loves you, so...
It's in his kiss!"

   Początki zawsze są najtrudniejsze. No po prostu zawsze.
   Wczoraj powiedzieliśmy sobie "kocham", wczoraj pierwszy raz się pocałowaliśmy, wczoraj... Po prostu wczoraj wszystko się zaczęło. Dzisiaj znowu mam się z nim spotkać. No i ten tego... boję się. Nie wiem jak mam się zachować, czy pocałować go na powitanie, czy raczej jeszcze nie?
   Boże, ratunku.
   Idę w stronę Trafalgar Square. Do naszego spotkania coraz bliżej i z każdą sekundą moje ręce zaczynają się coraz bardziej trząść. Zastanawiam się czy nie uciec, a potem zadzwonić do niego z wymówką że jestem chora. Nie, to byłoby nie w porządku wobec niego.
   Dawaj [T.I.], to wcale nie będzie takie trudne.

- Cześć mała - usłyszałam radosny szept zaraz przy moim uchu.

   Tak mnie to przestraszyło, że aż podskoczyłam i przez przypadek nadepnęłam Zaynowi na stopę.

- Cześć Zayn, strasznie cię przepraszam - wydukałam i zaczęłam nerwowo pocierać kark. - Nic ci się nie stało?
- Jeszcze żyję, więc raczej wszystko w porządku - zaśmiał się i chwycił mnie za rękę. - To gdzie idziemy?
- Gdzie chcesz - uśmiechnęłam się nieśmiało i spojrzałam mu w oczy.
- Czyli do Nando's - mruknął i pocałował  mnie w policzek.

   Stado motyli w moim brzuchu poderwało się do lotu. Ojejku, to takie cudowne uczucie.
   Delikatnie zacisnęłam palce na jego dłoni i dałam się poprowadzić wzdłuż ulicy. Mijamy rozwrzeszczane fanki, ciekawskich Wietnamczyków, zagubionych turystów, matki z dziećmi, grupki głośnych nastolatków, studentów zarabiających na życie roznoszeniem ulotek, bogatych biznesmenów i perfekcyjnie ubrane prawniczki. Kocham Londyn za to że mogę w nim spotkać tylu różnych ludzi, z różnymi osobowościami, stylami i sposobami życia.
   Doszliśmy do Nando's. Zdziwiło mnie to, że mogliśmy spokojnie dojść do kasy i złożyć zamówienie, nie musząc uciekać przed skaczącymi z euforii fankami. Kiedy usiedliśmy przy stoliku, nadal nic się nie działo. Było podejrzanie cicho i spokojnie. Najbardziej zastanawiające było to, dlaczego w porze obiadowej w środku nie było nikogo oprócz nas.

- Zayn... - zaczęłam posyłając mu nieśmiały uśmiech. - Co z robiłeś z fankami?
- Nic? - próbował mnie zbyć, ale tajemniczy błysk w jego oku go zdradził.
- Malik, co ty z nimi zrobiłeś? - zaśmiałam się.
- Wynająłem tą restaurację tylko dla naszej dwójki na kilka godzin, żebyśmy mogli chociaż raz porozmawiać w spokoju - wyszczerzył zęby w uśmiechu i nachylił się żeby delikatnie mnie pocałować.
- Jesteś głupi - zachichotałam.
- Chciałem dobrze - zasmucił się i złożył usta w podkówkę.
- I jest dobrze - uśmiechnęłam się pocieszająco i chwyciłam go za dłoń.

   Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, zaabsorbowani zawartością swoich talerzy. Nie był to żaden wykwintny posiłek, w końcu poszliśmy tylko do Nando's. Jednak w towarzystwie Zayna wszystko smakowało lepiej.

- Jesteś zdenerwowana? - spytał po pewnym czasie.

    Skinęłam głową, a na moją twarz wkradł się krwistoczerwony rumieniec.

- Dlaczego? - uniósł brwi ze zdumienia i potarł ręką brodę, tak jakby się nad czymś zastanawiał. - Jestem aż tak... onieśmielający?
- Nie w tym rzecz, Zayn - odparłam.
- A więc?
- Jesteśmy razem od niedawna.. Nie wiedziałam jak powinnam się zachowywać - wyparowałam.
- A czy to, że jesteśmy razem oznacza że musimy się zachowywać inaczej niż wtedy gdy byliśmy przyjaciółmi? - spytał. Wzruszyłam ramionami i spuściłam wzrok. - [T.I.], nie chcę żebyś była przy mnie skrępowana.
- Ja też nie chcę - przyznałam.
- To dlaczego jesteś? - spojrzał na mnie swoim przenikliwym wzrokiem.
- Hm... - zająknęłam się i przygryzłam wargę. - Zejdźmy z tego tematu.
- [T.I.], przestań. To nie jest dobre wyjście.

   Westchnęłam.

- Przecież znasz mnie najlepiej ze wszystkich - odparł. - Niemal tak samo dobrze jak ja znam siebie samego. Więc dlaczego do jasnej cholery, zachowujesz się tak dziwnie?!
- Nie krzycz na mnie - poprosiłam.
- Przepraszam. Nie chcę cię onieśmielać, chcę żebyś nadal traktowała mnie tak jak wcześniej, rozumiesz [T.I.]? - powiedział nieco łagodniej.
- Rozumiem Zayn. Przykro mi że tak wyszło - wyszeptałam.
- Nic się nie stało - mruknął i chwycił mnie za rękę.

   Ciśnienie automatycznie mi skoczyło. Zayn pochylił się nad stołem i pocałował mnie długo i namiętnie. Powinnam wtedy myśleć o tym, że ludzie z ulicy się na nas gapią, że kelnerka stojąca przy ladzie robi nam zdjęcia, że usta Zayna są niesamowicie miękkie i o tym jak on ślicznie pachnie, ale.. Faktem było to, że nie pomyślałam absolutnie o niczym poza "och!", "mmm!" i "jeszcze!".
   Jednym słowem, pocałunek Malika odebrał mi umiejętność logicznego myślenia.
   Kiedy oderwaliśmy się od siebie, cicho jęknęłam.

- O Boże... - wyrwało mi się.
- Co jest? - zaśmiał się.
- To było...
- Jakie [T.I.]?
- Takie... niesamowite - wydukałam.
- Jesteś urocza jak się tak jąkasz - uśmiechnął się.

   Zarumieniłam się po raz setny od naszego spotkania.

- No i jak ja mam się normalnie zachowywać jeśli jednym głupim pocałunkiem sprawiasz że przestaję myśleć?
- Chyba będę musiał się do tego przyzwyczaić - wymruczał.
- Albo skończyć z całowaniem - odparłam.
- Zapomnij - zaśmiał się.


A.♥