Dowiedziałam się, że zostałam trzykrotnie (!) nominowana do "The Versatile Blog Awards" od: Ashley Taylors , Juliaa oraz Paulaa Gosiaa . DZIĘKUJĘ! xxxxx
No to zasady:
- Podziękować nominującemu blogowi u niego na blogu,
- Pokazać nagrodę " The Versatile Blogger Award " u siebie na blogu,
- Ujawnić 7 faktów dotyczących siebie samego ( wybierasz dowolne fakty o sobie),
- Nominować 10 blogów, które jego zdaniem na to zasługują,
- Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.
Osobiście uważam, że podpunkt drugi jest dziwny.. No ale mniejsza z tym.
7 FAKTÓW O MNIE:
1. Gram na skrzypcach i fortepianie, zastanawiam się nad wiolonczelą.
2. Directionerką jestem od niedawna.. od lipca zeszłego roku.
3. Mówią o mnie, że jestem "klejem, który trzyma wszystkich razem" ~Rox.
4. Jestem szczęśliwa i trochę dziwna, ale to ponoć dobrze :)
5. Uwielbiam otaczać się ludźmi, rozmawiać z nimi, słuchać ich i "zastanawiać się nad sensem życia" ~Marysia
6. W przyszłości chciałabym być psychologiem (oklepane), muzykiem (kiepsko płacą) albo tłumaczem (ponoć dobry zawód...)
7. W życiu najważniejsi są dla mnie przyjaciele, bo to oni nadają mu sens.
NOMINUJĘ tylko najcudowniejszą piątkę:
http://whodoyouthinkiamonedirectionstory.blogspot.com/
http://turn-back-time-with-one-direction.blogspot.com/
http://onedirectionimaginydlafanek.blogspot.com/
http://iwantanotherworldagain.blogspot.com/
http://i-go-my-way.blogspot.com/
Marysia zrobi swoją notkę kiedy indziej, bo nie mam jej, że tak powiem, przy sobie.
Jeszcze raz ogromne dzięki!!! <3
Kocham Was!
A.♥
niedziela, 3 marca 2013
środa, 27 lutego 2013
Harry. ♥
69 POST! TAAAAAK, 69!
Jojki! Dziękuję za życzenia, za wszystko! No po prostu.. ryczę dzisiaj przez cały dzień, wszystko przez moich kochanych debili. <3
Dla Angeli, Ady, Adriana, Kacpra S., Sebastiana St., Sebastiana Sł, Kacpra Sz., Marysi, Marcina, Alice i... no po prostu dla wszystkich!
KLIK.♥
Pierwsze promienie słońca wdarły się do mojego pokoju o godzinie 7:23. Wtuliłam twarz w poduszkę, starając się ponownie zasnąć. I co z tego wynikło? Lipa. Była sobota, a w sobotę nie miałam najmniejszego zamiaru wstawać o siódmej. To z deka nienormalne. Ułożyłam się najwygodniej jak się dało i zamknęłam oczy, czekając na sen.
I wtedy przyszedł. Ale nie sen. Przyszedł Harry. Otworzył drzwi kopniakiem, śpiewając radośnie "Happy Birthday to you!". Leniwie otworzyłam oczy i wsparłam się na łokciach. Hazza tańczył na dywanie, trzymając w rękach srebrną tacę wyłożoną słodkościami. Dopiero gdy spojrzałam na te wszystkie pyszności, doszło do mnie że jestem głodna.
- Jesteś przesłodki - wymruczałam do chłopaka, kiedy usadowił się obok mnie na pościeli.
- No wiem - zaśmiał się i dał mi całusa w czoło.
- No to co my tu mamy? - spytałam i usiadłam po turecku, biorąc sobie tacę na kolana.
- Serek na słodko, na słono i na ostro, dziewiętnaście naleśników, dziewiętnaście czekoladowych babeczek i dziewiętnaście różnych torebek herbaty, plus czajniczek z wrzątkiem i filiżanka - uśmiechnął się
- Wszystkiego dziewiętnaście?
- Tak jakoś wyszło - zaśmiał się i delikatnie mnie pocałował. Raz, drugi, trzeci, dziewiętnasty. - Żeby tradycji stało się zadość - dodał i oblizał się, cały czas wbijając wzrok w moje oczy. - Jesz?
- Siedemnaście naleśników? - zdziwiłam się.
- Pomogę ci - zaoferował.
- No to dawaj, smaruj je tym serem.
- Którym? - spytał sięgając po nóż.
- Na początek słodkim - odparłam. - Ostry zostawimy na koniec.
Hazza posłał mi zaczepne spojrzenie, co najmniej dwuznaczne.
- Zrozumiano - mrugnął do mnie i posmarował naleśnika.
- Jesteś głupi - zaśmiałam się i pacnęłam go w głowę.
- Ale i tak mnie kochasz - wyszczerzył się i posmarował mi nos serkiem. - A teraz to zliż, nie używając rąk.
- Co? Nie da się! - zaśmiałam się i nieudolnie próbowałam dotknąć językiem nosa.
- Nie da się, nie da się - przedrzeźniał mnie. - Wszystko się da. Starczyło słodko się uśmiechnąć i powiedzieć: "Harry.. czy byłbyś tak dobry i zlizał mi ten serek z nosa?", a ja odpowiedziałbym "Oczywiście [T.I.], jeszcze pytasz?" i zlizałbym ten serek.
- A więc, Haroldzie.. czy byłbyś tak dobry i zlizał mi ten serek z nosa? - powtórzyłam i uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam.
- Oczywiście [T.I.] - powtórzył. - Ale najpierw zrobię ci zdjęcie - zachichotał.
Wyjął z kieszeni telefon i pstryknął kilka fotek. Potem wszystkie mi pokazał, a swoim zdaniem najśmieszniejszą wstawił na instagrama. On jest dziwny.
Następnie nachylił się nade mną i delikatnie pozbył się całego serka z mojego nosa. Łaskotał mnie przy tym niemiłosiernie, przez co dostałam jakiegoś dziwnego napadu kichania.
- Hm.. Oby to nie oznaczało, że jesteś chora - zaśmiał się.
- Nie martw się Styles, nie zanosi się - odparłam i zaczęłam jeść.
Naleśniki były najpyszniejszymi naleśnikami jakie jadłam od dawna. W szczególności te "na ostro". Harry zaparzył mi wszystkie dziewiętnaście herbat naraz, wsypał do środka siedem łyżeczek cukru, wlał odrobinę mleka i podał mi filiżankę, kłaniając się przy tym jak gejsza podczas japońskiej ceremonii podawania herbaty.
Spróbowałam tego przesłodzonego napoju i, ku swojemu zdziwieniu, stwierdziłam że jest przepyszna. Jak całe śniadanie. Przytulona do Stylesa powoli piłam najdziwniejszą herbatę w swoim życiu, w najdziwniejszym dniu w całym roku, czyli w moje urodziny.
Po śniadaniu pojechaliśmy do reszty chłopaków. Gdy tylko przekroczyliśmy próg, cała czwórka rzuciła się na mnie i mocno mnie wyściskała, na kilka sekund blokując dopływ tlenu do moich płuc. Każdego z osobna przytuliłam i obcałowałam, nie zapominając o Hazzie, który cierpliwie przeczekał ten atak.
Przez jakiś czas posiedzieliśmy u chłopaków w domu, a potem poszliśmy do kina, następnie do Zoo, a na sam koniec pograć w paintball. O dziewiętnastej (o ironio!) wróciliśmy z Harrym do mojego domu.
- Masz jeszcze siły na cokolwiek? - spytał Hazza rozpłaszczony na kanapie. - Bo ja nie.
- A ja bym jeszcze gdzieś wyskoczyła - zaśmiałam się i zaczęłam skakać po dywanie.
- Mhm... - westchnął i na chwilę się nad czymś zastanowił. - To ubierz się ciepło, zabiorę cię gdzieś - uśmiechnął się.
Pobiegłam na górę, zastanawiając się gdzie możemy pojechać. Stanęłam przed szafą i po krótkich oględzinach wybrałam czarne rurki i gruby kremowy sweter. Zeszłam na dół i podeszłam do Harry'ego, który nadal jak placek leżał na sofie.
- Wstawaj Styles, miałeś mnie gdzieś zabrać - uśmiechnęłam się.
- Już idę kochanie - uśmiechnął się i wstał z sofy.
Złapał mnie za rękę i zaprowadził do samochodu. Wsiedliśmy do środka i zaczęliśmy jechać gdzieś daleko przed siebie. Zasnęłam. O 19:23.
Godzinę później zajechaliśmy na miejsce. Harry nie mógł mnie dobudzić, ale w końcu mu się to udało. Kiedy wysiadłam z samochodu, ujrzałam przecudny widok na spokojne morze i statek, dryfujący gdzieś w oddali. Ścisnęłam dłoń Harry'ego i położyłam mu głowę na ramieniu.
Zeszliśmy na dół, na plażę. Usiedliśmy na piasku, wtuleni w siebie i oglądaliśmy zachód słońca. Niebo z błękitu przechodziło w zmysłowy fiolet, róż, pomarańcz i żółć. Było słychać radosne krzyki mew i fale uderzające o brzeg. Było tak... magicznie.
Nagle Harry wstał i złapał mnie za rękę. Cały się trząsł i nerwowo zagryzał dolną wargę.
- Co się stało? - spytałam.
- Nic... Po prostu myślę, że w końcu powinienem to zrobić - uśmiechnął się.
- Co zrobić?
- [T.I.] - zaczął i ukląkł przede mną na piasku. - Czy ty.. czy.. czy zostaniesz moją żoną? - spytał i spojrzał mi głęboko w oczy.
Nie zastanawiałam się ani przez chwilę. Rzuciłam się na niego z głośnym "TAK!" i zaczęliśmy się tarzać po piasku i zasypywać nasze usta drobnymi pocałunkami.
Potem położyliśmy się obok siebie i zaczęliśmy wpatrywać się w piękne gwieździste niebo.
- I będziesz ze mną już na zawsze? - spytał Harry mocno ściskając moją dłoń.
- Na zawsze - uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
A.♥
Jojki! Dziękuję za życzenia, za wszystko! No po prostu.. ryczę dzisiaj przez cały dzień, wszystko przez moich kochanych debili. <3
Dla Angeli, Ady, Adriana, Kacpra S., Sebastiana St., Sebastiana Sł, Kacpra Sz., Marysi, Marcina, Alice i... no po prostu dla wszystkich!
KLIK.♥
"Prawdziwa miłość nie wyczerpuje się nigdy.
Im więcej dajesz, tym więcej ci jej zostanie."
Im więcej dajesz, tym więcej ci jej zostanie."
Pierwsze promienie słońca wdarły się do mojego pokoju o godzinie 7:23. Wtuliłam twarz w poduszkę, starając się ponownie zasnąć. I co z tego wynikło? Lipa. Była sobota, a w sobotę nie miałam najmniejszego zamiaru wstawać o siódmej. To z deka nienormalne. Ułożyłam się najwygodniej jak się dało i zamknęłam oczy, czekając na sen.
I wtedy przyszedł. Ale nie sen. Przyszedł Harry. Otworzył drzwi kopniakiem, śpiewając radośnie "Happy Birthday to you!". Leniwie otworzyłam oczy i wsparłam się na łokciach. Hazza tańczył na dywanie, trzymając w rękach srebrną tacę wyłożoną słodkościami. Dopiero gdy spojrzałam na te wszystkie pyszności, doszło do mnie że jestem głodna.
- Jesteś przesłodki - wymruczałam do chłopaka, kiedy usadowił się obok mnie na pościeli.
- No wiem - zaśmiał się i dał mi całusa w czoło.
- No to co my tu mamy? - spytałam i usiadłam po turecku, biorąc sobie tacę na kolana.
- Serek na słodko, na słono i na ostro, dziewiętnaście naleśników, dziewiętnaście czekoladowych babeczek i dziewiętnaście różnych torebek herbaty, plus czajniczek z wrzątkiem i filiżanka - uśmiechnął się
- Wszystkiego dziewiętnaście?
- Tak jakoś wyszło - zaśmiał się i delikatnie mnie pocałował. Raz, drugi, trzeci, dziewiętnasty. - Żeby tradycji stało się zadość - dodał i oblizał się, cały czas wbijając wzrok w moje oczy. - Jesz?
- Siedemnaście naleśników? - zdziwiłam się.
- Pomogę ci - zaoferował.
- No to dawaj, smaruj je tym serem.
- Którym? - spytał sięgając po nóż.
- Na początek słodkim - odparłam. - Ostry zostawimy na koniec.
Hazza posłał mi zaczepne spojrzenie, co najmniej dwuznaczne.
- Zrozumiano - mrugnął do mnie i posmarował naleśnika.
- Jesteś głupi - zaśmiałam się i pacnęłam go w głowę.
- Ale i tak mnie kochasz - wyszczerzył się i posmarował mi nos serkiem. - A teraz to zliż, nie używając rąk.
- Co? Nie da się! - zaśmiałam się i nieudolnie próbowałam dotknąć językiem nosa.
- Nie da się, nie da się - przedrzeźniał mnie. - Wszystko się da. Starczyło słodko się uśmiechnąć i powiedzieć: "Harry.. czy byłbyś tak dobry i zlizał mi ten serek z nosa?", a ja odpowiedziałbym "Oczywiście [T.I.], jeszcze pytasz?" i zlizałbym ten serek.
- A więc, Haroldzie.. czy byłbyś tak dobry i zlizał mi ten serek z nosa? - powtórzyłam i uśmiechnęłam się najszerzej jak potrafiłam.
- Oczywiście [T.I.] - powtórzył. - Ale najpierw zrobię ci zdjęcie - zachichotał.
Wyjął z kieszeni telefon i pstryknął kilka fotek. Potem wszystkie mi pokazał, a swoim zdaniem najśmieszniejszą wstawił na instagrama. On jest dziwny.
Następnie nachylił się nade mną i delikatnie pozbył się całego serka z mojego nosa. Łaskotał mnie przy tym niemiłosiernie, przez co dostałam jakiegoś dziwnego napadu kichania.
- Hm.. Oby to nie oznaczało, że jesteś chora - zaśmiał się.
- Nie martw się Styles, nie zanosi się - odparłam i zaczęłam jeść.
Naleśniki były najpyszniejszymi naleśnikami jakie jadłam od dawna. W szczególności te "na ostro". Harry zaparzył mi wszystkie dziewiętnaście herbat naraz, wsypał do środka siedem łyżeczek cukru, wlał odrobinę mleka i podał mi filiżankę, kłaniając się przy tym jak gejsza podczas japońskiej ceremonii podawania herbaty.
Spróbowałam tego przesłodzonego napoju i, ku swojemu zdziwieniu, stwierdziłam że jest przepyszna. Jak całe śniadanie. Przytulona do Stylesa powoli piłam najdziwniejszą herbatę w swoim życiu, w najdziwniejszym dniu w całym roku, czyli w moje urodziny.
Po śniadaniu pojechaliśmy do reszty chłopaków. Gdy tylko przekroczyliśmy próg, cała czwórka rzuciła się na mnie i mocno mnie wyściskała, na kilka sekund blokując dopływ tlenu do moich płuc. Każdego z osobna przytuliłam i obcałowałam, nie zapominając o Hazzie, który cierpliwie przeczekał ten atak.
Przez jakiś czas posiedzieliśmy u chłopaków w domu, a potem poszliśmy do kina, następnie do Zoo, a na sam koniec pograć w paintball. O dziewiętnastej (o ironio!) wróciliśmy z Harrym do mojego domu.
- Masz jeszcze siły na cokolwiek? - spytał Hazza rozpłaszczony na kanapie. - Bo ja nie.
- A ja bym jeszcze gdzieś wyskoczyła - zaśmiałam się i zaczęłam skakać po dywanie.
- Mhm... - westchnął i na chwilę się nad czymś zastanowił. - To ubierz się ciepło, zabiorę cię gdzieś - uśmiechnął się.
Pobiegłam na górę, zastanawiając się gdzie możemy pojechać. Stanęłam przed szafą i po krótkich oględzinach wybrałam czarne rurki i gruby kremowy sweter. Zeszłam na dół i podeszłam do Harry'ego, który nadal jak placek leżał na sofie.
- Wstawaj Styles, miałeś mnie gdzieś zabrać - uśmiechnęłam się.
- Już idę kochanie - uśmiechnął się i wstał z sofy.
Złapał mnie za rękę i zaprowadził do samochodu. Wsiedliśmy do środka i zaczęliśmy jechać gdzieś daleko przed siebie. Zasnęłam. O 19:23.
Godzinę później zajechaliśmy na miejsce. Harry nie mógł mnie dobudzić, ale w końcu mu się to udało. Kiedy wysiadłam z samochodu, ujrzałam przecudny widok na spokojne morze i statek, dryfujący gdzieś w oddali. Ścisnęłam dłoń Harry'ego i położyłam mu głowę na ramieniu.
Zeszliśmy na dół, na plażę. Usiedliśmy na piasku, wtuleni w siebie i oglądaliśmy zachód słońca. Niebo z błękitu przechodziło w zmysłowy fiolet, róż, pomarańcz i żółć. Było słychać radosne krzyki mew i fale uderzające o brzeg. Było tak... magicznie.
Nagle Harry wstał i złapał mnie za rękę. Cały się trząsł i nerwowo zagryzał dolną wargę.
- Co się stało? - spytałam.
- Nic... Po prostu myślę, że w końcu powinienem to zrobić - uśmiechnął się.
- Co zrobić?
- [T.I.] - zaczął i ukląkł przede mną na piasku. - Czy ty.. czy.. czy zostaniesz moją żoną? - spytał i spojrzał mi głęboko w oczy.
Nie zastanawiałam się ani przez chwilę. Rzuciłam się na niego z głośnym "TAK!" i zaczęliśmy się tarzać po piasku i zasypywać nasze usta drobnymi pocałunkami.
Potem położyliśmy się obok siebie i zaczęliśmy wpatrywać się w piękne gwieździste niebo.
- I będziesz ze mną już na zawsze? - spytał Harry mocno ściskając moją dłoń.
- Na zawsze - uśmiechnęłam się i zamknęłam oczy.
A.♥
wtorek, 26 lutego 2013
Louis.♥
Kolejny imagin, natchniony chwilą. Jestem chora w najgorszym możliwym czasie - jutro moje urodzinki! W tym roku cieszę się znacznie bardziej niż w poprzednich, mimo że staję się coraz starsza. Nienormalne, nie? No ale co tam o mnie, imagin ważniejszy. Miłego czytania.
Z dedykacją dla Nathalie Sweet. <3
KLIK.♥
Są takie dni w życiu każdego człowieka, kiedy wydaje ci się, że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Minuty wydają się być godzinami, o faktycznych godzinach już nie mówiąc. W takim dniu potrzebne jest nam coś, co wyrwie nas z odrętwienia.
- I właśnie dlatego Grecy przegrali tą wojnę - zakończył historyk. - Panno [T.N.]?
- Hm? - podniosłaś nieprzytomny wzrok znad książki i spojrzałaś na nauczyciela. Louis po twojej prawicy irytująco się zaśmiał.
- Co było przyczynami upadku Cesarstwa Rzymskiego?
- A my nie mówiliśmy przypadkiem o Grekach? - zrobiłaś zdziwioną minę. Lou jeszcze raz zachichotał. Tym razem nie wytrzymałaś i uderzyłaś go książką w głowę.
- Widzę że szanowna pani na lekcjach historii wcale nie uważa - zaśmiał się nauczyciel.
- Uważam proszę pana, ale się zamyśliłam... - odparłaś speszona. Louis ledwie powstrzymywał się od śmiechu.
- Dobra [T.N.], nie będę cię więcej męczył, tylko na przyszłość: nie śpij na lekcjach.
W tym momencie w Louisie coś pękło i zaczął się śmiać na całą klasę, zupełnie nie mogąc się opanować. Walnęłaś go z całej siły w ramię, ale to sprawiło że rzęził jeszcze głośniej. Nauczyciel patrzył na niego znudzony i wpisywał do dziennika jakąś notatkę.
- "Tomlinson śmieje się na lekcji i nie można go uspokoić" - odczytał historyk z dziennika i podszedł do waszej ławki by pogratulować chłopakowi. - Na jutro do podpisu - uśmiechnął się kpiąco i wstawił do zeszytu blondyna ogromną czerwoną jedynkę.
- Co? Nie może pan! - krzyknął chłopak. - Przecież ja tylko...
- Obserwowałem cię przez całą lekcję, Tomlinson. Przede mną nic się nie ukryje.
- Wie pan co? Pan jest dziwny - stwierdził i skrzyżował ręce na piersi. Teraz to ty zaczęłaś się śmiać.
- [T.I.], tobie też mam wstawić uwagę?
- Nie, panie profesorze. Przeżyję bez tego - odparłaś i wystawiłaś Louisowi język.
Zadzwonił dzwonek. Razem z Lou wyszliście z klasy jako pierwsi. Zaczęliście się przepychać, tak jak to mieliście w zwyczaju. Często też prowadziliście bitwy na łaskotki. To taki wasz rytuał.
Nagle podeszła do was twoja przyjaciółka Jasmine. Uśmiechnęła się do ciebie smutno i spytała:
- [T.I.], mogę cię prosić na moment?
- Jasne - uśmiechnęłaś się i zostawiłaś Louisa samego, znikając w tłumie z przyjaciółką. - Coś się stało?
- Ym nie... To znaczy, tak. Chodzi mi o dzisiejszą historię.
- Czyli...? Ujmij to jakoś jaśniej Jasmine - zaśmiałaś się.
- O Louisa. Nie zauważyłaś, że on się z ciebie wiecznie nabija? Że stroi sobie żarty twoim kosztem? Że jesteś dla niego pośmiewiskiem? - mówiła szczerze zmartwiona.
- Daj spokój Jass... On taki nie jest - machnęłaś na to ręką. Jednak w głębi duszy naprawdę zaczęłaś się nad tym zastanawiać.
- Skąd wiesz jaki jest? Nie znasz go aż tak dobrze - dziewczyna chwyciła cię za ramię i uważnie ci się przyjrzała.
- Masz rację, jest nowy... Ale nie wydaje się na takiego - zaprzeczałaś,żeby utwierdzić w tym samą siebie.
- Przemyśl to [T.I.] - odparła. - Idę do biblioteki, idziesz ze mną?
- Nie, dzięki.. Pójdę się przewietrzyć - posłałaś przyjaciółce ciepły uśmiech i poszłaś w przeciwną stronę.
Twoje myśli krążyły wokół Tomlinsona. Zaczęłaś odtwarzać w głowie wszystkie chwile, w których się z ciebie śmiał. Było ich zaskakująco dużo. "On taki nie jest" - powtarzałaś sobie w myślach jak mantrę. Jednak tak naprawdę, już dawno przestałaś w to wierzyć. Ujrzałaś Louisa w zupełnie innym świetle - jako wredną kreaturę, nie jako przyjaciela.
Wyszłaś przed szkołę i zaczęłaś płakać. Padał deszcz, ale się tym nie przejmowałaś. Łapałaś na dłoń krople wody z nieba, uśmiechając się do ciemnych kłębiastych chmur jak do rodziny. Smutek zżerał cię od środka. Nie mogłaś uwierzyć w to, że Lou był tak fałszywy. A jednak był.
Zabrzmiał kolejny dzwonek. Przestudiowałaś w głowie plan lekcji i stwierdziłaś, że teraz macie muzykę, następną nudną lekcję, na której siedziałaś z Louisem.
Wbiegłaś do szkoły i poszłaś na górę.
- Dlaczego jesteś cała mokra? - spytał chłopak chwytając w palce kosmyk twoich włosów.
- Pada deszcz - próbowałaś go zbyć.
- To dlaczego wyszłaś przed szkołę?
- Bo chciałam.
- Dlaczego odpowiadasz półsłówkami? - zdenerwował się.
- Wchodzimy - odparłaś i odwróciłaś wzrok.
Przez całą lekcję nie odezwałaś się do Louisa ani słowem. Nie zwracałaś uwagi na jego zaczepki, zabawne komentarze. Udawałaś, że po prostu go nie ma.
Dzwonek uznałaś za zbawienie. W końcu było już po ostatniej lekcji, mogłaś spokojnie pójść do domu i odpocząć od codzienności.
Wyszłaś z klasy jako pierwsza i od razu pobiegłaś do szafki. Cały czas słyszałaś za sobą okrzyki Louisa. Próbował cię dogonić. Udało mu się dopiero przy szafce.
- [T.I.], wyjaśnisz mi do cholery o co chodzi?! Czego ci ta Jasmine nagadała, że nagle przestałaś się do mnie odzywać?
- Nic mi nie nagadała. Zrozumiałam po prostu jaki jesteś - odburknęłaś.
- Jaki jestem?! No powiedz mi jaki jestem! - rozłożył ręce, tak jakby przyjmował na siebie każdy cios. - No dawaj [T.I.], wygarnij mi to wszystko.
- Jaki jesteś? Podły, humorzasty, fałszywy, lubiący naśmiewać się z innych, szczególnie ze mnie!
- Naprawdę uważasz, że się z ciebie naśmiewam? - posmutniał.
- A nie jest tak?!
- Nie jest [T.I.] - spuścił głowę. - Przepraszam, że tak to odbierasz. Nie mógłbym się z ciebie naśmiewać.
- A to dlaczego? - spytałaś sarkastycznie. - No słucham?
- Bo cię kocham - wyszeptał i odszedł, znikając w tłumie.;
- Louis! - wołałaś za nim. -Louis, zaczekaj!
Wołałaś go ile sił w płucach, ale on zdawał się tego nie słyszeć. Przed chłopak twoich marzeń wyznał ci miłość. A teraz sobie poszedł. Poszedł sobie, od tak.
Walnełaś głową w szafkę i chwilę po tym poczułaś w czaszce piekący ból.
- Cholera jasna, wszystko zepsułam - wycedziłaś przez zęby. - Jak zwykle. [T.I.], ty cholerna debilko, wszystko potrafisz zawalić. Wszystko.
Po chwili poczułaś na swoich ramionach dotyk czyichś ciepłych dłoni. Odwróciłaś się i zobaczyłaś Louisa z tym jego kochanym łobuzerskim uśmiechem wymalowanym na twarzy. Uśmiechnęłaś się i zanim zdążyłaś cokolwiek powiedzieć, poczułaś na swoich ustach jego ciepły i wygłodniały pocałunek.
- Nic nie zepsułaś [T.I.] ty cholerna debilko - zaśmiał się i cmoknął cię w czubek głowy. - Kochasz mnie?
- No kocham - uśmiechnęłaś się i mocno go przytuliłaś.
A.♥
Z dedykacją dla Nathalie Sweet. <3
KLIK.♥
"Because if you want,
I'll take you in my arms and keep you sheltred,
From all that I've done wrong"
I'll take you in my arms and keep you sheltred,
From all that I've done wrong"
Są takie dni w życiu każdego człowieka, kiedy wydaje ci się, że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie. Minuty wydają się być godzinami, o faktycznych godzinach już nie mówiąc. W takim dniu potrzebne jest nam coś, co wyrwie nas z odrętwienia.
- I właśnie dlatego Grecy przegrali tą wojnę - zakończył historyk. - Panno [T.N.]?
- Hm? - podniosłaś nieprzytomny wzrok znad książki i spojrzałaś na nauczyciela. Louis po twojej prawicy irytująco się zaśmiał.
- Co było przyczynami upadku Cesarstwa Rzymskiego?
- A my nie mówiliśmy przypadkiem o Grekach? - zrobiłaś zdziwioną minę. Lou jeszcze raz zachichotał. Tym razem nie wytrzymałaś i uderzyłaś go książką w głowę.
- Widzę że szanowna pani na lekcjach historii wcale nie uważa - zaśmiał się nauczyciel.
- Uważam proszę pana, ale się zamyśliłam... - odparłaś speszona. Louis ledwie powstrzymywał się od śmiechu.
- Dobra [T.N.], nie będę cię więcej męczył, tylko na przyszłość: nie śpij na lekcjach.
W tym momencie w Louisie coś pękło i zaczął się śmiać na całą klasę, zupełnie nie mogąc się opanować. Walnęłaś go z całej siły w ramię, ale to sprawiło że rzęził jeszcze głośniej. Nauczyciel patrzył na niego znudzony i wpisywał do dziennika jakąś notatkę.
- "Tomlinson śmieje się na lekcji i nie można go uspokoić" - odczytał historyk z dziennika i podszedł do waszej ławki by pogratulować chłopakowi. - Na jutro do podpisu - uśmiechnął się kpiąco i wstawił do zeszytu blondyna ogromną czerwoną jedynkę.
- Co? Nie może pan! - krzyknął chłopak. - Przecież ja tylko...
- Obserwowałem cię przez całą lekcję, Tomlinson. Przede mną nic się nie ukryje.
- Wie pan co? Pan jest dziwny - stwierdził i skrzyżował ręce na piersi. Teraz to ty zaczęłaś się śmiać.
- [T.I.], tobie też mam wstawić uwagę?
- Nie, panie profesorze. Przeżyję bez tego - odparłaś i wystawiłaś Louisowi język.
Zadzwonił dzwonek. Razem z Lou wyszliście z klasy jako pierwsi. Zaczęliście się przepychać, tak jak to mieliście w zwyczaju. Często też prowadziliście bitwy na łaskotki. To taki wasz rytuał.
Nagle podeszła do was twoja przyjaciółka Jasmine. Uśmiechnęła się do ciebie smutno i spytała:
- [T.I.], mogę cię prosić na moment?
- Jasne - uśmiechnęłaś się i zostawiłaś Louisa samego, znikając w tłumie z przyjaciółką. - Coś się stało?
- Ym nie... To znaczy, tak. Chodzi mi o dzisiejszą historię.
- Czyli...? Ujmij to jakoś jaśniej Jasmine - zaśmiałaś się.
- O Louisa. Nie zauważyłaś, że on się z ciebie wiecznie nabija? Że stroi sobie żarty twoim kosztem? Że jesteś dla niego pośmiewiskiem? - mówiła szczerze zmartwiona.
- Daj spokój Jass... On taki nie jest - machnęłaś na to ręką. Jednak w głębi duszy naprawdę zaczęłaś się nad tym zastanawiać.
- Skąd wiesz jaki jest? Nie znasz go aż tak dobrze - dziewczyna chwyciła cię za ramię i uważnie ci się przyjrzała.
- Masz rację, jest nowy... Ale nie wydaje się na takiego - zaprzeczałaś,żeby utwierdzić w tym samą siebie.
- Przemyśl to [T.I.] - odparła. - Idę do biblioteki, idziesz ze mną?
- Nie, dzięki.. Pójdę się przewietrzyć - posłałaś przyjaciółce ciepły uśmiech i poszłaś w przeciwną stronę.
Twoje myśli krążyły wokół Tomlinsona. Zaczęłaś odtwarzać w głowie wszystkie chwile, w których się z ciebie śmiał. Było ich zaskakująco dużo. "On taki nie jest" - powtarzałaś sobie w myślach jak mantrę. Jednak tak naprawdę, już dawno przestałaś w to wierzyć. Ujrzałaś Louisa w zupełnie innym świetle - jako wredną kreaturę, nie jako przyjaciela.
Wyszłaś przed szkołę i zaczęłaś płakać. Padał deszcz, ale się tym nie przejmowałaś. Łapałaś na dłoń krople wody z nieba, uśmiechając się do ciemnych kłębiastych chmur jak do rodziny. Smutek zżerał cię od środka. Nie mogłaś uwierzyć w to, że Lou był tak fałszywy. A jednak był.
Zabrzmiał kolejny dzwonek. Przestudiowałaś w głowie plan lekcji i stwierdziłaś, że teraz macie muzykę, następną nudną lekcję, na której siedziałaś z Louisem.
Wbiegłaś do szkoły i poszłaś na górę.
- Dlaczego jesteś cała mokra? - spytał chłopak chwytając w palce kosmyk twoich włosów.
- Pada deszcz - próbowałaś go zbyć.
- To dlaczego wyszłaś przed szkołę?
- Bo chciałam.
- Dlaczego odpowiadasz półsłówkami? - zdenerwował się.
- Wchodzimy - odparłaś i odwróciłaś wzrok.
Przez całą lekcję nie odezwałaś się do Louisa ani słowem. Nie zwracałaś uwagi na jego zaczepki, zabawne komentarze. Udawałaś, że po prostu go nie ma.
Dzwonek uznałaś za zbawienie. W końcu było już po ostatniej lekcji, mogłaś spokojnie pójść do domu i odpocząć od codzienności.
Wyszłaś z klasy jako pierwsza i od razu pobiegłaś do szafki. Cały czas słyszałaś za sobą okrzyki Louisa. Próbował cię dogonić. Udało mu się dopiero przy szafce.
- [T.I.], wyjaśnisz mi do cholery o co chodzi?! Czego ci ta Jasmine nagadała, że nagle przestałaś się do mnie odzywać?
- Nic mi nie nagadała. Zrozumiałam po prostu jaki jesteś - odburknęłaś.
- Jaki jestem?! No powiedz mi jaki jestem! - rozłożył ręce, tak jakby przyjmował na siebie każdy cios. - No dawaj [T.I.], wygarnij mi to wszystko.
- Jaki jesteś? Podły, humorzasty, fałszywy, lubiący naśmiewać się z innych, szczególnie ze mnie!
- Naprawdę uważasz, że się z ciebie naśmiewam? - posmutniał.
- A nie jest tak?!
- Nie jest [T.I.] - spuścił głowę. - Przepraszam, że tak to odbierasz. Nie mógłbym się z ciebie naśmiewać.
- A to dlaczego? - spytałaś sarkastycznie. - No słucham?
- Bo cię kocham - wyszeptał i odszedł, znikając w tłumie.;
- Louis! - wołałaś za nim. -Louis, zaczekaj!
Wołałaś go ile sił w płucach, ale on zdawał się tego nie słyszeć. Przed chłopak twoich marzeń wyznał ci miłość. A teraz sobie poszedł. Poszedł sobie, od tak.
Walnełaś głową w szafkę i chwilę po tym poczułaś w czaszce piekący ból.
- Cholera jasna, wszystko zepsułam - wycedziłaś przez zęby. - Jak zwykle. [T.I.], ty cholerna debilko, wszystko potrafisz zawalić. Wszystko.
Po chwili poczułaś na swoich ramionach dotyk czyichś ciepłych dłoni. Odwróciłaś się i zobaczyłaś Louisa z tym jego kochanym łobuzerskim uśmiechem wymalowanym na twarzy. Uśmiechnęłaś się i zanim zdążyłaś cokolwiek powiedzieć, poczułaś na swoich ustach jego ciepły i wygłodniały pocałunek.
- Nic nie zepsułaś [T.I.] ty cholerna debilko - zaśmiał się i cmoknął cię w czubek głowy. - Kochasz mnie?
- No kocham - uśmiechnęłaś się i mocno go przytuliłaś.
A.♥
poniedziałek, 25 lutego 2013
Liam. ♥
Hejka hej wszystkim! Znowu Liam! Z dziwnym zakończeniem i dziwnym początkiem. Za wszelkie nielogiczne zejścia z tematu z góry przepraszam. Miłego poniedziałku, paróweczki! Dziękuję Wam za te wszystkie miłe komentarze i słowa uznania, dzięki Wam czuję się jakoś tak.. wyjątkowo. <3 Wesołego czytania paróweczki!
KLIK.♥
Harry siedział sobie jak gdyby nigdy nic na kanapie i obżerał się serowymi chrupkami Nialla. Wiedziałem, że gdy Irlandczyk wróci do domu, strasznie się wkurzy. Na wszystkich. Na Harry'ego, za to że zjadł chrupki, na mnie, za to że mu pozwoliłem, na Louisa, że wyszedł z Eleanor zamiast pilnować jego jedzenia, a na Zayna za to, że papierosy są dla niego ważniejsi niż serowe chrupki, których nie pilnowałem ani ja, ani on, ani Lou. Czasem naprawdę go nie rozumiem. Szczególnie ostatnio zrobił się bardzo drażliwy. Wszystko go denerwowało, w każdej rzeczy wynajdywał dobry pretekst do kłótni. Martwiłem się o niego, bo to nie był ten nasz kochany Niall, podobny do Furbiego.
Dzisiaj miała przyjść do nas [T.I.]. Na tą okazję wysprzątaliśmy dom, zgrabiliśmy liście przed domem, a nawet schowaliśmy do szafki całą jedenastkę plastikowych gołębi Louisa. Wiem, jesteśmy nienormalni.
O ile dobrze się orientuję, [T.I.] podoba się Niallowi. On jej chyba też. W każdym razie, zawsze kiedy siedzą obok siebie, rzucają sobie powłóczyste spojrzenia, a potem się rumienią. Słodkie, prawda?
Problemem jest to, że ta dziewczyna jest tak wyjątkowa i inna, że ja chyba też się w niej zakochałem. Nawet nie chyba, tylko na pewno. Mieliście kiedyś tak, że gdy widzieliście ukochaną osobę, to serce szybciej wam biło na jej widok? Tak właśnie mam z [T.I.]. Ale nie powiem tego Niallowi. A tym bardziej jej.
- Liam, [T.I.] przyszła, otwórz drzwi! - krzyknął Harry, chociaż leżał na kanapie tuż przy moim boku.
- Sam jej otwórz geniuszu - zaproponowałem.
- Nie mogę. Muszę się ukryć przed gniewem Nialla - odparł i pobiegł na górę.
Zwlekłem się z fotela i podszedłem do drzwi. Otworzyłem jej. O dziwo, przed domem nie stała tylko [T.I.]. Był z nią Niall. Uśmiechał się. "Możesz być spokojny o te chrupki, Harry" - pomyślałem.
Przytuliłem [T.I.] na powitanie i pomogłem jej ściągnąć płaszcz. Zastanawiałem się, dlaczego nie przyszła do nas sama, tylko z Niallem. Może między nimi jest coś o czym nie wiem?
Poszliśmy do kuchni.[T.I.] usiadła Niallowi na kolanach, chociaż było jeszcze kilka wolnych krzeseł. Robiąc kolację zerkałem na nich kątem oka. Nie całowali się, nawet nie trzymali się za ręce, ale było widać, że do czegoś między nimi doszło.
Nie powinienem być zły ani zazdrosny, w końcu Niall nie miał pojęcia że [T.I.] mi się podobała. Ale jakimś cudem za każdym razem gdy ich widziałem, coś ściskało mnie w żołądku, a wielka gula podchodziła mi do gardła.
- Podano do stołu! - krzyknąłem z udawanym francuskim akcentem i postawiłem przed całą gromadką różnego rodzaju pyszności.
- Jojki, Liam, to wygląda cudownie! - zachwyciła się [T.I.] i klasnęła w dłonie. Zrobiło mi się tak jakoś.. przyjemnie? - Pachnie też cudownie.
- I cudownie smakuje - przyznał Niall zatapiając zęby w pieczonym udku kurczaka.
- Niall, kultura - skarciłem go. [T.I.] słodko się zaśmiała.
- Spokojnie, Liam, przecież nie jesteśmy w ekskluzywnej restauracji - mruknął blondyn i uśmiechnął się, cały upaprany kurczakiem.
- Troszeczkę się ubrudziłeś pączusiu - uśmiechnęła się [T.I.] i serwetką starła brud z twarzy Nialla. Znowu poczułem to głupie ukłucie, gdzieś tam, pod sercem.
Powiedziałem wszystkim, to znaczy Harry'emu, Niallowi i [T.I.], że zapomniałem czegoś ze swojego pokoju. Oczywiście była to tylko przykrywka. A więc tak wygląda nieszczęśliwa miłość... Oskarżałem sam siebie o to, że coś zrobiłem źle, że nie byłem dla [T.I.] wystarczająco dobry, bo w końcu z jakiegoś powodu musiała wybrać Nialla.
Zanim się spostrzegłem, po mojej twarzy zaczęły płynąć łzy. Jedna za drugą skapywały po moim policzku i spływały w dół, po szyi. Nie powstrzymywałem ich, nie dzisiaj. Otarłem oczy rękami i usiadłem na brzegu łóżka chowając twarz w dłoniach. Cicho pochlipywałem i w głowie zadawałem sobie bolesne ciosy biczem. Co robiłem nie tak?
Nagle otworzyły się drzwi. Momentalnie otarłem twarz z resztek łez i spojrzałem na postać która weszła do mojego pokoju.
- [T.I.]? - zdziwiłem się.
- Liam? Ty płaczesz? - dziewczyna weszła do środka i usiadła obok mnie na łóżku. - Co się stało.
- [T.I.], powiedz mi, ale szczerze, czy... czy między tobą a Niallem coś się wydarzyło? Jesteście razem?
Dziewczyna na chwilę zamilkła. Kreśliła na moim barku jakieś znaczki, wpatrując się w przestrzeń. Po chwili głośno westchnęła i skinęła głową. A więc wszystko jasne.
- Kochasz go, prawda? - spytałem.
- Oczywiście że go kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez niego - złapała się za serce, jakby w geście ukazania prawdziwości jej uczuć.
- No właśnie [T.I.]... Ja mam tak samo. Zakochałem się w tobie. Zakochałem się w tobie jak szaleniec! Nigdy w życiu nie kochałem nikogo tak mocno! - potrząsnąłem nią mocno, sprawiając że się przestraszyła. Nie tego chciałem. - Do cholery, czy nie możesz zrozumieć, że ja cię kocham?! Że chcę być z tobą?!
- Ale Liam... - wyszeptała. - Przepraszam cię. My nie możemy być razem - zalała się łzami i uciekła, nawet nie zamykając za sobą drzwi.
Czułem się jak idiota. Jak jakiś desperat. Co ja się oszukuję, właśnie nim byłem! Byłem zdesperowany, bo dziewczyna którą kocham najbardziej na świecie nie kocha mnie, ale mojego najlepszego przyjaciela. Właśnie, czy Nialla nadal mogę nazywać swoim przyjacielem? Po tym wszystkim co się wydarzyło?
Nawet nie zauważyłem kiedy moje rozmyślania mnie uśpiły. Obudziłem się rano totalnie przybity. Podkoszulek lepił mi się do ciała, pomięte jeansy uwierały chyba w każde możliwe miejsce. W cholerę nienawidzę rurek.
Ze złością wstałem z łóżka i zszedłem na dół napić się czegoś zimnego. Nalałem sobie do szklanki zimnej wody i wbiłem w nią wzrok. Tępo wgapiałem się w tą przezroczystą ciecz, jakby oczekując, że w niej znajdę jakiś sposób na cofnięcie wczorajszego incydentu. Było mi koszmarnie głupio.
Z dnia na dzień czułem się coraz gorzej. Gdy widziałem całujących się [T.I.] i Nialla, moje serce było rozszarpywane na tysiąc drobnych kawałeczków, które nie potrafiły z powrotem ułożyć się w całość. Płakałem całymi dniami i nocami, cały czas pytając siebie dlaczego jest tak jak jest, a nie inaczej.
Co noc stawiałem sobie ultimatum, że pewnego dnia [T.I.] będzie moja.
A.♥
KLIK.♥
"And it's been a while, but I still feel the same.
Maybe I should let you go."
Maybe I should let you go."
Harry siedział sobie jak gdyby nigdy nic na kanapie i obżerał się serowymi chrupkami Nialla. Wiedziałem, że gdy Irlandczyk wróci do domu, strasznie się wkurzy. Na wszystkich. Na Harry'ego, za to że zjadł chrupki, na mnie, za to że mu pozwoliłem, na Louisa, że wyszedł z Eleanor zamiast pilnować jego jedzenia, a na Zayna za to, że papierosy są dla niego ważniejsi niż serowe chrupki, których nie pilnowałem ani ja, ani on, ani Lou. Czasem naprawdę go nie rozumiem. Szczególnie ostatnio zrobił się bardzo drażliwy. Wszystko go denerwowało, w każdej rzeczy wynajdywał dobry pretekst do kłótni. Martwiłem się o niego, bo to nie był ten nasz kochany Niall, podobny do Furbiego.
Dzisiaj miała przyjść do nas [T.I.]. Na tą okazję wysprzątaliśmy dom, zgrabiliśmy liście przed domem, a nawet schowaliśmy do szafki całą jedenastkę plastikowych gołębi Louisa. Wiem, jesteśmy nienormalni.
O ile dobrze się orientuję, [T.I.] podoba się Niallowi. On jej chyba też. W każdym razie, zawsze kiedy siedzą obok siebie, rzucają sobie powłóczyste spojrzenia, a potem się rumienią. Słodkie, prawda?
Problemem jest to, że ta dziewczyna jest tak wyjątkowa i inna, że ja chyba też się w niej zakochałem. Nawet nie chyba, tylko na pewno. Mieliście kiedyś tak, że gdy widzieliście ukochaną osobę, to serce szybciej wam biło na jej widok? Tak właśnie mam z [T.I.]. Ale nie powiem tego Niallowi. A tym bardziej jej.
- Liam, [T.I.] przyszła, otwórz drzwi! - krzyknął Harry, chociaż leżał na kanapie tuż przy moim boku.
- Sam jej otwórz geniuszu - zaproponowałem.
- Nie mogę. Muszę się ukryć przed gniewem Nialla - odparł i pobiegł na górę.
Zwlekłem się z fotela i podszedłem do drzwi. Otworzyłem jej. O dziwo, przed domem nie stała tylko [T.I.]. Był z nią Niall. Uśmiechał się. "Możesz być spokojny o te chrupki, Harry" - pomyślałem.
Przytuliłem [T.I.] na powitanie i pomogłem jej ściągnąć płaszcz. Zastanawiałem się, dlaczego nie przyszła do nas sama, tylko z Niallem. Może między nimi jest coś o czym nie wiem?
Poszliśmy do kuchni.[T.I.] usiadła Niallowi na kolanach, chociaż było jeszcze kilka wolnych krzeseł. Robiąc kolację zerkałem na nich kątem oka. Nie całowali się, nawet nie trzymali się za ręce, ale było widać, że do czegoś między nimi doszło.
Nie powinienem być zły ani zazdrosny, w końcu Niall nie miał pojęcia że [T.I.] mi się podobała. Ale jakimś cudem za każdym razem gdy ich widziałem, coś ściskało mnie w żołądku, a wielka gula podchodziła mi do gardła.
- Podano do stołu! - krzyknąłem z udawanym francuskim akcentem i postawiłem przed całą gromadką różnego rodzaju pyszności.
- Jojki, Liam, to wygląda cudownie! - zachwyciła się [T.I.] i klasnęła w dłonie. Zrobiło mi się tak jakoś.. przyjemnie? - Pachnie też cudownie.
- I cudownie smakuje - przyznał Niall zatapiając zęby w pieczonym udku kurczaka.
- Niall, kultura - skarciłem go. [T.I.] słodko się zaśmiała.
- Spokojnie, Liam, przecież nie jesteśmy w ekskluzywnej restauracji - mruknął blondyn i uśmiechnął się, cały upaprany kurczakiem.
- Troszeczkę się ubrudziłeś pączusiu - uśmiechnęła się [T.I.] i serwetką starła brud z twarzy Nialla. Znowu poczułem to głupie ukłucie, gdzieś tam, pod sercem.
Powiedziałem wszystkim, to znaczy Harry'emu, Niallowi i [T.I.], że zapomniałem czegoś ze swojego pokoju. Oczywiście była to tylko przykrywka. A więc tak wygląda nieszczęśliwa miłość... Oskarżałem sam siebie o to, że coś zrobiłem źle, że nie byłem dla [T.I.] wystarczająco dobry, bo w końcu z jakiegoś powodu musiała wybrać Nialla.
Zanim się spostrzegłem, po mojej twarzy zaczęły płynąć łzy. Jedna za drugą skapywały po moim policzku i spływały w dół, po szyi. Nie powstrzymywałem ich, nie dzisiaj. Otarłem oczy rękami i usiadłem na brzegu łóżka chowając twarz w dłoniach. Cicho pochlipywałem i w głowie zadawałem sobie bolesne ciosy biczem. Co robiłem nie tak?
Nagle otworzyły się drzwi. Momentalnie otarłem twarz z resztek łez i spojrzałem na postać która weszła do mojego pokoju.
- [T.I.]? - zdziwiłem się.
- Liam? Ty płaczesz? - dziewczyna weszła do środka i usiadła obok mnie na łóżku. - Co się stało.
- [T.I.], powiedz mi, ale szczerze, czy... czy między tobą a Niallem coś się wydarzyło? Jesteście razem?
Dziewczyna na chwilę zamilkła. Kreśliła na moim barku jakieś znaczki, wpatrując się w przestrzeń. Po chwili głośno westchnęła i skinęła głową. A więc wszystko jasne.
- Kochasz go, prawda? - spytałem.
- Oczywiście że go kocham. Nie wyobrażam sobie życia bez niego - złapała się za serce, jakby w geście ukazania prawdziwości jej uczuć.
- No właśnie [T.I.]... Ja mam tak samo. Zakochałem się w tobie. Zakochałem się w tobie jak szaleniec! Nigdy w życiu nie kochałem nikogo tak mocno! - potrząsnąłem nią mocno, sprawiając że się przestraszyła. Nie tego chciałem. - Do cholery, czy nie możesz zrozumieć, że ja cię kocham?! Że chcę być z tobą?!
- Ale Liam... - wyszeptała. - Przepraszam cię. My nie możemy być razem - zalała się łzami i uciekła, nawet nie zamykając za sobą drzwi.
Czułem się jak idiota. Jak jakiś desperat. Co ja się oszukuję, właśnie nim byłem! Byłem zdesperowany, bo dziewczyna którą kocham najbardziej na świecie nie kocha mnie, ale mojego najlepszego przyjaciela. Właśnie, czy Nialla nadal mogę nazywać swoim przyjacielem? Po tym wszystkim co się wydarzyło?
Nawet nie zauważyłem kiedy moje rozmyślania mnie uśpiły. Obudziłem się rano totalnie przybity. Podkoszulek lepił mi się do ciała, pomięte jeansy uwierały chyba w każde możliwe miejsce. W cholerę nienawidzę rurek.
Ze złością wstałem z łóżka i zszedłem na dół napić się czegoś zimnego. Nalałem sobie do szklanki zimnej wody i wbiłem w nią wzrok. Tępo wgapiałem się w tą przezroczystą ciecz, jakby oczekując, że w niej znajdę jakiś sposób na cofnięcie wczorajszego incydentu. Było mi koszmarnie głupio.
Z dnia na dzień czułem się coraz gorzej. Gdy widziałem całujących się [T.I.] i Nialla, moje serce było rozszarpywane na tysiąc drobnych kawałeczków, które nie potrafiły z powrotem ułożyć się w całość. Płakałem całymi dniami i nocami, cały czas pytając siebie dlaczego jest tak jak jest, a nie inaczej.
Co noc stawiałem sobie ultimatum, że pewnego dnia [T.I.] będzie moja.
A.♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)