środa, 31 lipca 2013

Marcel. 2 ♥

Hej Misiaczki!
Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że Marcel aż tak się Wam spodoba. Pisać o nim więcej? I dziękuję za tyyyyle ciepłych słów zarówno na blogu jak i na twitterze, jesteście niesamowici, kocham Was <3
Trzecia część prawdopodobnie w czwartek wieczorem albo w piątek rano. Oczywiście jeśli chcecie ^^
Dla Angeli, za pomysł i piosenkę :*
KLIK.♥


   Zadzwonił dzwonek. Koniec lekcji. Koniec męczarni. Można wreszcie iść do domu.
   Razem z całą klasą wypłynęłam na korytarz. Cathlen podeszła do mnie i oparła się o drzwiczki szafki. Spojrzałam na nią. Wyglądała na zaniepokojoną.

- Somebody needs help - wyszeptała i spojrzała wymownie na drugą stronę korytarza.

   Podążyłam za jej wzrokiem. Przez to co zobaczyłam po prostu oniemiałam z wrażenia. Grupka starszych chłopaków okrążyła Marcela i zaczęła się nad nim znęcać. Wysypali wszystkie książki z jego plecaka, podciągnęli jego spodnie jeszcze wyżej niż były, chociaż wydawało się że to już niemożliwe i stłukli jego okulary. No właśnie, okulary. Bez nich Marcel wyglądał zupełnie inaczej. Mogłabym powiedzieć, że był nawet.. przystojny. Już wiedziałam od czego zacznę moją przemianę.
   Kiedy zaczęli rzucać w Marcela książkami, uznałam że tego już za wiele.

- Czy wy jesteście normalni?! - krzyknęłam podbiegając do grupki chłopaków. - Co on wam takiego zrobił?
- Kujon.
- Mięczak.
- Maminsynek - przezywali go.
- Przestańcie! - warknęłam i wyciągnęłam Marcela z kółeczka utworzonego przez czwartoklasistów. - Nie wstyd wam?
- A tobie wymoczku - zwrócili się do Marcela - nie wstyd że ratuje cię dziewczyna?
- Jesteście beznadziejni - rzuciłam w ich stronę i odeszłam od nich jak najdalej, ciągnąc za sobą przerażonego chłopaka. - Nie przejmuj się nimi - szepnęłam.

   Cathlen nadal stała pod moją szafką i patrzyła na mnie z podziwem.

- Piękna akcja - uśmiechnęła się i przybiła mi piątkę. - Cześć Marcel, jestem Cathlen - wyciągnęła rękę w stronę Marcela.

   Chłopak był tak wystraszony, że nie zdołał wydusić z siebie słowa. Podał drżącą dłoń Cathlen i spróbował się uśmiechnąć.

- Dziękuję [T.I.] - odezwał się po jakimś czasie. - To było takie.. odważne. Ale nie musiałaś tego robić.
- Jak to nie musiałam? - zdziwiłam się. - Niech sobie nie myślą że mogą bezkarnie torturować niewinnych ludzi.
- Pięknie ujęte - zachichotała Cat.

   Nagle wpadłam na dość dziwny pomysł.

- Marcel, a może wpadniesz dzisiaj do mnie i do Cat? Obejrzymy jakiś film, pogadamy... - uśmiechnęłam się i spojrzałam na przyjaciółkę. Nie protestowała.
- To bardzo miłe z twojej strony [T.I.], ale nie mogę - odparł i zaczął odchodzić.
- Czekaj! - krzyknęłam za nim, ale nie zwrócił na mnie uwagi.

   Zrezygnowana wróciłam do Cathlen i oparłam się o szafkę. Z moich ust wydobyło się długie westchnięcie.

- Masz rację, jest bardzo dziwny - odparła przyjaciółka i pocieszająco pogłaskała mnie po ramieniu.
- Zastanawia mnie dlaczego on nie chce przyjąć niczyjej pomocy - wyznałam.
- Daj sobie spokój, nie rób nic na siłę - poradziła i spojrzała mi prosto w oczy. - Przecież on jest tylko dziwnym kujonem. Och, co ja gadam. Przecież wiem że i tak nie odpuścisz.
- Masz rację - uśmiechnęłam się i poszukałam wzrokiem Marcela.

   Klęczał na ziemi w miejscu gdzie wcześniej zaatakowali go chłopcy i zbierał z ziemi resztki potłuczonych okularów. Spojrzał na nie i ukradkiem otarł łzę spływającą po policzku. Zrobiło mi się go tak strasznie szkoda...

***

   Wieczorem siedziałyśmy w domu z Cathlen i oglądałyśmy jakieś głupie seriale w telewizji. W przerwach na reklamy skakałyśmy po kanałach i jeśli znajdywałyśmy coś ciekawego, to zapominałyśmy o starym serialu i zaczynałyśmy oglądać inny.
   Podczas takiego skakania po kanałach natknęłyśmy się na coś intrygującego. Na MTV leciało właśnie "Live While We're Young". Już chciałam przełączyć dalej, kiedy nagle Cat zawołała:

- Czekaj, zostaw. Patrz na tego chłopaka w loczkach..
- No - odparłam i zaczęłam obserwować bruneta. Chwila, chwila... - O mój Boże - jęknęłam po chwili i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Jak bracia, nie? - zaśmiała się. - W sensie on i Marcel.

   Jeszcze raz spojrzałam na przystojnego bruneta i porównałam go z Marcelem. Kiedy chłopak był bez okularów, on i ten Harry z One Direction wyglądali praktycznie tak samo. Te same rysy twarzy, te same zielone oczy, te same dołeczki w policzkach i ta sama śmieszna zmarszczka pomiędzy brwiami.

- Przypadek? - zastanowiłam się na głos.
- Na sto procent - rzuciła Cat. - Gdyby się znali to Marcel na pewno nie ubierałby się tak jak się ubiera. Ten na ekranie przynajmniej ma styl.

   Musiałam przyznać jej rację. Marcel powinien brać lekcje stylu od Harry'ego. Gdyby tylko zrezygnował z okularów, śmieszne spodnie w kant i koszulę zamienił na rurki i zwykły T-shirt i odpuścił sobie misterne zaczesywanie włosów do tyłu, to wszystkie dziewczyny w szkole byłyby jego. Chyba że nie zmieniłby swojego dziwnego zachowania.

- Słuchaj [T.I.] - Cathlen przerwała moje rozmyślania. - Wydrukuj zdjęcie tego Stylesa i pokaż je Marcelowi podczas waszej "przemiany" - mówiąc "przemiany" pokazała w powietrzu cudzysłowie.
- Wiesz co? - odparłam po dłuższym zastanowieniu. - To całkiem dobry pomysł. Wręcz genialny - uśmiechnęłam się.
- Wiem, w końcu mój - odparła i mocno mnie przytuliła.

   Ach, ta skromność.

***

   Następnego dnia w szkole postanowiłam, że spróbuję jeszcze raz. Gdy tylko zobaczyłam Marcela idącego przez korytarz, pomachałam do niego. On niepewnie mi odmachał i nieznacznie uśmiechnął się na mój widok.

- Cześć Marcel - krzyknęłam do niego.
- Cześć [T.I.] - odparł i usiadł obok mnie na ławce.

   Dzisiaj zamiast brązowej kamizelki w kratę miał na sobie śmieszny biało-fioletowy sweterek w karo. Spodnie i koszula pozostały niezmienione. Zauważyłam też, że ma inne okulary. Potężne brązowe oprawki zastąpiły bardziej dyskretne czarne kujonki. Widocznie zbitych przez chłopaków szkieł nie dało się odratować.

- Ładnie dzisiaj wyglądasz - powiedział cicho i odwrócił głowę żeby ukryć rumieniec.
- Dziękuję - odparłam i ciepło się uśmiechnęłam. - Masz nowe okulary, prawda?
- Nie miałem wyjścia, wiesz...
- Ach, no tak.. A nie zastanawiałeś się nigdy nad soczewkami?
- Em.. nie - przyznał i wreszcie odważył się na mnie spojrzeć.
- A popatrz jak dobrze wyglądasz bez okularów - powiedziałam i zdjęłam czarne kujonki z jego nosa. Potem podałam mu wygrzebane gdzieś z dna torebki lusterko.
- Wtedy nie wyglądam jak ja - odparł.

   Przyjrzałam się mu uważnie. Okulary pozostawiły śmieszny czerwony ślad na jego nosie. Delikatnie dotknęłam zaczerwienionego miejsca palcem. Chłopak zaśmiał się, a ja w tym czasie zdążyłam wściubić palec w dołeczek na jego policzku.

- Jesteś taki śmieszny - powiedziałam.
- D-dlaczego? - zdziwił się.
- Nie wiem dokładnie jak to ująć, ale nie miałam na myśli nic negatywnego - zapewniłam go szybko. - Słuchaj.. pamiętasz moją wczorajszą propozycję?
- O tym czy mógłbym do ciebie przyjść? - spytał i jeszcze raz oblał się rumieńcem. - Pamiętam.
- Jest nadal aktualna.
- Em.. to miłe z twojej strony [T.I.] i chętnie bym skorzystał, ale...
- Ale co? - zmarszczyłam czoło i spojrzałam na niego pytająco.
- Czy mogłoby nie być Cathlen? Nie to że jej nie lubię, jest bardzo miła, ale nie znam jej... Wolałbym twoje towarzystwo. Zgodzisz się? - poprosił cicho.

   Zawsze to ja sprawiałam że Marcel był zakłopotany i się rumienił. A teraz dziwnym sposobem to ja oblałam się rumieńcem i nie wiedziałam co powiedzieć. Teraz przy Marcelu czułam się inaczej niż zwykle. Nie wiem czy to przez ten teledysk który wczoraj zobaczyłyśmy czy przez coś innego.

- Dobrze - odparłam po chwili. - Tylko my dwoje, tak? Bez Cat.
- Jeśli nie masz nic przeciwko - uśmiechnął się i delikatnie dotknął swoją dłonią mojej.
- Pewnie, w porządku - odwzajemniłam uśmiech i lekko ścisnęłam jego dłoń.

   Wygrzebałam z torby długopis i kartkę i napisałam na niej swój adres.

- Masz. Pasuje ci osiemnasta?
- Jak najbardziej - uśmiechnął się. - Nie wierzę że taka dziewczyna jak ty zaprasza mnie do siebie.
- Pora zacząć wierzyć - zaśmiałam się.

   Spojrzałam na korytarz i zobaczyłam idącą w naszą stronę Cathlen. Wstałam z ławki i na pożegnanie cmoknęłam go w policzek. Potem podbiegłam do przyjaciółki i na powitanie mocno ją uściskałam.

- Słuchaj - zaczęła na wstępie. - Oglądałam wczoraj zdjęcia Harry'ego z One Direction. Marcel jest I-DEN-TYCZ-NY.
- Też to zauważyłam.. Ale to niemożliwe żeby byli rodziną, widzisz jak wygląda jeden, a jak drugi.
- Masz rację [T.I.], ale.. coś mi tu śmierdzi i to wcale nie są męskie toalety.
- Dzisiaj Marcel do mnie przychodzi - rzuciłam. - Spytam go o Harry'ego, może to jakaś daleka rodzina.
- Jesteś wielka - uśmiechnęła się Cathlen.

   Zadzwonił dzwonek na lekcję. Pod klasę przyszedł nauczyciel i otworzył drzwi. Cała fala rozwrzeszczanej młodzieży wpłynęła do środka. Spojrzałam na Marcela, jak zwykle samotnie siedzącego w ławce. Pochwycił moje spojrzenie i delikatnie poklepał miejsce obok siebie. Przeniosłam wzrok na Cathlen. Uśmiechnęła się zachęcająco. Nie zastanawiając się dłużej, podeszłam do Marcela.

A.♥

wtorek, 30 lipca 2013

Marcel. 1 ♥

Słuchajcie, pod pierwotną wersją Marcela zostałam osądzona o to, że skopiowałam go od http://polska-imaginy-one-direction.blogspot.com/2013/07/108-marcel-i-cz-1.html . Przeczytałam tego imagina i rzeczywiście, oba są bardzo podobne, ale swojego nie skopiowałam!
Przykro mi że tak to odebraliście, ale chyba znacie mnie już na tyle dobrze, żeby wiedzieć że każdego imagina piszę sama i nigdy od nikogo nie kopiuję, chociaż zdarza się że inni kopiują ode mnie. Dlatego żeby uniknąć dalszych sporów o to że imagin jest skopiowany chociaż nie jest, napisałam drugiego.
KLIK.♥

   Ten dzień zaczął się tak jak każdy inny. Rano ledwie zwlekłam się z łóżka, potem wyciągnęłam z szafy jeansy i luźny top i poszłam się ubrać, gdy już się ubrałam to zeszłam na dół żeby zjeść śniadanie, a następnie nie wiem jakim cudem doczołgałam się do szkoły.
   Gdy szłam przez korytarz co druga osoba mówiła mi cześć, a ja, mimo że nie znałam ponad połowy z tych osób, wszystkim odpowiadałam. Tak, byłam popularna, nawet sama nie wiem dlaczego. Nie byłam ani przesadnie bogata, ani zniewalająco piękna, ani nie miałam zabójczo przystojnego chłopaka. W ogóle nie miałam chłopaka. Jedyne co robiłam, to chciałam żeby każdy czuł się dobrze w naszej szkole: wprowadzałam pierwszoklasistów w życie szkoły, oprowadzałam nowych uczniów.. Niby nic takiego, a jednak z tego powodu byłam popularna. Nie żebym na to narzekała czy coś.
   Pod swoją szafką spotkałam moją najlepszą przyjaciółkę, Cathlen. Na powitanie cmoknęłam ją w policzek.

- Cześć [T.I.] - powiedziała i mocno mnie uściskała. - Słyszałaś już?
- O czym słyszałam? - spytałam zdezorientowana.
- Do naszej klasy przychodzi jakiś nowy. Ponoć to straszny kujon - zaśmiała się.
- Może po prostu dobrze się uczy - odparłam. Nie chciałam od razu osądzać kogoś kogo nie znałam.

   I wtedy pod klasę przyszedł "ten nowy". Muszę przyznać, że wyglądał okropnie. Miał na sobie komicznie wysoko podciągnięte czarne garniturowe spodnie, włożoną w nie białą koszulę i brązową kamizelkę w kratkę. Całość wieńczyły ogromne brązowe okulary.

- Boże kochany - szepnęłam.
- Jest strasznie, prawda? - zachichotała Cathlen.
- Może chociaż jest miły - odparłam, jednak bez większego przekonania.

   Ludzie mówią że nie powinno się zwracać uwagi na wygląd. Osobiście też popierałam ten sposób myślenia, ale wizerunek jaki reprezentował sobą "ten nowy" był wręcz odpychający.

- Poczekaj tu chwilę - rzuciłam w stronę Cat i podeszłam do chłopaka, żeby się z nim przywitać. - Cześć, jestem [T.I.] - powiedziałam i wyciągnęłam rękę w stronę zagubionego chłopaka.
- Marcel - uśmiechnął się i niepewnie uścisnął moją dłoń.
- Skąd jesteś? - spytałam i zaczęłam się mu przyglądać.

   W gruncie rzeczy nie był taki znowu okropny. Za ciężkimi okularami kryły się błyszczące zielone oczy, a gdy się uśmiechał, na jego twarzy pojawiały się urocze dołeczki.

- Z Holmes Chapel - odparł.
- Nigdy tam nie byłam - wyznałam.
- To małe miasto - powiedział, spuścił wzrok i odszedł bez słowa.

   Zdziwiło mnie jego zachowanie. Byłam dla niego miła, nie wyzywałam go ani nie śmiałam się z niego, a on tak po prostu sobie poszedł. Może był aż tak przyzwyczajony do tego że inni się z niego szydzili, że już zupełnie nie potrafił normalnie rozmawiać z ludźmi?
  Wróciłam do Cathlen. Przyjaciółka patrzyła na mnie pytająco.

- Ma na imię Marcel - poinformowałam ją. - Jeśli chodzi o wygląd, to po małej zmianie stylu nie będzie tak źle... Ale charakter.. - westchnęłam.
- Co z nim nie tak? - spytała zabawnie marszcząc przy tym nos.
- Wydaje mi się, że on jest przekonany że nikt go nie lubi. Tak jakby bał się ze mną rozmawiać - powiedziałam zmartwiona i popatrzyłam w stronę chłopaka samotnie siedzącego na ławce.
- No tak, przecież jesteś taka straszna - zaśmiała się Cathlen i uściskała mnie na pocieszenie. - Nie przejmuj się nim, to tylko jakiś kujon.

   W odpowiedzi lekko skinęłam głową. Jednak mimo wszystko Marcel bardzo mnie zaintrygował. Może to dziwne, ale chciałam poznać go lepiej i dowiedzieć się dlaczego jest taki skryty. I postaram się zrobić wszystko żeby to osiągnąć.
   Dobra [T.I.], czas się leczyć, zaczynasz gadać jak desperatka.

- Mogę z nim usiąść? - spytałam, odwracając się w stronę Cat.
- Jesteś pewna? - uniosła brwi ze zdumienia.
- Chcę naprawić jego wizerunek - odparłam.
- Stylistka [T.I.] wkracza do akcji? Podoba mi się to - zaśmiała się. - Ale tylko na tą jedną lekcję, zgoda?
- Zgoda - odparłam i mocno ją przytuliłam.

***

   Gdy tylko weszliśmy do klasy, podeszłam do ławki w której usiadł Marcel. Na mój widok chłopak szybko poderwał się z miejsca.

- Przepraszam, nie wiedziałem że tu siedzisz [T.I.] - odparł speszony i zaczął pakować książki z powrotem do plecaka.
- Nie, wszystko w porządku - zaśmiałam się. - Chciałam się tylko o coś spytać.
- Pytaj, śmiało - uśmiechnął się delikatnie i znów wypakował książki na ławkę.
- Mogę z tobą usiąść?
- Mówisz poważnie? - zdziwił się i wlepił we mnie swoje ogromne zielone oczy.
- Jak najbardziej poważnie - uśmiechnęłam się.
- A co powiedzą inni? - zmartwił się i zaczął rozglądać się po klasie.
- Kogo oni obchodzą? - machnęłam ręką. - To co, mogę?
- Pewnie, siadaj - odparł i przesunął się, żeby zrobić mi miejsce.

   Położyłam swoje książki i piórnik na ławce, a potem klapnęłam na krzesło. Odwróciłam się do tyłu i napotkałam zdziwione spojrzenie Sisi, jednej ze szkolnych gwiazd. Szybko wyrwałam kawałek kartki z zeszytu i naskrobałam na niej:

Zaufaj mi, to część genialnego planu przemiany nowego. ^^

   Sisi spojrzała na mnie jeszcze bardziej zdezorientowana.

Jakiej przemiany?

   Zrobię z niego takie ciacho, że go nie poznacie - odpisałam.

   Tym razem Sisi z aprobatą pokiwała głową i szepnęła coś na ucho swojej koleżance z ławki. Obie posłały mi porozumiewawcze spojrzenia. Obie wiedziały że już kiedyś przeprowadziłam metamorfozę na chłopaku który wyglądał podobnie do Marcela, a teraz był jednym z największych przystojniaków. Spodobał im się ten plan. Ale mi nie chodziło tylko o wygląd. Naprawdę chciałam poznać tego cichego chłopaka, któremu tak bezczelnie wepchałam się do ławki.

A.♥

wtorek, 23 lipca 2013

Harry, ale raczej Niall, cz. 2 ♥

PAMIĘTACIE JAKI DZISIAJ DZIEŃ? 
23 LIPCA - ŚWIĘTO NARODOWE DIRECTIONERS <3
Druga część tego tamtego co dodałam zanim dodałam wszystkich. ^^
Trzecia część też powinna być. Druga tak trochę mi przypomina pierwszą i w zasadzie nic się w niej nie dzieje, takie flaki z oleję. Ale wiecie co? Czasem sama mam ochotę przeczytać coś takiego wymemłanego i całego oblanego mleczną czekoladą, szczególnie po ciężkim dniu. No więc... ENJOY. ♥
KLIK.♥


   Nastawiłam budzik na siódmą. Wstałam po dziewiątej. Przyczyna? Niall i jego otumaniająca bliskość. Pierwszą rzeczą jaką zobaczyłam zaraz po przebudzeniu była jego uśmiechnięta twarz.

- Dzień dobry - wyszeptał.
- Żebyś wiedział że dobry - odparłam i przytuliłam się do niego.
- Dobrze spałaś? - spytał i zaczął rozczesywać palcami moje włosy.
- Mhm... - mruknęłam i wtuliłam głowę w jego cudownie pachnące ciało. - Idę do kuchni po coś do zjedzenia.
- Idę z tobą!
- Nie, zostań, przecież zaraz wrócę - uśmiechnęłam się i wyszłam z łóżka.

    Zeszłam po schodach w dół i weszłam do naszej ogromnej kuchni. Zastałam w niej nikogo innego jak Harry'ego z tą swoją Meg.

- [T.I.] – wydukał Harry.
- Cześć Harry – odparłam przyjaźnie. - Cześć Meg – dodałam chłodniej.
- Skąd ona zna moje imię? - spytała dziewczyna, jakby nie zauważając że stoję obok.
- Widziałam was wieczorem – wzruszyłam ramionami.
- Mówiłeś że nikogo nie było – odezwała się do Harry'ego. Czy ona specjalnie mnie lekceważyła?
- Bo myślałem że nie było – podniósł głos.

   Meg ostentacyjnie przewróciła oczami i usiadła na stołku przy kuchennej wyspie. Chwyciła w palce winogrono i zaczęła nim obracać. Bawiła się nim w nieskończoność. Zaczęło mnie to denerwować.

- To się je – wytknęłam jej.
- Wiem?
- To zjedz – poleciłam.

   Dziewczyna wrzuciła owoc do ust i zaczęła go powoli żuć. Nie wiem czy to było jakieś winogrono wersji gigant, ale z całą pewnością nienaturalnie wypchało jej policzki. Gdy już przełknęła, uśmiechnęłam się do niej i chwytając w rękę jabłko i kanapkę dla Nialla, poszłam w stronę sypialni, żeby przygotować się na jakieś spotkanie z cheerleaderkami na stadionie.
   Nie minęło jeszcze piętnaście minut, kiedy Liam zawołał nas wszystkich do mini vana. Wzdrygnęłam się, gdy zauważyłam wsiadającą do samochodu Meg. Ciekawe czy Harry zwiąże się z nią na "dłużej". Nie wnikam.
   Dojechanie na stadion zajęło nam jakieś pół godziny. Potem przez dwie godziny oglądaliśmy trening dziewczyn, przez następne dwie udzielaliśmy wywiadu jakiemuś dziennikarzowi, potem trzy godziny spędziliśmy na podpisywaniu płyt i innych takich... Aż w końcu poszliśmy coś zjeść w Nando's.
   Nie miałam apetytu. Kiedy chłopacy zapytali się co chcę zjeść, poprosiłam tylko o frytki. Usiadłam między Niallem a Harrym. Wodziłam przez chwilę frytką po keczupie i spoglądałam na śmiejącą się resztę towarzystwa. Lou chyba zauważył, że nie mam humoru, bo pochylił się nad stołem i przytulił mnie do siebie, od tak, po przyjacielsku. Uśmiechnęłam się do niego.

- Zbieramy się już? - zapytałam.
- Tak – odparli wszyscy chórem.
- Ja też już będę się zwijać – zaświergotała Meg. - Do zobaczenia Harry!
- Tak, do zobaczenia – odpowiedział tonem zupełnie pozbawionym entuzjazmu.

   Wgramoliliśmy się do vana i ruszyliśmy z powrotem do domu. Na miejscu byliśmy po 19:00, na dworze było już ciemno. Całą bandą weszliśmy do domu, gdzie każdy rozszedł się w swoją stronę. Ja poszłam do swojej sypialni i usiadłam po turecku na łóżku. Zaczęłam rozmyślać o dzisiejszym dniu.
   Usłyszałam jak drzwi pokoju się otwierają. To był Niall trzymający w ręce gitarę.  Usiadł na skraju mojego łóżka i powiedział:

- Dan mówiła mi, że byłyście wczoraj na zakupach. Kupiłaś sukienkę?
- Tak – uśmiechnęłam się ledwie widocznie.
- Pokażesz mi? - spytał.
- Pewnie.

   Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej śliczną kremową kreację i zaprezentowałam chłopakowi. Omiótł ją wzrokiem i pokiwał głową w zadumie.

- I co? - spytałam, pochylając się nad Niallem. - Nie podoba ci się?
- Podoba. - odparł zdawkowo, nawet nie podnosząc wzroku znad gitary.
- A więc o co chodzi? - spytałam, kładąc mu rękę na ramieniu.

   Niall zrobił dłuższą pauzę. Odłożył gitarę, wstał i spojrzał mi prosto w oczy.

- Zakochałem się – ni stąd ni z owąd powiedział, przerywając moje rozmyślania. A więc jednak kogoś ma...
- No to powiedz jej – podpowiedziałam, przylepiając na twarz sztuczny uśmiech. Byłam po części zażenowana, a po części rozczarowana. A nie powinnam, w końcu to tylko mój przyjaciel.
- Powiedziałem.
- I co ona na to? - dodałam, teraz już z prawdziwym zainteresowaniem.
- Powiedziała: No to powiedz jej – wzruszył ramionami i przybliżył się od mnie tak, że nasze usta dzieliły może ze dwa centymetry.

   Poczułam, jak włosy stają mi dęba, serce bije szybciej, a po plecach przechodzi dreszcz. Jego bliskość napawała mnie radością, ukojeniem, była czymś niezwykłym. I nagle uświadomiłam sobie, co teraz się stanie. Jednak zanim zdążyłam jakoś zareagować, usta Nialla znalazły się na moich. Na początku całował mnie delikatnie, a potem, gdy już zorientował się że odwzajemniam pocałunek, jego usta zaczęły intensywniej muskać moje. Podczas tego długiego pocałunku z Niallem czułam wszechogarniające mnie ciepło, dreszcz podniecenia i pożądanie...

- Kocham cię, wiesz? - wypaliłam, zaraz żałując tej wylewności. Spuściłam głowę.
- Wiem. - odparł, biorąc moją twarz w dłonie. - Ja też cię kocham.

   Nagle drzwi do pokoju otworzyły się i stanął w nich Louis z pokrywką od kosza na śmieci w ręce. Pogwizdywał coś pod nosem.

- Po co ci to? - spytałam Louisa wskazując na kosz na śmieci. A raczej jego pokrywkę.
- Będę oglądać horror - powiedział tak, jakby to miało wszystko tłumaczyć. Widząc moją dezorientację, dokończył – jak będę się bać, to zasłonię sobie oczy tą klapką.
- Zademonstrujesz? - spytał Niall szczerząc się do przyjaciela.
- Okej - powiedział Lou, wkładając kubeł na głowę. Następnie kilka razy pod rząd podnosił i opuszczał pokrywę, robiąc przy tym na pozór przestraszoną minę. - Już rozumiecie? - spytał, a na jego twarzy zagościł łobuzerski uśmiech.
- Tak Lou, myślę że zrozumieliśmy – odpowiedział Niall, czerwony od powstrzymywania śmiechu.
- Nie rozumiem, co was tak śmieszy. Ja po prostu jestem pomysłowy – powiedział.

   Niall objął mnie i uśmiechnął się do Louisa. Chłopak zabawnie poruszył brwiami i posłał mu jakieś takie dziwne spojrzenie. A potem tak jakby zapomniał o wszystkim innym, spytał:

- Idziecie ze mną oglądać film?
- A jaki? - spytałam.
- No horror - odparł i przewrócił oczami.
- To znaczy?
- Nie wiem, Zayn miał coś wybrać. Ale co wybrał? Nie mam pojęcia, pewnie coś strasznego.
- Fajnie – przyklasnął Niall. - Uwielbiam horrory.
- A ja nie... - odparłam speszona. - Zazwyczaj sam fakt,  że oglądam horror mnie przeraża.

   Niall i Lou mrugnęli do siebie  porozumiewawczo.

- Idziesz – odrzekli zgodnie.
- Przepraszam bardzo, czy zamierzacie mnie torturować?
- Nie, skądże – Niall pogłaskał mnie po głowie. - Po prostu jesteś niedoświadczona w tej kwestii, więc czas nadrobić zaległości.
- Ale jeśli ja się boję! - próbowałam protestować. Chyba na darmo.

   Chłopacy wzięli mnie pod łokcie i wynieśli z pokoju do wielkiego salonu. Posadzili mnie na sofie, z której próbowałam bezskutecznie uciec jakieś pięć razy. Potem już zrezygnowałam. Nie pamiętałam do końca o czym był film ani jaki nosił tytuł, bo przez cały czas przytulałam się do Nialla, Louisa i poduszki, udając że wcale się nie boję. A bałam się jak diabli. Potem wszyscy rozeszli się do swoich pokoi.
   Ułożyłam się w miarę wygodnie na poduszkach i zamknęłam oczy. Bezskutecznie próbowałam wyrzucić z myśli scenę pożerania głowy człowieka przez innego, co chwilę zaciskając powieki coraz mocniej. Leżałam jeszcze przez jakieś pół godziny nie mogąc zasnąć i modląc się do Boga o spokojne myśli.
   Drzwi do pokoju uchyliły się i wyjrzała zza nich twarz Nialla. Automatycznie się uśmiechnęłam.

- Tak myślałem, że nie będziesz mogła zasnąć, więc przyszedłem do ciebie. - wyznał skromnie. Jejku, jaki ten człowiek jest cudowny!
- Dziękuję... -wyszeptałam. - Właśnie tego było mi trzeba.
- Po to jestem, królewno.

   Przytuliłam się do jego ciepłego ciała. Niall dał mi czułego całusa w czubek głowy i ułożył się obok mnie, zastępując mi poduszkę. Wsłuchałam się w rytmiczne bicie jego serca, które ukołysało mnie do snu.

A.♥

niedziela, 21 lipca 2013

Wszyscy! ♥ (część trzecia)

Dobra paróweczki, macie trzecią część!
Początkowo zastanawiałam się czy napisać happy end czy raczej nie.. Ale wydaje mi się że będziecie względnie zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Wydaje mi się że ten imagin baardzo różni się od pozostałych, chociażby samą narracją, bo już przyzwyczaiłam się do pisania jako ja, a tu nagle... BĘC, zaczęłaś, to skończ -.-
Jeśli ten imagin wam się spodobał, to piszcie, może postaram się napisać takich więcej. ;*
KONIECZNIE włączcie sobie tą piosenkę:
KLIK.♥


   Robiło się coraz ciemniej i zimniej. Ulica rozbłysła milionem lamp ulicznych, tworząc niezapomniany widok. [T.I.] stała na balkonie, nieudolnie próbując skupić się na zachodzi słońca. Niebo nabrało odcieni różu, fioletu i pomarańczu... A ona tylko patrzyła na nie i płakała. Wystarczyła tylko jedna myśl o Liamie i o tym, że go straciła. Gdyby chociaż miała nadzieję, że wszystko można naprawić, byłoby jej łatwiej. Ale ona nawet nie wiedziała gdzie on jest. Gdy spytała o to Harry'ego stwierdził że nie wie, a gdy to samo pytanie zadała Zaynowi, on powiedział że był pewny że byli razem. Bo w sumie byli, ale Liam zniknął.
  Nagle ktoś objął ją w pasie i przyciągnął do siebie w pocałunku. [T.I.] obróciła się i zobaczyła Nialla. Na początku próbowała się mu wyrywać, aż do momentu gdy doszło do niej, że Niall zaskakująco dobrze całuje. W pewnej chwili po prostu przyciągnęła go do siebie i złożyła mu na ustach namiętny pocałunek. Chłopak był pod wrażeniem tej nagłej zmiany.

- [T.I.] – wyszeptał.
- Niall - odszepnęła.
- Koch... - zaczął, ale dziewczyna położyła mu palec na ustach.

   Przyjrzała mu się uważnie. Miał piękne duże usta, jasnoniebieskie oczy i krótkie blond włosy, zabawnie rozczochrane. Do tego szerokie barki i dobrze wyrzeźbione ramiona. Cały był piękny. Tylko [T.I.] z jakiegoś powodu wolała Liama. Niall znów próbował ją pocałować, ale tym razem dziewczyna stanowczo odepchnęła go od siebie.

- Przepraszam, ale nie mogę - wyszeptała  i odeszła.

   Chłopak wołał za nią kilka razy, ale ona udawała, że nie słyszy. Wybiegła z domu Zayna i popędziła w stronę pewnego miejsca, gdzie wydawało jej się że może znaleźć Liama. Gdy już dobiegła do jego domu postanowiła sprawdzić czy nie ma go w domku na drzewie. Niezdarnie wdrapała się na górę i z bijącym mocno sercem zapukała do drzwi. Nikt nie odpowiadał.
   [T.I.] postanowiła nie rezygnować, tylko po prostu nacisnęła klamkę. Chciała rzucić się Liamowi na szyję i wyściskać go najmocniej jak się da, potem przeprosić za to co zrobiła i wreszcie powiedzieć mu to, co tak bardzo chciała żeby wiedział... Ale w środku nikogo nie było. Pustka.

***

- Niall, co ty jej zrobiłeś?! - krzyknął Harry potrząsając ramionami kolegi.
- Ja... ja... nie chciałem, naprawdę - zaczął się jąkać. - Ale ona... mi się po prostu wydaje że ją kocham.
- Paranoja - szepnął Louis prosto do ucha Harry'ego. Hazza zaśmiał się nerwowo.
- Niall, ja rozumiem, znaczy się..ja próbuję cię zrozumieć - tym razem to Harry szukał odpowiednich słów. - Ale zrozum, że Liam kocha [T.I.] i on.. że tak powiem, był pierwszy.
- Pierwszy?! - zbulwersował się Niall. - Czy dziewczyna jest jakąś cholerną zabawką którą można sobie zaklepać?!
- Dobrze wiesz że nie o to chodzi - odparł Lou, zmęczony całą sytuacją. - Tu chodzi o Liama. Wiesz że to co było między nami zaczyna się sypać, a on znosi to najgorzej ze wszystkich. Do tego ta cała afera z [T.I.]... Wtedy w klubie poczułem się tak jak na początku, bo byliśmy ze sobą całkowicie zgrani i nie wiem dlaczego to się tak nagle zmieniło...
- Trochę zszedłeś z tematu - zaśmiał się Harry. - Ale wiesz co? - dodał już trochę poważniej. - Mi też się wydaje że już nie jest między nami tak jak wcześniej.
- Mi też - sapnął Zayn. - O wszystko się kłócimy.
- Ale to nie nasza wina - rzucił Harry, w zamyśleniu pocierając brodę. - W sumie to wszystko przez Modest, bo oni mówią nam co robić.
- I nie znoszą sprzeciwów - dodał Zayn.
- Zrobiło się strasznie łzawo, co? - zaśmiał się Louis i przytulił do siebie wszystkich chłopaków. - Musicie mi dzisiaj coś obiecać.

   Reszta popatrzyła na niego tępym wzrokiem.

- Musicie mi obiecać, że bez względu na wszystko, zawsze będziemy przyjaciółmi.
- Obiecujemy - odpowiedzieli bez wahania.
- Nie uważacie że bez Liama takie obietnice nie mają sensu? - spytał Niall po chwili milczenia.

   Zayn głośno westchnął.

- Racja - przyznał i nerwowo przeczesał włosy palcami. - Ale Niall, proszę, wiesz że Liam jest w stanie.. em.. trochę krytycznym, więc nie zabieraj mu [T.I.], bo to jedyne co mu zostało.
- Ma przecież nas - dodał urażony Lou.
- Tylko że nie jest tego do końca świadomy - dokończył za niego Harry. - A teraz nawet z [T.I.] się pokłócił.
- To trzeba ich jakoś pogodzić - wyszczerzył się Louis.
- Oho, widzę że nasz mafioso szykuje kolejny genialny plan - zarechotał Zayn.

   Lou w odpowiedzi z entuzjazmem pokiwał głową.

***

- Cześć Liam, masz jeszcze zapasowe klucze do mojego mieszkania? - Harry mówił do telefonu, ledwo powstrzymując śmiech.
- A Louis nie może ci dać swoich? - mruknął i głośno ziewnął.
- Louis siedzi u Zayna i nie ma ich przy sobie, a ja potrzebuję natychmiast dostać się do swojego mieszkania.
- To jak ty zamknąłeś dom? - zdziwił się Liam.

   Harry zaczął panikować.

- Ups, tego nie przemyśleliśmy - szepnął Louis i zaczął się zastanawiać nad wymówką. - Powiedz że mama u ciebie nocuje i dałeś jej klucze, a ona wyszła na wieczorek towarzyski! - mrugnął do niego.
- Em.. bo wiesz, dzisiaj przyjechała do mnie mama i dałem jej klucze żeby mogła spokojnie wyjść z domu bo szła na jakiś wieczorek towarzyski ze starymi koleżankami, a ja powiedziałem że wezmę klucze od Louisa, żeby jej nie przeszkadzać.
- A Louis ich zapomniał, tak? - zaśmiał się Liam. - To można było przewidzieć.

   Harry zachichotał i odsunął telefon od siebie, zasłaniając palcem mikrofon.

- Chyba to łyknął - zwrócił się do reszty.
- To ja przyniosę ci te klucze, tylko powiedz gdzie.
- Pod twój dom - podpowiedział mu Lou. Harry powtórzył.
- Okej, będę tam za dwadzieścia minut - odparł Liam i rozłączył się.
- JEST! - krzyknął Harry odkładając telefon. - Teraz trzeba tylko zadzwonić do [T.I.].
- Ja zadzwonię - zgłosił się Niall. Lou popatrzył na niego jak na idiotę. - Dobra, wy zadzwońcie, ode mnie raczej nie odbierze - odparł zrezygnowany. Tym razem Lou pokiwał głową z uznaniem.

***

   [T.I.] stała zniecierpliwiona pod ogromnym budynkiem z czerwonej cegły i czekała na Harry'ego, ale jego nigdzie nie było. Było za to cholernie ciemno i przerażająco. Latarnie rzucały upiorne cienie na ulice, a [T.I.] tylko stała i patrzyła na nie osłupiała. Chciało jej się płakać, bo nie dość że tego dnia pokłóciła się z Liamem, to jeszcze Harry kazał jej czekać na siebie tak późno w tak upiornym miejscu.
   Nagle z cienia wyłoniła się sylwetka mężczyzny. [T.I.] nie musiała długo na niego patrzeć żeby zorientować się kto to jest. Wystarczyło jej jedno spojrzenie i już wiedziała że naprzeciwko niej stoi Liam.

- Co ty tu...

   Zaczął, ale dziewczyna przerwała mu, całując go prosto w usta. Na tą chwilę czekała już bardzo długo. Mniej więcej od momentu, w którym go spotkała. A jednak on odsunął ją od siebie i nie odwzajemnił pocałunku.

- Przepraszam [T.I.], ale najpierw muszę coś wiedzieć.
- Tak? - spojrzała na niego zdezorientowana.
- Czy ty... - głośno wypuścił powietrze z płuc i zaczął pocierać kark nerwowo rozglądając się dookoła. - Czujesz coś do Nialla?

   Dziewczyna otworzyła usta z osłupienia i potrząsnęła głową żeby dojść do siebie.

- Skąd mogłeś tak pomyśleć? - zdziwiła się i próbowała spojrzeć mu w oczy, jednak Liam uporczywie unikał jej spojrzenia.
- Każdy kto ma oczy tak sobie pomyśli - mruknął.
- Nie rozumiem - zmarszczyła czoło i delikatnie chwyciła Liama za rękę.
- No powiedz mi, czy Niall dobrze całuje? - rzucił najbardziej jadowitym tonem jaki [T.I.] słyszała w całym swoim życiu. - Lepiej ode mnie, prawda?
- O co ci chodzi? - zdziwiła się i po raz pierwszy spojrzała mu w oczy. Zobaczyła tylko smutek.. I ból.
- Proszę cię, nie udawaj głupiej, bo wiem że taka nie jesteś. Widziałem jak się z nim całowałaś - wyszeptał.
- Odepchnęłam go - szepnęła. Liam odwrócił głowę. - Nie chciałam go całować. A wiesz dlaczego?
- Nie wiem, zaskocz mnie - mruknął i delikatnie ścisnął jej małą dłoń. Cała złość zaczęła z niego ulatywać.
- Bo to ty jesteś dla mnie najważniejszy na świecie, wiesz Misiu? I tylko jak ciebie przytulam to czuję te słynne motylki w brzuchu - wyrzuciła z siebie i zaraz potem zamilkła.

   Zrobiło się dziwnie cicho. Po chwili Liam spojrzał [T.I.] prosto w oczy i mocniej zacisnął palce na jej dłoni. Uniósł ją do ust i delikatnie ucałował kłykcie.

- Więc... - zaczął.
- Więc próbuję ci właśnie powiedzieć że cię kocham - szepnęła.
- Wyobraź sobie, że chciałem ci to powiedzieć odkąd się poznaliśmy - odszepnął.
- To co teraz?
- A co ma być? - zaśmiał się cicho.
- Wiesz, w Hollywoodzkim filmie powinno być tak, że spotykamy się, uśmiechamy się, mówimy sobie "przepraszam", całujemy i wszystko jest cudownie, ale...
- Życie to nie bajka - dokończył za nią Liam i uśmiechnął się. - Przepraszam [T.I.], za to że byłem takim tchórzem i uciekłem.
- Przepraszam Liam, za to że byłam taka głupia, wyrzuciłam cię z domu i nie chciałam ci uwierzyć - odparła i też się uśmiechnęłam.
- Co było po "przepraszam"? - spytał. [T.I.] uśmiechnęła się znacząco. - Och, już pamiętam - zaśmiał się i przyciągnął ją do siebie.

   Z okien należących do mieszkania Harry'ego zaczęła płynąć spokojna, nastrojowa muzyka. [T.I.] i Liam spojrzeli na siebie zdziwieni. Kudłata głowa Harry'ego wychyliła się przez okno i krzyknęła:

- Nie przeszkadzajcie sobie, ja tylko dodaję klimatu.
- Debil - szepnął Liam.

   Pochylił się nad dziewczyną i delikatnie ją pocałował. Po chwili pocałunek stał się gwałtowniejszy i bardziej namiętny, a z okien Harry'ego oprócz muzyki słychać było oklaski, gwizdy i okrzyki uznania.
   Nagle zaczął padać deszcz. Ale Liam i [T.I.] nie przejmowali się ani nim, ani faktem że cała reszta chłopaków ich obserwuje. Bo teraz byli tylko oni i cały świat wokół się nie liczył.

A.♥