Heją!
Dzisiaj jest... niedziela, jeśli dobrze pamiętam.
Oddaję w Wasze ręce kolejną część Louisa, mam nadzieję, że Wam się spodoba. Pisałam ją przez jakieś dwie godziny, więc zaskakująco szybko jak na mnie i mam nadzieję, że nie ma żadnych błędów. Jeśli są, to śmiało piszcie, nie obrażę się, a wręcz przeciwnie, będę wdzięczna. :D
Jakie macie plany na Sylwestra?
+ chciałabym bardzo podziękować tym osobom, które zadeklarowały się do oddania krwi Kindze, nawet nie wiecie jak bardzo jestem Wam wdzięczna! Być może właśnie dzięki Waszej pomocy dziewczyna przeżyje! <3
KLIK.♥
- Gdzie jesteś? - spytałam z naciskiem.
- W szpitalu - odparł jak gdyby nigdy nic.
W szpitalu? Czyli to jednak jest coś poważnego. Teraz pozostaje tylko pytanie: jak bardzo?
- Daj mi pół godziny.
- [T.I.], ty chyba nie masz zamiaru...
Nie dałam mu skończyć, bo już zbiegałam po schodach w dół, próbując jednocześnie włożyć na siebie kurtkę i buty. Efektem moich nieudolnych starań był upadek z kilku ostatnich schodków na twarz.
- [T.I.]? - usłyszałam zaniepokojony głos mojego taty.
- Nic mi nie jest! - krzyknęłam. - Wychodzę!
- Uważaj na siebie.
- Będę! - zapewniłam go i zaraz po tym wybiegłam z domu.
W naszym mieście był tylko jeden szpital, a dzieliło mnie od niego tylko kilka przecznic, więc stwierdziłam, że dam radę dojść tam o własnych siłach. Jeśli się pospieszę, to rzeczywiście uda mi się dotrzeć tam w pół godziny.
Puściłam się biegiem wzdłuż chodnika, co chwilę wpadając na przechodniów.
- Przepraszam! - krzyknęłam, gdy prawie wytrąciłam jednemu z nich kubek z kawą z ręki.
- Uważaj jak chodzisz! - warknął poirytowany.
Miałam ochotę odciąć się i powiedzieć, że nie idę, ale biegnę, ale stwierdziłam że nie warto marnować sobie na coś takiego czasu. Zamiast tego, zaczęłam biec jeszcze szybciej, ale zaraz tego pożałowałam, bo momentalnie złapałam kolkę.
- Cholera! - mruknęłam pod nosem.
Ból był tak okropny, że aż musiałam się na chwilę zatrzymać. Wzięłam kilka głębokich oddechów, poklepałam się po bolącym brzuchu i ruszyłam dalej. Resztę drogi do szpitala pokonałam szybkim marszem.
Gdy tylko przekroczyłam próg budynku uderzył mnie specyficzny zapach środków do dezynfekcji pomieszanych z odorem krwi i choroby, o ile choroba może mieć jakiś zapach. Dla mnie miała i to niezbyt przyjemny.
Zdyszana dotarłam do kontuaru w czymś na kształt recepcji. Pielęgniarka czy kto to tam był, uśmiechnęła się do mnie ciepło.
- Szukasz kogoś?
- Nie - wysapałam. - To znaczy tak. Czy leży gdzieś tutaj Louis Tomlinson?
- Tak, tak - odparła i wklepała coś w komputer. - Drugie piętro, trzecia sala na lewo, licząc od dyżurki pielęgniarek.
- Bardzo dziękuję - uśmiechnęłam się do niej. - Miłego wieczora - rzuciłam, odchodząc wgłąb korytarza.
- I nawzajem. Pospiesz się, odwiedziny kończą się za pół godziny.
Nie odpowiedziałam jej, bo już gnałam po schodach na górę. W efekcie dotarłam do sali Louisa jeszcze bardziej zasapana niż byłam. Ostatkiem sił nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka.
- Wyglądasz jak... - zaczął, przyglądając się mi z rozbawieniem.
- Nie krępuj się, obrzuć mnie wyzwiskami - sapnęłam. - Właśnie po to biegłam tutaj przez prawie pół miasta.
- Wcale nie przez pół miasta - obruszył się. - Wiem, gdzie mieszkasz.
Musiałam zrobić jakąś dziwną minę, bo Louis dodał szybko:
- Nie to, żebym cię prześladował, po prostu kiedyś obiło mi się o uszy.
- Okej - szepnęłam.
Podeszłam bliżej do niego i usiadłam na jednym z taboretów obok jego łóżka. Ściągnęłam z siebie kurtkę, bo od biegu zrobiło mi się strasznie gorąco. Spojrzałam na niego. Wyglądał tak niewinnie, że niemal wcale nie przypominał tego Louisa, którego znałam na co dzień. Był przypięty do aparatury, która pikała w rytmie uderzeń jego serca. Na sam jego widok ściskało mnie żołądku.
- Po co tu do mnie przyszłaś? - spytał w końcu. Wiedzałam, że ten moment kiedyś nastąpi.
- Chciałam się dowiedzieć co z tobą nie tak - odparłam. Może źle to ujęłam, ale dobra, przepadło.
- Co ze mną nie tak? - zarechotał. - Och, [T.I.], ty czasami jesteś taka głupia - szepnął i wyciągnął w moim kierunku swoją dłoń. Niepewnie ją ujęłam. - Na pewno chcesz to wiedzieć?
- Na pewno - odparłam.
Czy chciałam? Nie wiem. Ale skoro już zaczęłam, to trzeba też skończyć.
- Mam białaczkę - powiedział. - Prawdopodobnie za niedługo umrę, chociaż lekarze cały czas mówią, że za wszelką cenę będą się starali trzymać mnie przy życiu - wycedził. Zdziwiła mnie gorycz w jego głosie, ale nie przerywałam mu. - Ale ja wiem, że przy tak zaawansowanym stadium tej choroby i bez możliwości znalezienia odpowiedniego dawcy szpiku, nie mam już szans. Pogodziłem się z tym. Właśnie dlatego nie chcę się z nikim zaprzyjaźniać, bo nie chcę żeby cierpieli kiedy odejdę. Wszyscy myślą że jestem w jakimś gangu.. I w sumie, to chyba nawet lepiej. Przez to nikt nie chce ze mną rozmawiać. Oprócz ciebie.
- Oprócz mnie - przytaknęłam.
Byłam otępiała. Nadal nie mogłam dojść do siebie po usłyszeniu takich słów z jego ust. On jest śmiertelnie chory. Cholera jasna.
- Dlaczego? - jego melodyjny głos wyrwał mnie z odrętwienia.
- Nie wiem. Po prostu... odkąd cię poznałam, wiedziałam już, że muszę wiedzieć o tobie wszystko - wyznałam.
Strasznie głupio mi było się do tego przyznać, a Louis chyba to zrozumiał, bo nie powiedział nic, tylko zaczął delikatnie gładzić palcami wierzch mojej dłoni. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, wsłuchując się w swoje oddechy.
Louis zajrzał mi prosto w oczy i otworzył usta, tak jakby chciał coś powiedzieć, ale jak widać, na samym otwarciu ust się skończyło.
- Pamiętasz te czasy, kiedy zachowywałaś się jak dziwka, żeby zwrócić na siebie moją uwagę? - powiedział w końcu.
Wyszczerzył się do mnie i delikatnie ścisnął moją dłoń. No cóż, widać że czuje się nadzwyczaj dobrze jak na śmiertelnie chorego. Ale to w sumie lepiej.
- Niczego takiego sobie nie przypominam - zmarszczyłam nos.
- No właśnie ja też, ale przypuszczałem że tak było.
- Dlaczego? - prawie krzyknęłam, zdziwiona jego bezpośrednością.
- Dlatego, że tylko w taki sposób kobieta potrafi zwrócić na siebie uwagę - powiedział, tak jakby to było coś oczywistego.
- Widocznie jestem inna.
- Widocznie jesteś mężczyzną.
Pewnie, gdyby Louis nie był Louisem, to nawrzeszczałabym na niego i powiedziała, że jest skończonym idiotą,a potem wyszłabym z jego sali trzaskając drzwiami, ale zamiast tego po prostu zaczęłam się śmiać. Louis też się śmiał. Szczerze mówiąc, myślałam że spotkam go zapłakanego, na skraju załamania nerwowego, a tymczasem śmiejemy się z jego głupich żartów, tak jakby nic się nie działo.
- Nie jestem mężczyzną! - zachichotałam.
- To dobrze, bo zaczynałem się bać, że jestem gejem - szepnął.
Atmosfera nagle się zmieniła. Zapadła tak przejmująca cisza, że byliśmy w stanie usłyszeć ciche rozmowy pielęgniarek w ich dyżurce.
- Jesteś gejem, bo? - spytałam. Byłam cholernie ciekawa jak z tego wybrnie.
- Bo mi się podobasz.
Aha. Super. Fajnie.
Nie wiem dlaczego aż tak bardzo mnie to zdziwiło, skoro teoretycznie spodziewałam się takiej odpowiedzi. A więc jednak. Ja też nie jestem mu obojętna.
Mocniej ścisnęłam jego dłoń i przytuliłam ją do policzka. Słyszałam urywany oddech Louisa i czułam jego oczy wlepione we mnie, ale mimo wszystko nawet na sekundę na niego nie spojrzałam.
- Wiesz, że nie pozwolę ci umrzeć, prawda? - szepnęłam.
Louis skinął głową.
- Pocałuj mnie - teraz to on mnie poprosił.
Postanowiłam nie być taka jak on za pierwszym razem. Pochyliłam się nad nim i delikatnie musnęłam jego usta swoimi.
W tym samym momencie drzwi do sali w której leżał Louis otworzyły się i stanęła w nich dość obszerna pielęgniarka.
- Koniec odwiedzin! - wrzasnęła i spojrzała na mnie z pogardą.
Myślałam, że tylko to powie i da nam jeszcze chwilę na pożegnanie, ale ona najwyraźniej nie miała w planach opuszczania sali dopóty, dopóki i ja z niej nie wyjdę.
- Przyjdę do ciebie jutro - powiedziałam, wciągając na siebie kurtkę.
- Będę czekał.
A.♥
niedziela, 29 grudnia 2013
piątek, 27 grudnia 2013
Lou. 3
Hejo.
Jest sprawa, nawet bardzo poważna. Chodzi o pewną dziewczynę, koleżankę @_Crazy_Mofo_69, którą kilka dni temu potrącił samochód. Teraz walczy o życie, a Wy możecie jej pomóc!
Zwracam się w szczególności do osób mieszkających w pobliżu Krakowa i najlepiej pełnoletnich, bo takich pomoc przyda się nam najbardziej. Jeśli Wy nie możecie pomóc, napiszcie do znajomych i spytajcie się czy przypadkiem nie znają kogoś takiego, ok? To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Poszukujemy osób będących w stanie oddać krew w bardzo ważnej sprawie! Osoby chętne do oddania krwi i pomocy proszone są o pojawienie się w piątek w bocheńskim szpitalu w godz. 8-11 lub w Krakowie w godz. 8-15 na ulicy Rzeźniczej 11 koło Galerii Kazimierz. Osoby pełnoletnie muszą posiadać dowód osobisty, a osoby które nie ukończyły jeszcze 18 lat mogą oddać krew tylko w obecności rodzica lub prawnego opiekuna (trzeba zabrać legitymację lub inny dowód tożsamości). Koniecznie należy zaznaczyć, że krew przeznaczona jest dla Kingi Krawczyk. LICZYMY NA WAS! DZIEWCZYNA MA 16 LAT!!
Jeśli chodzi o imagina, to tak: długo zastanawiałam się nad tym, ile części może mieć. Początkowo miały być dwie. Potem trzy. Potem stwierdziłam, że mogą być też cztery, ale nadal dokładnie nie wiem i nie potrafię określić. To wszystko zależy od tego jak mi wyjdzie.
Oprócz tego wiem, że muszę jeszcze dodać 6 część Hazzy i 3 część Wszystkich, ale na razie nie mam do tego kompletnie głowy. Muszę poprosić Angelę o pomoc, haha. :*
+ przepraszam że ta część wyszła taka krótka, postaram się zrobić następną dłuższą :D
KLIK.♥
Przez cały następny tydzień Louis ani razu nie pojawił się w szkole. Pan Grey nie mówił nic na ten temat, tylko z zatroskaniem patrzył na puste miejsce w ławce i wzdychał głośno za każdym razem gdy po wyczytaniu jego nazwiska ktoś z klasy mówił: "nieobecny".
Ciekawiło mnie jak cholera, dlaczego pana Greya tak bardzo martwi nieobecność Louisa. Z tego co wiem, z literatury nie był zagrożony. Nawet lepiej, szło mu bardzo dobrze.
Może jest dilerem i pojechał na tydzień na Hawaje po nową dostawę marihuany? Wiem, że to mało prawdopodobne, ale cóż.. Nie ma rzeczy niemożliwych, prawda?
Kiedy w następny poniedziałek przyszłam do szkoły, a Tomlinson nadal się nie pojawił, stwierdziłam, że muszę wziąć sprawy w swoje miejsce. Nie mogę już dłużej tak bezczynnie czekać aż się pojawi. Szczerze mówiąc, to nie wiem dlaczego tak jest. Nie wiem dlaczego tak bardzo mnie do niego ciągnie i dlaczego chcę wiedzieć o nim absolutnie wszystko. Po prostu muszę i już, dobra?
Po lekcjach podeszłam do Charlotte i przywitałam się z nią przyjacielskim całusem w policzek. Przez te dwa tygodnie zdążyłyśmy się już ze sobą zżyć. I chyba nawet mogę to nazwać przyjaźnią. W każdym razie, podeszłam do niej i spytałam bez ogródek:
- Masz numer do Louisa?
- [T.I.], odpuść sobie - mruknęła. - Czemu się tak na niego uwzięłaś?
- No Charlotte - jęknęłam. - Masz?
- Nie mam. Ale Mark, mój kolega z ławki, ma kolegę, który jest sąsiadem przyjaciela Louisa - odparła i spojrzała na mnie podejrzliwie. - Ty coś do niego czujesz, prawda?
- Nie, no przestań - zaprzeczyłam od razu i zaśmiałam się nerwowo. - Po prostu chcę się dowiedzieć o co z tym wszystkim chodzi.
- Załatwię ci ten numer - westchnęła. - Tylko nie wplącz się w żadne kłopoty, dobrze?
- Kocham cię Lottie - rzuciłam się jej na szyję i mocno ją wyściskałam.
- Wiem, [T.I.] - zaśmiała się. - Przez ciebie kiedyś pójdę do piekła.
Słowa Charlotte "ty coś do niego czujesz, prawda?" odbijały się echem w mojej głowie i przez całe popołudnie nie dawały mi spokoju. Może i faktycznie coś do niego czułam, ale to nie było to, o czym ona myślała. To była raczej jakaś dziwna fascynacja jego osobą, pewien rodzaj troski. Chciałam się tylko upewnić czy wszystko u niego w porządku. Nic więcej... chyba.
Usłyszałam ciche rechotanie żaby, które ustawiłam sobie jako sygnał na SMS-y. Wyciągnęłam telefon spod poduszki i przeczytałam wiadomość od Charlotte:
A.♥
I jeszcze raz (wiem, że się powtarzam, ale może ktoś nie przeczytał na górze).
Jest sprawa, nawet bardzo poważna. Chodzi o pewną dziewczynę, koleżankę @_Crazy_Mofo_69, którą kilka dni temu potrącił samochód. Teraz walczy o życie, a Wy możecie jej pomóc!
Zwracam się w szczególności do osób mieszkających w pobliżu Krakowa i najlepiej pełnoletnich, bo takich pomoc przyda się nam najbardziej. Jeśli Wy nie możecie pomóc, napiszcie do znajomych i spytajcie się czy przypadkiem nie znają kogoś takiego, ok? To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Poszukujemy osób będących w stanie oddać krew w bardzo ważnej sprawie! Osoby chętne do oddania krwi i pomocy proszone są o pojawienie się w piątek w bocheńskim szpitalu w godz. 8-11 lub w Krakowie w godz. 8-15 na ulicy Rzeźniczej 11 koło Galerii Kazimierz. Osoby pełnoletnie muszą posiadać dowód osobisty, a osoby które nie ukończyły jeszcze 18 lat mogą oddać krew tylko w obecności rodzica lub prawnego opiekuna (trzeba zabrać legitymację lub inny dowód tożsamości). Koniecznie należy zaznaczyć, że krew przeznaczona jest dla Kingi Krawczyk. LICZYMY NA WAS! DZIEWCZYNA MA 16 LAT!!
Jest sprawa, nawet bardzo poważna. Chodzi o pewną dziewczynę, koleżankę @_Crazy_Mofo_69, którą kilka dni temu potrącił samochód. Teraz walczy o życie, a Wy możecie jej pomóc!
Zwracam się w szczególności do osób mieszkających w pobliżu Krakowa i najlepiej pełnoletnich, bo takich pomoc przyda się nam najbardziej. Jeśli Wy nie możecie pomóc, napiszcie do znajomych i spytajcie się czy przypadkiem nie znają kogoś takiego, ok? To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Poszukujemy osób będących w stanie oddać krew w bardzo ważnej sprawie! Osoby chętne do oddania krwi i pomocy proszone są o pojawienie się w piątek w bocheńskim szpitalu w godz. 8-11 lub w Krakowie w godz. 8-15 na ulicy Rzeźniczej 11 koło Galerii Kazimierz. Osoby pełnoletnie muszą posiadać dowód osobisty, a osoby które nie ukończyły jeszcze 18 lat mogą oddać krew tylko w obecności rodzica lub prawnego opiekuna (trzeba zabrać legitymację lub inny dowód tożsamości). Koniecznie należy zaznaczyć, że krew przeznaczona jest dla Kingi Krawczyk. LICZYMY NA WAS! DZIEWCZYNA MA 16 LAT!!
Jeśli chodzi o imagina, to tak: długo zastanawiałam się nad tym, ile części może mieć. Początkowo miały być dwie. Potem trzy. Potem stwierdziłam, że mogą być też cztery, ale nadal dokładnie nie wiem i nie potrafię określić. To wszystko zależy od tego jak mi wyjdzie.
Oprócz tego wiem, że muszę jeszcze dodać 6 część Hazzy i 3 część Wszystkich, ale na razie nie mam do tego kompletnie głowy. Muszę poprosić Angelę o pomoc, haha. :*
+ przepraszam że ta część wyszła taka krótka, postaram się zrobić następną dłuższą :D
Przez cały następny tydzień Louis ani razu nie pojawił się w szkole. Pan Grey nie mówił nic na ten temat, tylko z zatroskaniem patrzył na puste miejsce w ławce i wzdychał głośno za każdym razem gdy po wyczytaniu jego nazwiska ktoś z klasy mówił: "nieobecny".
Ciekawiło mnie jak cholera, dlaczego pana Greya tak bardzo martwi nieobecność Louisa. Z tego co wiem, z literatury nie był zagrożony. Nawet lepiej, szło mu bardzo dobrze.
Może jest dilerem i pojechał na tydzień na Hawaje po nową dostawę marihuany? Wiem, że to mało prawdopodobne, ale cóż.. Nie ma rzeczy niemożliwych, prawda?
Kiedy w następny poniedziałek przyszłam do szkoły, a Tomlinson nadal się nie pojawił, stwierdziłam, że muszę wziąć sprawy w swoje miejsce. Nie mogę już dłużej tak bezczynnie czekać aż się pojawi. Szczerze mówiąc, to nie wiem dlaczego tak jest. Nie wiem dlaczego tak bardzo mnie do niego ciągnie i dlaczego chcę wiedzieć o nim absolutnie wszystko. Po prostu muszę i już, dobra?
Po lekcjach podeszłam do Charlotte i przywitałam się z nią przyjacielskim całusem w policzek. Przez te dwa tygodnie zdążyłyśmy się już ze sobą zżyć. I chyba nawet mogę to nazwać przyjaźnią. W każdym razie, podeszłam do niej i spytałam bez ogródek:
- Masz numer do Louisa?
- [T.I.], odpuść sobie - mruknęła. - Czemu się tak na niego uwzięłaś?
- No Charlotte - jęknęłam. - Masz?
- Nie mam. Ale Mark, mój kolega z ławki, ma kolegę, który jest sąsiadem przyjaciela Louisa - odparła i spojrzała na mnie podejrzliwie. - Ty coś do niego czujesz, prawda?
- Nie, no przestań - zaprzeczyłam od razu i zaśmiałam się nerwowo. - Po prostu chcę się dowiedzieć o co z tym wszystkim chodzi.
- Załatwię ci ten numer - westchnęła. - Tylko nie wplącz się w żadne kłopoty, dobrze?
- Kocham cię Lottie - rzuciłam się jej na szyję i mocno ją wyściskałam.
- Wiem, [T.I.] - zaśmiała się. - Przez ciebie kiedyś pójdę do piekła.
Słowa Charlotte "ty coś do niego czujesz, prawda?" odbijały się echem w mojej głowie i przez całe popołudnie nie dawały mi spokoju. Może i faktycznie coś do niego czułam, ale to nie było to, o czym ona myślała. To była raczej jakaś dziwna fascynacja jego osobą, pewien rodzaj troski. Chciałam się tylko upewnić czy wszystko u niego w porządku. Nic więcej... chyba.
Usłyszałam ciche rechotanie żaby, które ustawiłam sobie jako sygnał na SMS-y. Wyciągnęłam telefon spod poduszki i przeczytałam wiadomość od Charlotte:
Po długich namowach Marka jakoś udało mi się go zdobyć. Trzymaj.
xoxo
Pod spodem widniał ciąg cyfr. Numer Louisa.
- Kocham cię Charlotte! - krzyknęłam na całe gardło i zaczęłam skakać po pokoju.
To nie było normalne.
***
Postanowiłam, że zaczekam jeszcze chwilę i zadzwonię do Louisa dokładnie o 19:01. Zostało mi jeszcze sześć minut. Weszłam do kuchni, gdzie akurat siedziała moja mama i rozwiązywała krzyżówki.
- Hej - rzuciłam.
Mama podniosła głowę i spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Cześć [T.I.]. Jak tam w szkole? - spytała.
- W porządku. Pan Grey zadał nam kolejną lekturę do przeczytania - sapnęłam. - Zrobić ci herbatę?
- Jakbyś mogła...
- Mogłabym - odparłam. - Zieloną, tak?
Mama pokiwała głową i wróciła do rozwiązywania krzyżówek. Lubiłam ją. Co tam lubiłam, kochałam ją! I nawet dobrze się z nią dogadywałam, mimo że czasem odnosiłam wrażenie, że pochodzimy z dwóch różnych epok. Moja mama nie używała komputerów ani telefonów komórkowych, bała się wszystkiego co ma związek z elektrycznością, nawet suszarek do włosów. Preferowała stare, sprawdzone metody, nie była otwarta na nowinki. To wcale jednak nie przeszkadzało mi w kochaniu jej całym moim serduszkiem.
Stanęłam na palcach i otworzyłam szafkę w której trzymaliśmy herbaty. Wyciągnęłam z niej pudełko z zieloną herbatą i wyjęłam ze środka dwie saszetki. Wrzuciłam je do kubków i zalałam je wodą z czajnika. Jeden kubek postawiłam mamie na stole, drugi wzięłam ze sobą do góry.
- Dziękuję [T.I.] - usłyszałam, gdy szłam już po schodach do swojego pokoju.
- Nie ma za co! - odparłam.
Zaraz po wejściu do pokoju spojrzałam na zegarek. Pokazywał 19:01. Idealnie.
Chwyciłam telefon, wstukałam kilka magicznych cyferek i zaczęłam liczyć sygnały. Jeden, drugi...
- Słucham? - usłyszałam w słuchawce jego głos. Serce momentalnie zabiło mi szybciej. - Halo, kto mówi?
- Louis?
- No tak, ale kto mówi?
- To ja, [T.I.], twoja koleżanka z ławki.
- Wiem, kim jesteś - odparł szorstko. - Skąd masz mój numer?
- Ym... - jęknęłam. Dlaczego on musi zadawać takie głupie pytania? - Znalazłam - skłamałam.
- Na pewno - zaśmiał się. - Dobra, mniejsza z tym. Coś się stało, że dzwonisz?
- To ja chciałam o to spytać. Wszystko w porządku?
- Nie, [T.I.], nic nie jest w porządku - mruknął. - Ale nie przejmuj się, dobrze?
- Dlaczego nie jest w porządku?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
No nie... Dlaczego on musi to tak bardzo utrudniać?
- Lou, proszę cię, powiedz mi. Dlaczego nie jest w porządku?
- Bo ona nie daje mi spokojnie żyć - powiedział z żalem w głosie.
- Jaka ona? - spytałam z niepokojem.
W pewnym momencie w mojej głowie pojawiła się myśl, że tu chodzi o mnie. Że go męczę.
- Przepraszam, jeśli masz mnie dość, to po prostu powiedz, nie będę się już narzucać - szepnęłam.
- Nie, [T.I.], tu nie chodzi o ciebie. Jeśli mam być szczery, to nawet cię lubię. Jesteś w porządku.
Przyjemne ciepło rozlało się po moim ciele. Louis mnie lubi. Lubi mnie. Mój Boże, on mnie lubi.
- I vice versa - odparłam. - Ale nadal czegoś nie rozumiem. Skoro to nie ja, to kto w takim razie nie daje ci spokojnie żyć?
- Moja choroba.
Choroba? Cholera jasna, co z nim jest?
- Louis jaka choroba? Gdzie ty jesteś? To coś poważnego?
Wiedziałam że to coś poważnego. W innym wypadku pan Grey nie zachowywałby się tak dziwnie gdy Louis nie przychodził do szkoły.
- Spokojnie [T.I.], nie przejmuj się, proszę.
- Gdzie jesteś? - spytałam z naciskiem.
- W szpitalu - odparł jak gdyby nigdy nic.
A.♥
I jeszcze raz (wiem, że się powtarzam, ale może ktoś nie przeczytał na górze).
Jest sprawa, nawet bardzo poważna. Chodzi o pewną dziewczynę, koleżankę @_Crazy_Mofo_69, którą kilka dni temu potrącił samochód. Teraz walczy o życie, a Wy możecie jej pomóc!
Zwracam się w szczególności do osób mieszkających w pobliżu Krakowa i najlepiej pełnoletnich, bo takich pomoc przyda się nam najbardziej. Jeśli Wy nie możecie pomóc, napiszcie do znajomych i spytajcie się czy przypadkiem nie znają kogoś takiego, ok? To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Poszukujemy osób będących w stanie oddać krew w bardzo ważnej sprawie! Osoby chętne do oddania krwi i pomocy proszone są o pojawienie się w piątek w bocheńskim szpitalu w godz. 8-11 lub w Krakowie w godz. 8-15 na ulicy Rzeźniczej 11 koło Galerii Kazimierz. Osoby pełnoletnie muszą posiadać dowód osobisty, a osoby które nie ukończyły jeszcze 18 lat mogą oddać krew tylko w obecności rodzica lub prawnego opiekuna (trzeba zabrać legitymację lub inny dowód tożsamości). Koniecznie należy zaznaczyć, że krew przeznaczona jest dla Kingi Krawczyk. LICZYMY NA WAS! DZIEWCZYNA MA 16 LAT!!
czwartek, 26 grudnia 2013
Lou. 2
Heją!
Przychodzę do Was z kolejną częścią Louisa, jak widać z resztą. Zastanawiam się, czy właśnie takiego obrotu spraw oczekiwaliście, czy może udało mi się Was jakoś zaskoczyć...? :P
Nie wiem jak mi wyszło, bo pisałam to pod wpływem impulsu, więc mogą się pojawić drobne literówki, albo jakieś inne ciekawe dodatki, za które z góry przepraszam.
WESOŁYCH ŚWIĄT JESZCZE RAZ!
Kocham Was. <3
KLIK.♥
- Pocałuj mnie - poprosiłam.
Louis zesztywniał i wlepił we mnie swoje hipnotyzujące niebieskie oczy. Jego spojrzenie było tak intensywne, że niemal fizycznie czułam jak przeszywa mnie na wskroś. Przeszedł mnie dreszcz. Nie mogłam już dłużej wytrzymać, więc spuściłam wzrok i odwróciłam głowę w inną stronę.
Niecałą sekundę później poczułam jego palący dotyk na moim podbródku i znów byłam zmuszona spojrzeć mu w oczy. Cholera, niech on przestanie się tak na mnie gapić, to przestaje być śmieszne. Ręce zaczęły mi się strasznie pocić. Szczerze mówiąc, cała zaczęłam się pocić.
Louis przez chwilę wodził palcem wskazującym po linii mojej szczęki, tak jakby zastanawiał się do czego ta rzecz w ogóle może służyć. Chciałam odepchnąć go od siebie i uciec gdzieś daleko, żeby jakoś uspokoić oddech i wszystko sobie porządnie poukładać w głowie, ale jakaś dziwna niewidzialna siła trzymała mnie wciąż w jego objęciach.
Pocałuj mnie, pocałuj mnie, pocałuj mnie - zaklinałam go w myślach. - No dalej, na co czekasz pacanie? Pocałuj mnie, wystarczy że trochę się pochylisz, dotkniesz swoimi ustami moich ust i potem z powrotem się odsuniesz. To naprawdę nie jest skomplikowane.
- Pocałować cię? - odezwał się w końcu, nie odrywając ode mnie swojego wzroku.
W ramach odpowiedzi jedynie delikatnie pokiwałam głową, mimo że w myślach krzyczałam " TAK, LOUIS, TAK, POCAŁUJ MNIE, POCAŁUJ!". Chyba przez ten cały wypity alkohol zaczęłam odchodzić od zmysłów.
- No dobra - odparł jak gdyby nigdy nic i wzruszył ramionami.
W myślach zaczęłam skakać z radości. Poczułam jak Louis delikatnie łapie mnie za rękę i przystawia ją sobie do ust. Jego wargi delikatnie naparły na skórę mojej dłoni... i nic więcej. Patrzyłam na niego w osłupieniu, mając szczerą nadzieję, że to był po prostu żart i on zaraz mnie pocałuje, ale tak normalnie, tak jak ja tego chciałam.
Tomlinson przybliżył swoją twarz do mojej i delikatnie połaskotał mnie rzęsami w policzek. Zaraz po tym usłyszałam jego chrapliwy szept tuż przy moim uchu:
- Jeden zero dla mnie, panno [T.N.].
Po wypowiedzeniu tych słów po prostu odwrócił się na pięcie i zniknął gdzieś w tłumie tańczących ciał.
***
Nie wiem jakim cudem następnego dnia doczołgałam się do szkoły. Już samo otworzenie oczu wydawało się być zadaniem nie do wykonania. Alkohol wypity wczorajszej nocy nie dał o sobie zapomnieć, więc od rana musiałam zmagać się z potwornym bólem głowy. Do tego jeszcze łupało mnie w kościach. Czułam się jak stary dziadek, który ledwo co porusza się o własnych siłach, bo ma dwa sztuczne biodra.
Odkąd tylko przekroczyłam próg szkoły, zaczęłam namiętnie szukać wzrokiem Tomlinsona. Chciałam podejść do niego i wszystko mu wygarnąć, powiedzieć mu jakim jest skończonym idiotą i jak bardzo go nienawidzę, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Tak jakby zapadł się pod ziemię.
Tego dnia literaturę miałam na ostatniej lekcji. I, żeby było jeszcze fajniej, był to jedyny przedmiot na który chodziłam razem z Louisem. Nie mam pojęcia dlaczego aż tak bardzo zależało mi na tym, żeby go spotkać. Teoretycznie powinnam po prostu zapomnieć o tym wszystkim co się wczoraj wydarzyło i nadal traktować go obojętnie, ale nie potrafiłam. No po prostu nie potrafiłam.
W zamyśleniu przesiedziałam pierwsze pięć lekcji, w głowie układając dialogi pomiędzy mną, a tym skończonym kretynem, Louisem Williamem Tomlinsonem. Wymyśliłam blisko pięćdziesiąt określeń, którymi mogłabym go uraczyć, kolejne pięćdziesiąt ciętych ripost na jego durne odzywki i kilka rodzajów wzgardzających spojrzeń. To go powinno raz na zawsze oduczyć traktowania jakiejkolwiek dziewczyny w ten sposób.
Kiedy opowiedziałam o moim wczorajszym spotkaniu z Louisem Charlotte, uznała że robię wokół tego stanowczo zbyt dużo niepotrzebnego szumu. W momencie kiedy mi to powiedziała, w ogóle nie przyjmowałam jej słów do wiadomości, byłam święcie przekonana że Louis jest ostatnim kretynem i zasługuje na potępienie. Teraz jednak zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Co on właściwie takiego zrobił? W sumie nic... Poprosiłam go, żeby mnie pocałował. I... w sumie to spełnił moją prośbę. Rzecz w tym, że nie zrobił tego tak, jak bym chciała. Może Charlotte miała rację, że niepotrzebnie to wszystko wyolbrzymiam?
Mimo wszystko, nadal słyszałam w głowie jego słowa: "jeden zero dla mnie, panno [T.N.]".
Zaczęłam gubić się we własnych myślach. Jakaś część mnie chciała za wszelką cenę wygarnąć wszystko Tomlinsonowi i uświadomić go, że zachował się jak ostatni dupek. Druga część stwierdziła, że powinnam go olać i nie przejmować się nim, bo w końcu moje życie od niego nie zależy. Trzecia część, ku mojemu przerażeniu, uważała, że Louis jest słodki i bardzo nieśmiały, bo zwyczajnie bał się, że nie mówię poważnie i chcę go tylko wykorzystać, żeby potem upokorzyć go przed resztą szkoły.
No cóż, muszę przyznać, że mam bardzo bujną wyobraźnię.
Tak więc, na lekcję literatury przyszłam totalnie rozdarta pomiędzy pierwszą Ja, drugą Ja i trzecią Ja. Nie pomagało mi też to, że odkąd weszłam do klasy, czułam na sobie świdrujące spojrzenie Tomlinsona.
Podeszłam do naszej ławki powoli, z udawaną nonszalancją. Starannie unikając spotkania się naszych oczu, wypakowywałam książki na ławkę, podczas gdy on swobodnie taksował mnie wzrokiem z góry na dół.
- Cześć [T.I.] - powiedział jak gdyby nigdy nic, przylepiając na twarz zawadiacki uśmieszek. - Dobrze ci się spało?
- Wyśmienicie, dziękuję - odparłam z wymuszoną uprzejmością i wyszczerzyłam zęby w najbardziej nieszczerym uśmiechu na jaki było mnie stać. - A tobie?
- Wspaniale. Podłoga dawno nie była tak wygodna - powiedział wesoło, zabawnie poruszając przy tym brwiami.
Wbrew własnej woli parsknęłam śmiechem.
- Cóż, kto co lubi - mruknęłam.
- Dokładnie, o gustach się nie dyskutuje - uśmiechnął się.
W tym momencie był zupełnie taki sam jak Louis z klubu, ten Louis z którym tak dobrze się dogadywałam, ten Louis, który tak rewelacyjnie tańczył, ten Louis, którego chciałam pocałować.
- Jak tam twoja ręka? - spytał nagle i spojrzał na mnie z wyczekiwaniem.
Szlag. A więc jednak nadal jest idiotą bez serca.
- Bardzo dobrze, dzięki że pytasz.
- Wiesz, chciałem się upewnić, że jakoś doszłaś do siebie po naszym pocałunku. Wczoraj wydawałaś się być bardzo... rozkojarzona - brnął dalej.
Pokiwałam głową, nie zastanawiając się nawet nad tym co robię. Louis zaśmiał się cicho.
- Jak na razie wygrywam, księżniczko, ale to wszystko może się zmienić - szepnął teatralnie.
- Wygrywasz w czym? - spytałam zdezorientowana.
Louis nie zdążył mi odpowiedzieć, bo w tym samym momencie do klasy wszedł pan Grey, trzymając w rękach dwadzieścia podniszczonych już egzemplarzy "Dumy i Uprzedzenia".
***
Zadzwonił dzwonek. Louis jako pierwszy wybiegł z klasy. Nie namyślając się długo, wybiegłam zaraz za nim. Chciałam poznać odpowiedź na moje pytanie.
Gdy wyszłam na korytarz, przez dłuższą chwilę próbowałam wyśledzić go wśród uczniów. Gdzieś w oddali mignęła mi jego jeansowa kurtka, którą miał dzisiaj na sobie, więc bez zastanowienia zaczęłam biec w jego kierunku.
- Louis! - wrzasnęłam na cały korytarz.
Obrócił się i spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Stanął w miejscu, dając mi szansę na dogonienie go.
- Proszę proszę, kogo my tu mamy?
- Nie zgrywaj się - burknęłam. - Chcę wiedzieć o co chodzi.
- Z czym? - udawał, że nie wie.
- Z tą grą.
- Nie ma żadnej gry - odparł wymijająco.
- W takim razie, w czym wygrywasz?
Tomlinson wydawał się być lekko zbity z tropu. Zaczął pocierać dłonią kark, jednocześnie uciekając spojrzeniem na sufit.
- W niczym - powiedział nagle. Jego oschły ton całkowicie wytrącił mnie z równowagi. - Zapomnij o tym. Najlepiej zapomnij o mnie. Nie powinnaś zadawać się z kimś takim jak ja.
Gdy tylko dotarło do mnie, co przed chwilą powiedział, coś we mnie pękło.
- Jeśli myślisz, że przez te swoje "problemy" masz prawo do traktowania ludzi jak szmaty, to się grubo mylisz! - wrzasnęłam. - Nie mam zamiaru znosić twoich humorków, rozumiesz?!
Kilka osób stojących najbliżej nas zamilkło i zaczęło z zaciekawieniem przysłuchiwać się naszej rozmowie. Jednak Louis nic nie powiedział. Wbił tylko we mnie te swoje hipnotyzujące niebieskie oczy, które tym razem były przepełnione bólem.
- Nic o mnie nie wiesz, [T.I.], a pomimo to mnie oceniasz - szepnął. Wydawał się być naprawdę zraniony.
- Jest tak tylko dlatego, że nie dajesz się poznać. - Ja również sciszyłam głos. - I póki co, pokazałeś mi się od tej najgorszej strony.
- Przykro mi - mruknął i delikatnie dotknął dłonią mojego policzka. Przeszedł mnie dreszcz. Chłopak szybko cofnął swoją dłoń. - Ale lepiej będzie dla nas obojga, jeżeli tak pozostanie.
- Niby dlaczego? - zdziwiłam się. - Co jest w tobie takiego strasznego, że nie chcesz o tym nikomu powiedzieć?
- To nieistotne - szepnął.
Znowu przypomniał mi się wczorajszy wieczór w klubie. Tak samo jak wczoraj, Louis odszedł i zostawił mnie samą, bijącą się z myślami. Idąc ze szkoły do domu myślałam jedynie o tym, jaką tajemnicę może kryć ten dziwny, niebieskooki chłopak.
A.♥
Przychodzę do Was z kolejną częścią Louisa, jak widać z resztą. Zastanawiam się, czy właśnie takiego obrotu spraw oczekiwaliście, czy może udało mi się Was jakoś zaskoczyć...? :P
Nie wiem jak mi wyszło, bo pisałam to pod wpływem impulsu, więc mogą się pojawić drobne literówki, albo jakieś inne ciekawe dodatki, za które z góry przepraszam.
WESOŁYCH ŚWIĄT JESZCZE RAZ!
Kocham Was. <3
KLIK.♥
- Pocałuj mnie - poprosiłam.
Louis zesztywniał i wlepił we mnie swoje hipnotyzujące niebieskie oczy. Jego spojrzenie było tak intensywne, że niemal fizycznie czułam jak przeszywa mnie na wskroś. Przeszedł mnie dreszcz. Nie mogłam już dłużej wytrzymać, więc spuściłam wzrok i odwróciłam głowę w inną stronę.
Niecałą sekundę później poczułam jego palący dotyk na moim podbródku i znów byłam zmuszona spojrzeć mu w oczy. Cholera, niech on przestanie się tak na mnie gapić, to przestaje być śmieszne. Ręce zaczęły mi się strasznie pocić. Szczerze mówiąc, cała zaczęłam się pocić.
Louis przez chwilę wodził palcem wskazującym po linii mojej szczęki, tak jakby zastanawiał się do czego ta rzecz w ogóle może służyć. Chciałam odepchnąć go od siebie i uciec gdzieś daleko, żeby jakoś uspokoić oddech i wszystko sobie porządnie poukładać w głowie, ale jakaś dziwna niewidzialna siła trzymała mnie wciąż w jego objęciach.
Pocałuj mnie, pocałuj mnie, pocałuj mnie - zaklinałam go w myślach. - No dalej, na co czekasz pacanie? Pocałuj mnie, wystarczy że trochę się pochylisz, dotkniesz swoimi ustami moich ust i potem z powrotem się odsuniesz. To naprawdę nie jest skomplikowane.
- Pocałować cię? - odezwał się w końcu, nie odrywając ode mnie swojego wzroku.
W ramach odpowiedzi jedynie delikatnie pokiwałam głową, mimo że w myślach krzyczałam " TAK, LOUIS, TAK, POCAŁUJ MNIE, POCAŁUJ!". Chyba przez ten cały wypity alkohol zaczęłam odchodzić od zmysłów.
- No dobra - odparł jak gdyby nigdy nic i wzruszył ramionami.
W myślach zaczęłam skakać z radości. Poczułam jak Louis delikatnie łapie mnie za rękę i przystawia ją sobie do ust. Jego wargi delikatnie naparły na skórę mojej dłoni... i nic więcej. Patrzyłam na niego w osłupieniu, mając szczerą nadzieję, że to był po prostu żart i on zaraz mnie pocałuje, ale tak normalnie, tak jak ja tego chciałam.
Tomlinson przybliżył swoją twarz do mojej i delikatnie połaskotał mnie rzęsami w policzek. Zaraz po tym usłyszałam jego chrapliwy szept tuż przy moim uchu:
- Jeden zero dla mnie, panno [T.N.].
Po wypowiedzeniu tych słów po prostu odwrócił się na pięcie i zniknął gdzieś w tłumie tańczących ciał.
***
Nie wiem jakim cudem następnego dnia doczołgałam się do szkoły. Już samo otworzenie oczu wydawało się być zadaniem nie do wykonania. Alkohol wypity wczorajszej nocy nie dał o sobie zapomnieć, więc od rana musiałam zmagać się z potwornym bólem głowy. Do tego jeszcze łupało mnie w kościach. Czułam się jak stary dziadek, który ledwo co porusza się o własnych siłach, bo ma dwa sztuczne biodra.
Odkąd tylko przekroczyłam próg szkoły, zaczęłam namiętnie szukać wzrokiem Tomlinsona. Chciałam podejść do niego i wszystko mu wygarnąć, powiedzieć mu jakim jest skończonym idiotą i jak bardzo go nienawidzę, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Tak jakby zapadł się pod ziemię.
Tego dnia literaturę miałam na ostatniej lekcji. I, żeby było jeszcze fajniej, był to jedyny przedmiot na który chodziłam razem z Louisem. Nie mam pojęcia dlaczego aż tak bardzo zależało mi na tym, żeby go spotkać. Teoretycznie powinnam po prostu zapomnieć o tym wszystkim co się wczoraj wydarzyło i nadal traktować go obojętnie, ale nie potrafiłam. No po prostu nie potrafiłam.
W zamyśleniu przesiedziałam pierwsze pięć lekcji, w głowie układając dialogi pomiędzy mną, a tym skończonym kretynem, Louisem Williamem Tomlinsonem. Wymyśliłam blisko pięćdziesiąt określeń, którymi mogłabym go uraczyć, kolejne pięćdziesiąt ciętych ripost na jego durne odzywki i kilka rodzajów wzgardzających spojrzeń. To go powinno raz na zawsze oduczyć traktowania jakiejkolwiek dziewczyny w ten sposób.
Kiedy opowiedziałam o moim wczorajszym spotkaniu z Louisem Charlotte, uznała że robię wokół tego stanowczo zbyt dużo niepotrzebnego szumu. W momencie kiedy mi to powiedziała, w ogóle nie przyjmowałam jej słów do wiadomości, byłam święcie przekonana że Louis jest ostatnim kretynem i zasługuje na potępienie. Teraz jednak zaczęłam się nad tym zastanawiać.
Co on właściwie takiego zrobił? W sumie nic... Poprosiłam go, żeby mnie pocałował. I... w sumie to spełnił moją prośbę. Rzecz w tym, że nie zrobił tego tak, jak bym chciała. Może Charlotte miała rację, że niepotrzebnie to wszystko wyolbrzymiam?
Mimo wszystko, nadal słyszałam w głowie jego słowa: "jeden zero dla mnie, panno [T.N.]".
Zaczęłam gubić się we własnych myślach. Jakaś część mnie chciała za wszelką cenę wygarnąć wszystko Tomlinsonowi i uświadomić go, że zachował się jak ostatni dupek. Druga część stwierdziła, że powinnam go olać i nie przejmować się nim, bo w końcu moje życie od niego nie zależy. Trzecia część, ku mojemu przerażeniu, uważała, że Louis jest słodki i bardzo nieśmiały, bo zwyczajnie bał się, że nie mówię poważnie i chcę go tylko wykorzystać, żeby potem upokorzyć go przed resztą szkoły.
No cóż, muszę przyznać, że mam bardzo bujną wyobraźnię.
Tak więc, na lekcję literatury przyszłam totalnie rozdarta pomiędzy pierwszą Ja, drugą Ja i trzecią Ja. Nie pomagało mi też to, że odkąd weszłam do klasy, czułam na sobie świdrujące spojrzenie Tomlinsona.
Podeszłam do naszej ławki powoli, z udawaną nonszalancją. Starannie unikając spotkania się naszych oczu, wypakowywałam książki na ławkę, podczas gdy on swobodnie taksował mnie wzrokiem z góry na dół.
- Cześć [T.I.] - powiedział jak gdyby nigdy nic, przylepiając na twarz zawadiacki uśmieszek. - Dobrze ci się spało?
- Wyśmienicie, dziękuję - odparłam z wymuszoną uprzejmością i wyszczerzyłam zęby w najbardziej nieszczerym uśmiechu na jaki było mnie stać. - A tobie?
- Wspaniale. Podłoga dawno nie była tak wygodna - powiedział wesoło, zabawnie poruszając przy tym brwiami.
Wbrew własnej woli parsknęłam śmiechem.
- Cóż, kto co lubi - mruknęłam.
- Dokładnie, o gustach się nie dyskutuje - uśmiechnął się.
W tym momencie był zupełnie taki sam jak Louis z klubu, ten Louis z którym tak dobrze się dogadywałam, ten Louis, który tak rewelacyjnie tańczył, ten Louis, którego chciałam pocałować.
- Jak tam twoja ręka? - spytał nagle i spojrzał na mnie z wyczekiwaniem.
Szlag. A więc jednak nadal jest idiotą bez serca.
- Bardzo dobrze, dzięki że pytasz.
- Wiesz, chciałem się upewnić, że jakoś doszłaś do siebie po naszym pocałunku. Wczoraj wydawałaś się być bardzo... rozkojarzona - brnął dalej.
Pokiwałam głową, nie zastanawiając się nawet nad tym co robię. Louis zaśmiał się cicho.
- Jak na razie wygrywam, księżniczko, ale to wszystko może się zmienić - szepnął teatralnie.
- Wygrywasz w czym? - spytałam zdezorientowana.
Louis nie zdążył mi odpowiedzieć, bo w tym samym momencie do klasy wszedł pan Grey, trzymając w rękach dwadzieścia podniszczonych już egzemplarzy "Dumy i Uprzedzenia".
***
Zadzwonił dzwonek. Louis jako pierwszy wybiegł z klasy. Nie namyślając się długo, wybiegłam zaraz za nim. Chciałam poznać odpowiedź na moje pytanie.
Gdy wyszłam na korytarz, przez dłuższą chwilę próbowałam wyśledzić go wśród uczniów. Gdzieś w oddali mignęła mi jego jeansowa kurtka, którą miał dzisiaj na sobie, więc bez zastanowienia zaczęłam biec w jego kierunku.
- Louis! - wrzasnęłam na cały korytarz.
Obrócił się i spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Stanął w miejscu, dając mi szansę na dogonienie go.
- Proszę proszę, kogo my tu mamy?
- Nie zgrywaj się - burknęłam. - Chcę wiedzieć o co chodzi.
- Z czym? - udawał, że nie wie.
- Z tą grą.
- Nie ma żadnej gry - odparł wymijająco.
- W takim razie, w czym wygrywasz?
Tomlinson wydawał się być lekko zbity z tropu. Zaczął pocierać dłonią kark, jednocześnie uciekając spojrzeniem na sufit.
- W niczym - powiedział nagle. Jego oschły ton całkowicie wytrącił mnie z równowagi. - Zapomnij o tym. Najlepiej zapomnij o mnie. Nie powinnaś zadawać się z kimś takim jak ja.
Gdy tylko dotarło do mnie, co przed chwilą powiedział, coś we mnie pękło.
- Jeśli myślisz, że przez te swoje "problemy" masz prawo do traktowania ludzi jak szmaty, to się grubo mylisz! - wrzasnęłam. - Nie mam zamiaru znosić twoich humorków, rozumiesz?!
Kilka osób stojących najbliżej nas zamilkło i zaczęło z zaciekawieniem przysłuchiwać się naszej rozmowie. Jednak Louis nic nie powiedział. Wbił tylko we mnie te swoje hipnotyzujące niebieskie oczy, które tym razem były przepełnione bólem.
- Nic o mnie nie wiesz, [T.I.], a pomimo to mnie oceniasz - szepnął. Wydawał się być naprawdę zraniony.
- Jest tak tylko dlatego, że nie dajesz się poznać. - Ja również sciszyłam głos. - I póki co, pokazałeś mi się od tej najgorszej strony.
- Przykro mi - mruknął i delikatnie dotknął dłonią mojego policzka. Przeszedł mnie dreszcz. Chłopak szybko cofnął swoją dłoń. - Ale lepiej będzie dla nas obojga, jeżeli tak pozostanie.
- Niby dlaczego? - zdziwiłam się. - Co jest w tobie takiego strasznego, że nie chcesz o tym nikomu powiedzieć?
- To nieistotne - szepnął.
Znowu przypomniał mi się wczorajszy wieczór w klubie. Tak samo jak wczoraj, Louis odszedł i zostawił mnie samą, bijącą się z myślami. Idąc ze szkoły do domu myślałam jedynie o tym, jaką tajemnicę może kryć ten dziwny, niebieskooki chłopak.
A.♥
wtorek, 24 grudnia 2013
WESOŁYCH ŚWIĄT!
No to mamy Święta!
Czy wy też tak długo czekaliście na ten wyjątkowy czas?
Dobra, do rzeczy: w te święta chciałabym życzyć Wam wszystkim możliwości jedzenia ile tylko się chce bez przybierania na wadze, smacznego i zrelaksowanego karpia (bo te zestrasowane ponoć wytwarzają toksyny), ogromnego domu z basenem, kortem tenisowym i jeszcze większego ogrodu przed domem, nietwardych pierniczków, niebrudzącego barszczu, znalezienia grosika w pierogu, szerokiego uśmiechu na twarzy nie tylko od święta, śniegu za oknem, pomysłów na życzenia, wielu sukcesów, poznania i rozkochania w sobie swoich idoli, wiary w siebie, grona prawdziwych przyjaciół, genialnych pomysłów, doskonałych wyników, słodkiego, miłego życia, otwartego umysłu, kreatywności, inteligencji emozjonalnej, werbalnej, muzycznej, międzyludzkiej, ruchowej, przestrzennej, intrapersonalnej i przyrodniczej, głównej wygranej na loterii, zdrapek z nagrodami, pokoju na świecie i we wszechświecie, pozytywnej energii, pogody ducha, gorącej, nieustającej, kwitnącej, satysfakcjonującej, wiecznej, szczerej, prawdziwej miłości, cudownych wakacji, ferii i wszystkich weekendów, świętego spokoju, żadnych trosk, powodzenia u płci przeciwnej, natchnienia, prezentów od losu, świetnej figury, prostych przepisów kuchennych, pełnego sejfu, pękatego portfela, pokaźnego konta, miłych snów, pewności siebie, jasności umysłu, wiary we własne możliwości, samoakceptacji, wielu uśmiechów, błyskotliwych ripost, inteligentnych odpowiedzi, romantycznych wieczorów, nastrojowej muzyki, wzruszających zachodów słońca, szansy na sukces, dużo słodyczy, pełni życia, wielu niezapomnianych chwil, inspirującej rodziny, wspierających słów, mądrych i NORMALNYCH nauczycieli, taniej benzyny, rozwoju światowej gospodarki, czystego nieba, ponad stu lat życia, sławy, pobicia wszystkich rekordów w Księdze Guinnessa, wielu ciekawych znajomości, taaaaaaaaaakiej ryby, zabawnych zdarzeń, stu kilogramów humoru, dobrego fryzjera, wdzięku w tańcu, dobrego snu, przyjemnych doznań, wielu wzruszeń, mocnej głowy, szczęścia w kartach, sprzyjającej pogody, wielkiej cierpliwości w czytaniu tych życzeń, kolorowych chwil, niskich rachunków, wysokich napiwków, zadowolenia z siebie, samych słonecznych dni, smacznego jajka, uroku osobistego, pomocnych uwag, wesołego towarzystwa, szczęśliwych podróży, niewieszającego i niepsującego się komputera, ciekawych lektur, pokojowego rozwiązywania wszystkich konfliktów, korzystnego układu gwiazd, czytelnych instrukcji, cichych wielbicieli, słodkich snów, zgranej ekipy, bujnej wyobraźni, rodzinnej atmosfery, złotej rybki, która spełnia więcej niż 3 życzenia, zasięgu w każdym miejscu na Ziemi, miejsca w historii, głównych ról, podróży dookoła świata, wygrania wszystkich konkursów, dużo wolnego czasu, beztroskiego życia, zdobycia Mount Everestu i wszystkich innych ośmiotysięczników, szczerych komplementów, korzystnego horoskopu, czystości wokół, pięknych wierszy, dobrych książek, wciągających fabuł, miłych sąsiadów, wiary w sukces, tolerancji, własnego odrzutowca, zamku w Szkocji, niezawodnej pamięci, owacji na stojąco, nieprzemijającej urody, asa w rękawie, sprawnych hamulców, dużo nadzienia w pączku, rozbicia banku, recepty na szczęście, przygód z happy endem, zmysłowych nocy, gwiazdki z nieba, różowych okularów, stabilnej waluty, zgrabnej figury, zdolności nadprzyrodzonych, własnego sposobu na życie, dobrego smaku, podzielnej uwagi, czterolistnej koniczynki, szczupłych ud, wspaniałej czupryny, drogiej biżuterii, wygranej Eurowizji, długich, niełamliwych paznokci, powalającego uśmiechu, krótkich kolejek, całorocznych przecen, samozmywających się naczyć, cieołych kaloryferów, niskokalorycznej bitej śmietany i innych słodyczy, ciepłych i czułych spojrzeń, kwitnących kwiatków, zakochanych słów, dobrych perfum, zmiany kanonu lektur szkolnych, tanich basenów, bezpłatnych kin, prawdziwych choinek i ogólnie żeby Wam się wiodło.
No i całej tony szczęścia na Nowy Rok.
Kocham Was wszystkich!
A.♥
P.S.
Nie pytajcie jak długo wymyślałam te życzenia, bo naprawdę nie chcecie wiedzieć. :*
Czy wy też tak długo czekaliście na ten wyjątkowy czas?
Dobra, do rzeczy: w te święta chciałabym życzyć Wam wszystkim możliwości jedzenia ile tylko się chce bez przybierania na wadze, smacznego i zrelaksowanego karpia (bo te zestrasowane ponoć wytwarzają toksyny), ogromnego domu z basenem, kortem tenisowym i jeszcze większego ogrodu przed domem, nietwardych pierniczków, niebrudzącego barszczu, znalezienia grosika w pierogu, szerokiego uśmiechu na twarzy nie tylko od święta, śniegu za oknem, pomysłów na życzenia, wielu sukcesów, poznania i rozkochania w sobie swoich idoli, wiary w siebie, grona prawdziwych przyjaciół, genialnych pomysłów, doskonałych wyników, słodkiego, miłego życia, otwartego umysłu, kreatywności, inteligencji emozjonalnej, werbalnej, muzycznej, międzyludzkiej, ruchowej, przestrzennej, intrapersonalnej i przyrodniczej, głównej wygranej na loterii, zdrapek z nagrodami, pokoju na świecie i we wszechświecie, pozytywnej energii, pogody ducha, gorącej, nieustającej, kwitnącej, satysfakcjonującej, wiecznej, szczerej, prawdziwej miłości, cudownych wakacji, ferii i wszystkich weekendów, świętego spokoju, żadnych trosk, powodzenia u płci przeciwnej, natchnienia, prezentów od losu, świetnej figury, prostych przepisów kuchennych, pełnego sejfu, pękatego portfela, pokaźnego konta, miłych snów, pewności siebie, jasności umysłu, wiary we własne możliwości, samoakceptacji, wielu uśmiechów, błyskotliwych ripost, inteligentnych odpowiedzi, romantycznych wieczorów, nastrojowej muzyki, wzruszających zachodów słońca, szansy na sukces, dużo słodyczy, pełni życia, wielu niezapomnianych chwil, inspirującej rodziny, wspierających słów, mądrych i NORMALNYCH nauczycieli, taniej benzyny, rozwoju światowej gospodarki, czystego nieba, ponad stu lat życia, sławy, pobicia wszystkich rekordów w Księdze Guinnessa, wielu ciekawych znajomości, taaaaaaaaaakiej ryby, zabawnych zdarzeń, stu kilogramów humoru, dobrego fryzjera, wdzięku w tańcu, dobrego snu, przyjemnych doznań, wielu wzruszeń, mocnej głowy, szczęścia w kartach, sprzyjającej pogody, wielkiej cierpliwości w czytaniu tych życzeń, kolorowych chwil, niskich rachunków, wysokich napiwków, zadowolenia z siebie, samych słonecznych dni, smacznego jajka, uroku osobistego, pomocnych uwag, wesołego towarzystwa, szczęśliwych podróży, niewieszającego i niepsującego się komputera, ciekawych lektur, pokojowego rozwiązywania wszystkich konfliktów, korzystnego układu gwiazd, czytelnych instrukcji, cichych wielbicieli, słodkich snów, zgranej ekipy, bujnej wyobraźni, rodzinnej atmosfery, złotej rybki, która spełnia więcej niż 3 życzenia, zasięgu w każdym miejscu na Ziemi, miejsca w historii, głównych ról, podróży dookoła świata, wygrania wszystkich konkursów, dużo wolnego czasu, beztroskiego życia, zdobycia Mount Everestu i wszystkich innych ośmiotysięczników, szczerych komplementów, korzystnego horoskopu, czystości wokół, pięknych wierszy, dobrych książek, wciągających fabuł, miłych sąsiadów, wiary w sukces, tolerancji, własnego odrzutowca, zamku w Szkocji, niezawodnej pamięci, owacji na stojąco, nieprzemijającej urody, asa w rękawie, sprawnych hamulców, dużo nadzienia w pączku, rozbicia banku, recepty na szczęście, przygód z happy endem, zmysłowych nocy, gwiazdki z nieba, różowych okularów, stabilnej waluty, zgrabnej figury, zdolności nadprzyrodzonych, własnego sposobu na życie, dobrego smaku, podzielnej uwagi, czterolistnej koniczynki, szczupłych ud, wspaniałej czupryny, drogiej biżuterii, wygranej Eurowizji, długich, niełamliwych paznokci, powalającego uśmiechu, krótkich kolejek, całorocznych przecen, samozmywających się naczyć, cieołych kaloryferów, niskokalorycznej bitej śmietany i innych słodyczy, ciepłych i czułych spojrzeń, kwitnących kwiatków, zakochanych słów, dobrych perfum, zmiany kanonu lektur szkolnych, tanich basenów, bezpłatnych kin, prawdziwych choinek i ogólnie żeby Wam się wiodło.
No i całej tony szczęścia na Nowy Rok.
Kocham Was wszystkich!
A.♥
P.S.
Nie pytajcie jak długo wymyślałam te życzenia, bo naprawdę nie chcecie wiedzieć. :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)



