Hejka kochani, nowy imagin prawdopodobnie dodam jeszcze dzisiaj, ale na razie chciałabym żebyście zerknęli na moje nowe opowiadanie (zakładka na górze). Z poprzedniego zrezygnowałam, być może będę je jeszcze pisać, ale nie w najbliższej przyszłości.
Poza tym, żeby zdyscyplinować samą siebie, postanowiłam dodawać nowe imaginy co 3-4 dni, czasem częściej, zależy od ilości pomysłów w mojej głowie. Jeśli tak nie będzie, to macie narzekać w komentarzach, żeby mnie zmotywować! ^^
Mniej więcej w połowie czerwca, może się zdarzyć, że będę pisała bardzo rzadko, ale to wina końcowych egzaminów w szkole muzycznej i zdawania do średniej, oraz przygotowaniem się do gali na zakończenie roku (próby itp.)
No to ten, miłego czytania! <3
KLIK.♥
A.♥
niedziela, 19 maja 2013
piątek, 17 maja 2013
Liam.♥
Teraz troszeczkę nostalgicznie, ale wydaje mi się, że nie smutno. Zero dramatycznych scen, co to to nie. Tym razem coś bardziej romantycznego niż zazwyczaj. Miłego czytania placuszki! ♥
dla Marysi, za inspirację :*
KLIK.♥
Statek przycumował do portu. Z pokładu zeszło około pięćdziesięciu mężczyzn, ale tylko jedna kobieta. Rozejrzała się, prawdopodobnie szukając kogoś. Nie wiedziałem na kogo czekała, ale byłem pewny że tego kogoś właśnie nie ma. Ta dziewczyna chyba też to zrozumiała, bo nagle posmutniała, a jej piękne błękitne oczy zalały się łzami.
Nie potrafiłem po prostu stać bezczynnie i tylko się jej przyglądać, tak jak inni ludzie. Podszedłem do niej i podałem jej chusteczkę. Skinęła głową i wzięła ją ode mnie, a potem zabawnie wydmuchała nos i otarła zapuchnięte od płaczu oczy.
- Dlaczego płaczesz? - spytałem, nie wiedząc dokładnie jak się zachować.
- Wcale nie płaczę - szybko zaprzeczyła. Spojrzałem na nią z ukosa. - No dobra, może trochę. Ale to nic ważnego.
- Jakby to nie było nic ważnego, to raczej byś nie płakała - zauważyłem. Dziewczyna powoli pokiwała głową i głośno westchnęła.
- Masz rację, nic nie jest ok - rzuciła i odwróciła wzrok. - Pokłóciliśmy się przed wyjazdem. O taką bezsensowną rzecz, kompletnie bezpodstawnie. Myślałam, że on nie brał tego na serio. A jednak. Powiedział, że jeśli go tu dzisiaj nie będzie, to znaczy że mam o nim już na zawsze zapomnieć.
- Chłopak? - spytałem, ale zaraz pożałowałem swojego pytania.
- Narzeczony - uśmiechnęła się smutno i wskazała na pierścionek połyskujący na palcu.
- Musieliście być bardzo szczęśliwi - odwzajemniłem uśmiech.
- Byliśmy - westchnęła. - Tak w ogóle, jestem [T.I.].
- Liam.
- Przejdziemy się gdzieś? - spytała i spojrzała na mnie z nadzieją.
- Pewnie, prowadź - odparłem i ruszyłem za dziewczyną w stronę wyjścia.
Szliśmy przez ulice, oblani blaskiem słońca. Jej sukienka delikatnie powiewała na wietrze, a włosy związane w koński ogon podskakiwały przy każdym jej kroku. Byłem zapatrzony w nią do tego stopnia, że co chwilę potykałem się o własne nogi.
[T.I.] opowiadała o swoim dzieciństwie, o tym jak dorastała, gdzie chodziła do szkoły i z kim się przyjaźniła. Nie znałem żadnego z nazwisk które wymieniła, w końcu mieszkałem tu od niedawna. Ale ona opowiadała o swoich przyjaciołach tak dokładnie, że miałem wrażenie że znam ich od zawsze.
Nawet nie zauważyłem, kiedy nadszedł wieczór. Na ulicach zaczęto zapalać latarnie, w niektórych oknach też już paliły się światła. Usiedliśmy na ławce pod rozłożystym kasztanowcem i pogrążyliśmy się w rozmowie. Czułem się tak, jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi.
Późnym wieczorem odprowadziłem ją do domu. Na pożegnanie delikatnie pocałowałem ją w policzek. Obiecaliśmy sobie, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Oboje dotrzymaliśmy słowa.
***
- Dziadku, czyli tak poznałeś naszą babcię? - spytał mały Jeremi, stając obok mnie.
- Tak wnusiu, właśnie tak - przytaknąłem i położyłem na jej grobie białą różę.
A.♥
dla Marysi, za inspirację :*
KLIK.♥
Według mnie, nic nie dzieje się przypadkiem.
Statek przycumował do portu. Z pokładu zeszło około pięćdziesięciu mężczyzn, ale tylko jedna kobieta. Rozejrzała się, prawdopodobnie szukając kogoś. Nie wiedziałem na kogo czekała, ale byłem pewny że tego kogoś właśnie nie ma. Ta dziewczyna chyba też to zrozumiała, bo nagle posmutniała, a jej piękne błękitne oczy zalały się łzami.
Nie potrafiłem po prostu stać bezczynnie i tylko się jej przyglądać, tak jak inni ludzie. Podszedłem do niej i podałem jej chusteczkę. Skinęła głową i wzięła ją ode mnie, a potem zabawnie wydmuchała nos i otarła zapuchnięte od płaczu oczy.
- Dlaczego płaczesz? - spytałem, nie wiedząc dokładnie jak się zachować.
- Wcale nie płaczę - szybko zaprzeczyła. Spojrzałem na nią z ukosa. - No dobra, może trochę. Ale to nic ważnego.
- Jakby to nie było nic ważnego, to raczej byś nie płakała - zauważyłem. Dziewczyna powoli pokiwała głową i głośno westchnęła.
- Masz rację, nic nie jest ok - rzuciła i odwróciła wzrok. - Pokłóciliśmy się przed wyjazdem. O taką bezsensowną rzecz, kompletnie bezpodstawnie. Myślałam, że on nie brał tego na serio. A jednak. Powiedział, że jeśli go tu dzisiaj nie będzie, to znaczy że mam o nim już na zawsze zapomnieć.
- Chłopak? - spytałem, ale zaraz pożałowałem swojego pytania.
- Narzeczony - uśmiechnęła się smutno i wskazała na pierścionek połyskujący na palcu.
- Musieliście być bardzo szczęśliwi - odwzajemniłem uśmiech.
- Byliśmy - westchnęła. - Tak w ogóle, jestem [T.I.].
- Liam.
- Przejdziemy się gdzieś? - spytała i spojrzała na mnie z nadzieją.
- Pewnie, prowadź - odparłem i ruszyłem za dziewczyną w stronę wyjścia.
Szliśmy przez ulice, oblani blaskiem słońca. Jej sukienka delikatnie powiewała na wietrze, a włosy związane w koński ogon podskakiwały przy każdym jej kroku. Byłem zapatrzony w nią do tego stopnia, że co chwilę potykałem się o własne nogi.
[T.I.] opowiadała o swoim dzieciństwie, o tym jak dorastała, gdzie chodziła do szkoły i z kim się przyjaźniła. Nie znałem żadnego z nazwisk które wymieniła, w końcu mieszkałem tu od niedawna. Ale ona opowiadała o swoich przyjaciołach tak dokładnie, że miałem wrażenie że znam ich od zawsze.
Nawet nie zauważyłem, kiedy nadszedł wieczór. Na ulicach zaczęto zapalać latarnie, w niektórych oknach też już paliły się światła. Usiedliśmy na ławce pod rozłożystym kasztanowcem i pogrążyliśmy się w rozmowie. Czułem się tak, jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi.
Późnym wieczorem odprowadziłem ją do domu. Na pożegnanie delikatnie pocałowałem ją w policzek. Obiecaliśmy sobie, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Oboje dotrzymaliśmy słowa.
***
- Dziadku, czyli tak poznałeś naszą babcię? - spytał mały Jeremi, stając obok mnie.
- Tak wnusiu, właśnie tak - przytaknąłem i położyłem na jej grobie białą różę.
A.♥
czwartek, 16 maja 2013
Louis. ♥
Z cyklu LITERATURA BEZSENSOWNA. Czyli taka prosta, bez zbędnego zapętlenia akcji, zrozumiała dla 99% procent społeczeństwa posługującego się językiem polskim. Czasem nachodzi mnie wena na bezsens pozbawiony głębszej fabuły i wtedy powstają takie oto wywłoki jak ta. A teraz... czytajcie ^^
Pozdrowienia dla pani Nakoniecznej! xD
#PolishDirectionersNeedWhereWeAreTour2014 ♥
KLIK.♥
Było gorąco, a dookoła ani kawałka cienia. Louis położył się przy fontannie i zaczął się opalać. A ja siedziałam zaraz przy nim i czytałam książkę. Od czasu do czasu na moje rozgrzane ciało spadały leniwe krople wody z fontanny. Było jednak tak okropnie ciepło, że prawie słyszałam jak woda skwierczy spotykając się z rozgrzaną skórą mojej ręki. Nie było mowy o jakimkolwiek orzeźwieniu.
- [T.I.]...? - usłyszałam zaspany głos Louisa.
- Co chcesz?
- Poszłabyś kupić mi loda? - uniósł się na łokciach i posłał mi błagalne spojrzenie znad okularów przeciwsłonecznych. - Dam ci pieniądze, a jeśli chcesz, to będziesz mogła kupić nawet dla siebie.
- Jesteś głupi - prychnęłam.
- Ktoś musi - uśmiechnął się bezczelnie. - To jak, idziesz?
- Chyba śnisz. Nigdzie się stąd nie ruszam - odparłam i zatopiłam się w lekturze.
Lou zamknął się na chwilę i wrócił do poprzedniej pozycji. Wyglądał jakby nad czymś myślał, co w jego przypadku było bardzo rzadkim zjawiskiem. Niemal słyszałam jak koła zębate powoli przekręcają się w jego głowie.
- Nie myśl tak już, bo ci się mózg przegrzeje - zarechotałam i zanurzyłam rękę w brązowych włosach chłopaka.
- Jesteś bezczelna, nie masz za grosz szacunku, do starszych - załamał ręce i powoli podniósł się z murka. - Nie to nie, idę sam.
- Ok - mruknęłam.
- I nawet nie masz co liczyć na to, że się z tobą podzielę! - krzyknął i wymierzył we mnie swój ogromny palec wskazujący. - Nic ci nie dam. Nic, rozumiesz?
- Ok - zaśmiałam się.
- No! To idę!
- Idź.
- I nic ci nie dam! Zapomnij, nawet jakbyś błagała mnie na kolanach.
- No dobra, ale idź już sobie - wygoniłam go.
Gdy tylko zniknął mi z oczu, zabrałam z murka koszulę na której leżał i zwinęłam ją tak, żeby służyła mi za poduszkę. Wygodnie ułożyłam się na jego miejscu i wróciłam do czytania. Nawet nie zdążyłam przeczytać jednego zdania, kiedy zauważyłam cień nieuchronnie zbliżający się do mnie.
- Kupiłem ci loda - usłyszałam głos Louisa. - Nie ma za co - wyszczerzył się i podał mi czekoladowo truskawkowo śmietankowo kawowy przysmak.
- Jeszcze przed chwilą mówiłeś, że nie mam na co liczyć - zaśmiałam się i delikatnie liznęłam truskawkową gałkę.
- Widzisz co miłość robi z człowiekiem - uśmiechnął się i usiadł obok mnie, splatając nasze dłonie w silnym uścisku.
- Widzę widzę. Przynajmniej nie jesteś taki leniwy jak wcześniej - odparłam i cmoknęłam go w policzek.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, obserwując ludzi przechodzących akurat przed nami. Na szczęście nie tylko my byliśmy tacy głupi, żeby siedzieć w niemal czterdziestostopniowym upale na dworze. Zaczęłam sobie myśleć o tym jak takie temperatury wytrzymują mieszkańcy Afryki. I doszłam do wniosku, że jednak dobrze, że żyjemy w Europie.
Z tego całego zamyślenia wyrwał mnie Louis.
- [T.I.], a czy my kiedyś będziemy mieć dzieci?
- Kiedyś... - zachichotałam.
- A będziesz chciała zostać moją żoną? - spytał nagle i ukląkł przede mną.
- Louis? - zdziwiłam się i spojrzałam mu w oczy. - Co powiedziałeś?
- Czy będziesz chciała nosić kiedyś moje nazwisko? Być moją żoną? Wyjść za mnie? - powtórzył.
Spojrzałam na niego jeszcze raz i jeszcze raz, upewniając się, że nie żartuje. Delikatnie skinęłam głową.
- [T.I.]?
- TAK! - krzyknęłam. - Tak głupku, oczywiście że zostanę twoją żoną!
Rzuciłam się mu na szyję i obdarzyłam jego piękne usta tysiącem pocałunków. Spojrzałam w jego piękne szaro-niebieskie oczy i je również pocałowałam. Poczułam, jak Louis wkłada na mój palec pierścionek. Wystawiłam rękę przed siebie i z zachwytem podziwiałam jak ogromny brylant w kształcie serca mieni się w słońcu. Po twarzy zaczęły płynąć mi łzy.
- Kocham cię debilu - szepnęłam.
- A ja ciebie bardziej - odszepnął i pocałował mnie najmocniej na świecie.
A.♥
Pozdrowienia dla pani Nakoniecznej! xD
#PolishDirectionersNeedWhereWeAreTour2014 ♥
KLIK.♥
Było gorąco, a dookoła ani kawałka cienia. Louis położył się przy fontannie i zaczął się opalać. A ja siedziałam zaraz przy nim i czytałam książkę. Od czasu do czasu na moje rozgrzane ciało spadały leniwe krople wody z fontanny. Było jednak tak okropnie ciepło, że prawie słyszałam jak woda skwierczy spotykając się z rozgrzaną skórą mojej ręki. Nie było mowy o jakimkolwiek orzeźwieniu.
- [T.I.]...? - usłyszałam zaspany głos Louisa.
- Co chcesz?
- Poszłabyś kupić mi loda? - uniósł się na łokciach i posłał mi błagalne spojrzenie znad okularów przeciwsłonecznych. - Dam ci pieniądze, a jeśli chcesz, to będziesz mogła kupić nawet dla siebie.
- Jesteś głupi - prychnęłam.
- Ktoś musi - uśmiechnął się bezczelnie. - To jak, idziesz?
- Chyba śnisz. Nigdzie się stąd nie ruszam - odparłam i zatopiłam się w lekturze.
Lou zamknął się na chwilę i wrócił do poprzedniej pozycji. Wyglądał jakby nad czymś myślał, co w jego przypadku było bardzo rzadkim zjawiskiem. Niemal słyszałam jak koła zębate powoli przekręcają się w jego głowie.
- Nie myśl tak już, bo ci się mózg przegrzeje - zarechotałam i zanurzyłam rękę w brązowych włosach chłopaka.
- Jesteś bezczelna, nie masz za grosz szacunku, do starszych - załamał ręce i powoli podniósł się z murka. - Nie to nie, idę sam.
- Ok - mruknęłam.
- I nawet nie masz co liczyć na to, że się z tobą podzielę! - krzyknął i wymierzył we mnie swój ogromny palec wskazujący. - Nic ci nie dam. Nic, rozumiesz?
- Ok - zaśmiałam się.
- No! To idę!
- Idź.
- I nic ci nie dam! Zapomnij, nawet jakbyś błagała mnie na kolanach.
- No dobra, ale idź już sobie - wygoniłam go.
Gdy tylko zniknął mi z oczu, zabrałam z murka koszulę na której leżał i zwinęłam ją tak, żeby służyła mi za poduszkę. Wygodnie ułożyłam się na jego miejscu i wróciłam do czytania. Nawet nie zdążyłam przeczytać jednego zdania, kiedy zauważyłam cień nieuchronnie zbliżający się do mnie.
- Kupiłem ci loda - usłyszałam głos Louisa. - Nie ma za co - wyszczerzył się i podał mi czekoladowo truskawkowo śmietankowo kawowy przysmak.
- Jeszcze przed chwilą mówiłeś, że nie mam na co liczyć - zaśmiałam się i delikatnie liznęłam truskawkową gałkę.
- Widzisz co miłość robi z człowiekiem - uśmiechnął się i usiadł obok mnie, splatając nasze dłonie w silnym uścisku.
- Widzę widzę. Przynajmniej nie jesteś taki leniwy jak wcześniej - odparłam i cmoknęłam go w policzek.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, obserwując ludzi przechodzących akurat przed nami. Na szczęście nie tylko my byliśmy tacy głupi, żeby siedzieć w niemal czterdziestostopniowym upale na dworze. Zaczęłam sobie myśleć o tym jak takie temperatury wytrzymują mieszkańcy Afryki. I doszłam do wniosku, że jednak dobrze, że żyjemy w Europie.
Z tego całego zamyślenia wyrwał mnie Louis.
- [T.I.], a czy my kiedyś będziemy mieć dzieci?
- Kiedyś... - zachichotałam.
- A będziesz chciała zostać moją żoną? - spytał nagle i ukląkł przede mną.
- Louis? - zdziwiłam się i spojrzałam mu w oczy. - Co powiedziałeś?
- Czy będziesz chciała nosić kiedyś moje nazwisko? Być moją żoną? Wyjść za mnie? - powtórzył.
Spojrzałam na niego jeszcze raz i jeszcze raz, upewniając się, że nie żartuje. Delikatnie skinęłam głową.
- [T.I.]?
- TAK! - krzyknęłam. - Tak głupku, oczywiście że zostanę twoją żoną!
Rzuciłam się mu na szyję i obdarzyłam jego piękne usta tysiącem pocałunków. Spojrzałam w jego piękne szaro-niebieskie oczy i je również pocałowałam. Poczułam, jak Louis wkłada na mój palec pierścionek. Wystawiłam rękę przed siebie i z zachwytem podziwiałam jak ogromny brylant w kształcie serca mieni się w słońcu. Po twarzy zaczęły płynąć mi łzy.
- Kocham cię debilu - szepnęłam.
- A ja ciebie bardziej - odszepnął i pocałował mnie najmocniej na świecie.
A.♥
wtorek, 14 maja 2013
Niall. ♥
Hejka moje kochane, najcudowniejsze w świecie i najbardziej cierpliwe pod słońcem pączusie!
Tak okropnie Was przepraszam za to że nie pisałam, tak okropnie okropnie okropnie mi głupio, że podczas pisania tego, aż się popłakałam. No ale to wszystko wina mojego kochanego komputerka, który wiecznie się psuje i w momencie w którym wchodziłam na obojętnie jakiego bloga na blogspocie, automatycznie się wyłączał <kocham cię mój komputerku -.-> A więc, teraz robię wielki come back, co prawda... imagin może nie zwala z nóg, a na pewno nie dorasta do pięt temu: http://dark-fanfiction.blogspot.com/ NO BŁAGAM, TAK ZAJEBISTE COŚ, TO MÓGŁ NAPISAĆ TYLKO ANIOŁ! ♥
- Cześć - wyszeptał Niall, tak cicho, że musiałam się domyślać co powiedział.
Odpowiedziałam mu skinieniem głowy i gestem zaproponowałam mu, żeby się przysiadł. Niepewnie usadowił się na krześle naprzeciwko mnie i rozłożył książkę do chemii na stole. Przyjrzał się uważnie układowi pierwiastków, po czym zanotował coś swoim starannym pismem na marginesie zeszytu.
Był trochę skrępowany w moim towarzystwie. Zauważyłam to po tym, jak często przeczesywał palcami swoje włosy i gdy mówiąc coś, intensywnie pocierał kark. Starałam się dodać mu otuchy ciepłym uśmiechem, ale to chyba nie działało. Nie chciałam żeby tak było.
- Co tam? - zapytałam, dyskretnie zerkając na jego notatki.
- Mam dzisiaj sprawdzian - wskazał na książkę. - I takie głupie przeświadczenie, że nic nie umiem - uśmiechnął się, nerwowo przygryzając dolną wargę.
- Znam to - zachichotałam. - Pokaż, z czego?
- A nie wiem, zobacz sobie - odparł i przesunął podręcznik w moją stronę.
Zerknęłam do książki i nieudolnie próbowałam zrozumieć to co było w niej zapisane. Wolno pokiwałam głową i spojrzałam na chłopaka.
- Już rozumiem dlaczego nie poszłam na biol-chem.
- Jesteś słodka - wyparował, po czym oboje oblaliśmy się rumieńcem. - Przepraszam.
- Nie ma za co - zaśmiałam się. - A ty to wszystko rozumiesz?
- Mniej więcej - odparł.
Zapadła martwa cisza. Co chwilę zerkałam na Nialla, próbując sprowokować go do rozmowy. Ale on wydawał się tego nie widzieć. Był zajęty tylko i wyłącznie swoim zeszytem. Zaczęłam rozglądać się dookoła. Jakaś zakochana para całowała się oparta o ścianę, kilka osób czytało książki, a bibliotekarka dziergała coś na drutach.
Nagle Niall gwałtownie zamknął książkę i chwycił mnie za rękę. Wzdrygnęłam się, ale nie wyrwałam jej z uścisku.
- [T.I.]..
- Niall?
- Wytłumaczysz mi wreszcie co jest między nami? - spytał, zaglądając mi głęboko w oczy.
Spuściłam wzrok. Żołądek właśnie wywrócił fikołka w moim brzuchu. Zrobiło mi się dziwnie gorąco i nagle zabrakło mi języka w gębie.
- Em... no cóż...
- [T.I.], proszę cię, nie chcę żyć w niepewności.
- Niall, bo to jest takie skomplikowane - spojrzałam na niego i mocno ścisnęłam jego dłoń.
- Ale [T.I.].. Po tamtym pocałunku myślałem, że ty też czujesz do mnie coś więcej, to samo co ja - szepnął. - Ale jeśli nie, to po prostu powiedz. To był tylko przypadek, tak? Cholerny przypadek.
- Przecież wiesz, że nic nie dzieje się przypadkiem - mrugnęłam do niego. A co tam, jak już mam mówić, to lepiej od razu pójść na całość. - Całkiem nieprzypadkiem cię pocałowałam i całkiem nieprzypadkiem czuję to samo co ty.
- Nie żartuj - krzyknął.
Ludzie w bibliotece spojrzeli na nas z wyrzutem.
- No nie żartuję - uśmiechnęłam się.
- To czy ja mogę.... - zaczął, ale zamknęłam mu usta pocałunkiem.
- Proszę przestać się całować! - usłyszałam za plecami.
Speszona obróciłam się do tyłu i ujrzałam rozzłoszczoną twarz dyrektorki. Wyszeptałam ciche przeprosiny, a potem szybko zabrałam swoje rzeczy i wyszłam przed szkołę. Niall został w środku. Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem i delikatnie dotknęłam warg czubkami palców. Nadal czułam na nich miękki dotyk ust blondyna.
Zamknęłam oczy, żeby jeszcze raz przypomnieć sobie tą chwilę. Nagle poczułam, jak ktoś delikatnie obejmuje mnie ręką w pasie i całuje w policzek. Otworzyłam oczy i tak jak myślałam, zobaczyłam Nialla. Mocno wtuliłam się w jego ciepłe ciało i pozwoliłam, by składał na mojej szyi słodkie pocałunki.
- Wiesz... Już więcej nie trzymaj mnie w takiej niepewności.
Delikatnie skinęłam głową i jeszcze raz go pocałowałam.
Także ten, przepraszam że wyrwane z kontekstu.
A. ♥
Tak okropnie Was przepraszam za to że nie pisałam, tak okropnie okropnie okropnie mi głupio, że podczas pisania tego, aż się popłakałam. No ale to wszystko wina mojego kochanego komputerka, który wiecznie się psuje i w momencie w którym wchodziłam na obojętnie jakiego bloga na blogspocie, automatycznie się wyłączał <kocham cię mój komputerku -.-> A więc, teraz robię wielki come back, co prawda... imagin może nie zwala z nóg, a na pewno nie dorasta do pięt temu: http://dark-fanfiction.blogspot.com/ NO BŁAGAM, TAK ZAJEBISTE COŚ, TO MÓGŁ NAPISAĆ TYLKO ANIOŁ! ♥
- Cześć - wyszeptał Niall, tak cicho, że musiałam się domyślać co powiedział.
Odpowiedziałam mu skinieniem głowy i gestem zaproponowałam mu, żeby się przysiadł. Niepewnie usadowił się na krześle naprzeciwko mnie i rozłożył książkę do chemii na stole. Przyjrzał się uważnie układowi pierwiastków, po czym zanotował coś swoim starannym pismem na marginesie zeszytu.
Był trochę skrępowany w moim towarzystwie. Zauważyłam to po tym, jak często przeczesywał palcami swoje włosy i gdy mówiąc coś, intensywnie pocierał kark. Starałam się dodać mu otuchy ciepłym uśmiechem, ale to chyba nie działało. Nie chciałam żeby tak było.
- Co tam? - zapytałam, dyskretnie zerkając na jego notatki.
- Mam dzisiaj sprawdzian - wskazał na książkę. - I takie głupie przeświadczenie, że nic nie umiem - uśmiechnął się, nerwowo przygryzając dolną wargę.
- Znam to - zachichotałam. - Pokaż, z czego?
- A nie wiem, zobacz sobie - odparł i przesunął podręcznik w moją stronę.
Zerknęłam do książki i nieudolnie próbowałam zrozumieć to co było w niej zapisane. Wolno pokiwałam głową i spojrzałam na chłopaka.
- Już rozumiem dlaczego nie poszłam na biol-chem.
- Jesteś słodka - wyparował, po czym oboje oblaliśmy się rumieńcem. - Przepraszam.
- Nie ma za co - zaśmiałam się. - A ty to wszystko rozumiesz?
- Mniej więcej - odparł.
Zapadła martwa cisza. Co chwilę zerkałam na Nialla, próbując sprowokować go do rozmowy. Ale on wydawał się tego nie widzieć. Był zajęty tylko i wyłącznie swoim zeszytem. Zaczęłam rozglądać się dookoła. Jakaś zakochana para całowała się oparta o ścianę, kilka osób czytało książki, a bibliotekarka dziergała coś na drutach.
Nagle Niall gwałtownie zamknął książkę i chwycił mnie za rękę. Wzdrygnęłam się, ale nie wyrwałam jej z uścisku.
- [T.I.]..
- Niall?
- Wytłumaczysz mi wreszcie co jest między nami? - spytał, zaglądając mi głęboko w oczy.
Spuściłam wzrok. Żołądek właśnie wywrócił fikołka w moim brzuchu. Zrobiło mi się dziwnie gorąco i nagle zabrakło mi języka w gębie.
- Em... no cóż...
- [T.I.], proszę cię, nie chcę żyć w niepewności.
- Niall, bo to jest takie skomplikowane - spojrzałam na niego i mocno ścisnęłam jego dłoń.
- Ale [T.I.].. Po tamtym pocałunku myślałem, że ty też czujesz do mnie coś więcej, to samo co ja - szepnął. - Ale jeśli nie, to po prostu powiedz. To był tylko przypadek, tak? Cholerny przypadek.
- Przecież wiesz, że nic nie dzieje się przypadkiem - mrugnęłam do niego. A co tam, jak już mam mówić, to lepiej od razu pójść na całość. - Całkiem nieprzypadkiem cię pocałowałam i całkiem nieprzypadkiem czuję to samo co ty.
- Nie żartuj - krzyknął.
Ludzie w bibliotece spojrzeli na nas z wyrzutem.
- No nie żartuję - uśmiechnęłam się.
- To czy ja mogę.... - zaczął, ale zamknęłam mu usta pocałunkiem.
- Proszę przestać się całować! - usłyszałam za plecami.
Speszona obróciłam się do tyłu i ujrzałam rozzłoszczoną twarz dyrektorki. Wyszeptałam ciche przeprosiny, a potem szybko zabrałam swoje rzeczy i wyszłam przed szkołę. Niall został w środku. Uśmiechnęłam się do siebie pod nosem i delikatnie dotknęłam warg czubkami palców. Nadal czułam na nich miękki dotyk ust blondyna.
Zamknęłam oczy, żeby jeszcze raz przypomnieć sobie tą chwilę. Nagle poczułam, jak ktoś delikatnie obejmuje mnie ręką w pasie i całuje w policzek. Otworzyłam oczy i tak jak myślałam, zobaczyłam Nialla. Mocno wtuliłam się w jego ciepłe ciało i pozwoliłam, by składał na mojej szyi słodkie pocałunki.
- Wiesz... Już więcej nie trzymaj mnie w takiej niepewności.
Delikatnie skinęłam głową i jeszcze raz go pocałowałam.
Także ten, przepraszam że wyrwane z kontekstu.
A. ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)