sobota, 6 lipca 2013

Chyba Niall, albo Harry..NIE WIEM. :D

Tam taram tam tam, mam nadzieję że teraz nie będziecie narzekać że ten imagin jest krótki! :D Kocham Was <3 Następny prawdopodobnie w poniedziałek, ostatni przed wyjazdem. :*
KLIK.♥


   Do domu chłopaków doczołgałam się w dziesięć minut. Nacisnęłam na klamkę, ale drzwi nie ustąpiły. Zapukałam. Nic. Zadzwoniłam. Nic. Zauważyłam, że w kuchni jest otwarte okno.  Przeszłam przez starannie wypielęgnowane rabatki Zayna i stanęłam pod oknem. Wrzuciłam torbę do środka, a sama złapałam framugę i podciągnęłam się na rękach. Włosy opadły mi na twarz. Sapnęłam i przełożyłam jedną nogę przez parapet. Potem drugą. I wreszcie znalazłam się w środku. Dom zionął pustką. Jedynym dźwiękiem jaki dało się słyszeć było miarowe tykanie zegara.

- Niall? Harry? - zawołałam. Odpowiedziała mi cisza.

   „Coś jest nie tak”- pomyślałam. Podniosłam z podłogi torby z ubraniami i poszłam w głąb domu, do gabinetu w którym zazwyczaj przesiadywał Harry. Uchyliłam drzwi i zajrzałam do środka. Nikogo nie było. Poczłapałam na górę. Stanęłam przed drzwiami sypialni Nialla z napisem: „Tu mieszka Niall. Wchodzić tylko z jedzeniem”. Zapukałam, ale również nikt mi nie odpowiedział. Potem przeszłam do pokoju Zayna i Perrie. Zapukałam. Nic. Pokój Louisa i Eleanor? To samo. Pusto. Nikogo nie ma. Zostały tylko trzy łazienki – na parterze, pierwszym i drugim piętrze. No i piwnica. Zajrzałam do jednej z łazienek. Nikogo nie było. W drugiej i trzeciej to samo. Nieźle się przestraszyłam. Na samym końcu weszłam do swojej sypialni. Usiadłam na podłodze, oparłam głowę o szafę i zamknęłam oczy. Przesiedziałam tak chyba dwadzieścia minut, po czym poszłam ogarnąć się do łazienki. Opłukałam twarz zimną wodą, rozczesałam włosy i poszłam do salonu, pooglądać filmy. O ile dobrze pamiętam, nie mieliśmy dzisiaj nic do zrobienia... Wytłumaczyłam sobie brak żadnych domowników chęcią pobycia ze znajomymi. Kurczę no, nie mam co robić, więc siedzę w bluzce Nialla na kanapie i obgryzam paznokcie. Szałowo.
   Nagle usłyszałam, jak ktoś przekręca klucz w zamku. Szybko wyłączyłam telewizor, w którym i tak nie leciało nic ciekawego. Z hallu dobiegł do mnie dziewczęcy śmiech i zasapany głos Harry'ego:

- Spokojnie Meg, nikogo nie ma – powiedział.
- Na pewno? - spytała rzekoma Meg.
- Na sto procent.

   Siedziałam cicho, tak by mnie nie zauważyli. Zerknęłam w ich stronę. Dziewczyna była tlenioną blondynką w obcisłej czarnej spódniczce i turkusowej bluzce. Całowali się. A raczej obściskiwali się. Harry nie miał już na sobie marynarki. Leżała na podłodze, przygnieciona osiemdziesięciocentymetrowymi szpilkami tej dziuni. Rozbierając siebie nawzajem wczołgali się na schodach do góry i najpewniej zniknęli w sypialni Harry'ego. Po jakichś pięciu minutach z góry dobiegło mnie postękiwanie. Następnie na przemian namiętne krzyki „Och, Harrry!” i stukanie podskakującego łóżka. Masakra. Musiało być naprawdę gorąco. Walnęłam głową w stół i syknęłam z bólu. No, pięknie. Będę miała rozwalone czoło.
   Spojrzałam na zegar. Dochodziła 19:00. Okej, czyli najpewniej ta dziewczyna zostanie u nas na noc, a potem rano będę musiała zrobić jej śniadanie. Super. Harry pewnie nawet jej nie zna i kręcą go tylko jej piersi i zgrabny tyłek. A ona leci na jego kasę. Nie ma to jak „prawdziwa” miłość.
   Zwlekłam się z kanapy i poszłam do lodówki po sok pomarańczowy. Nalałam sobie szklankę i powoli wypiłam. Drzwi znowu się otworzyły. Do domu weszli Eleanor i Lou. Przywitali się ze mną uściskami.

- Co tak jęczy? - spytał Louis.
- Meg – odparłam zdawkowo.
- Kim jest Meg? - chciała wiedzieć Eleanor.
- Tlenioną blondyną w stringach.
- Wolę nie wiedzieć skąd wiesz że ma stringi - wyszczerzył się Lou.
- Aha – powiedziała El i zamilkła. - Nie można im powiedzieć, żeby byli ciszej?
- Jak chcesz, to sama to zrób – zaproponowałam.
- Ja chcę! - wyrwał się Louis.

   Usiedliśmy razem na kanapie. No i tak oto znów przyczepiłam się do pary. Każdy kogoś ma. Liam ma Danielle, Lou ma Eleanor, Zayn ma Perrie, Niall ma jedzenie, nawet Harry ma tą swoją Meg. A ja? Nie mam nikogo.
   Wyjęliśmy Monopoly i zaczęliśmy grać. Za każdym razem gdy Louisowi udało się wykupić miasto, cieszył się jak mały dzieciak. Jest przesłodki.
   Drzwi otworzyły się po raz trzeci od mojego powrotu i do domu dostał się duszący zapach papierosów. Czyli przyszedł Zayn. Wszedł do salonu sam, bez Perrie. Widząc nasze pytające spojrzenia powiedział:

- Jest u rodziców.
- A – skomentował Louis krótko. - Umyj się i przyjdź do nas. Gramy w Monopoly.
- Ta, spoko.

   Zayn zniknął w drzwiach łazienki. Wróciliśmy do gry bez niego, w pełni przekonani że nie przyjdzie. Przysiadł się do nas i z obrażoną miną sięgnął po pionka.

- Zapomnieliście o mnie?
- Nie, skądże! - zapewnił go szybko Lou.
- Ta, jasne.
- Często mówisz „ta” - zauważyłam.
- Ta – odpowiedział.

   Wyszczerzyłam się do niego i rzuciłam kostką. Stanęłam na różowym polu wykupionym przez Louisa.

- Płacisz! Płacisz! - wydarł się na cały głos. - 23 dolary!
- Dobrze, dobrze – uspokoiłam go.
- Czemu 23? - spytał Zayn. - Przecież jest napisane 17.
- 17? - zdziwiłam się. - Ty oszuście! - rzuciłam w chłopaka orzeszkami.
- Mamo, ona mnie bije! - wrzasnął i zrewanżował się tym samym. - Widzisz jak to przyjemnie?
- Ta – odparł zdawkowo Zayn.
- Serio stary, to wkurza – klepnął go Lou.
- Co poradzić? - wzruszył ramionami.

   Potem jeszcze przez dłuższy czas graliśmy w Monopoly aż w końcu do domu przyszedł Niall. Gwizdał WMYB i trzymał w ręce siatkę z Nando's. Widząc nas uśmiechnął się i nie zdejmując butów wszedł no kuchnio-salonu. Postawił reklamówkę na blacie i wyciągnął z niej dwie kanapki. Uśmiechnął się nieśmiało i jedną podał mi.

- Przepraszam że nie nie mam nic dla was. Nie wiedziałem, że tak szybko wrócicie – wyjaśnił.
- Niall, czy ty czasem nie miałeś zjeść sam obu kanapek? - spytałam.
- Miałem, ale pomyślałem, że może jesteś głodna – przyznał. - Poza tym, ładna bluzka [T.I.], gdzieś już ją widziałem.
- Dzięki. Grasz z nami?
- Pewnie, tylko ściągnę buty.

   Już po minucie w piątkę siedzieliśmy na dywanie. Niall usadowił się obok mnie i powoli jadł kanapkę. Rzuciłam mu ciepły uśmiech i odgryzłam kawałek swojej.

- Będziesz jadła całą? - spytał, gdy już skoczył pałaszować.
- Nie.. Chyba nie – odparłam i podałam mu ją.
- Dzięki – cmoknął mnie w policzek i zatopił zęby w bułce.

   Zayn i Lou wymienili spojrzenia, których znaczenia nie mogłam odszyfrować. Rzuciłam kostką i przesunęłam pionek o odpowiednią ilość pól. Po mnie zrobił to Zayn, następnie El, Lou i Niall. A potem do środka wparowali Liam z Danielle.

- Gracie z nami? - spytaliśmy zgodnie.
- Pewnie – odpowiedział Liam.

   No i graliśmy w siódemkę. Zaczęły kończyć się pionki. Danielle zmuszona była grać okrętem wojennym. Zmarszczyła nos, ale nic nie powiedziała i chwała jej za to. Lou pewnie obrzuciłby ją orzeszkami. Gdy już skończyły się miejsca do wykupienia, przestaliśmy grać. Lou z El i Dan z Liamem poszli na górę do swoich sypialni, a ja z Niallem i Zaynem zostaliśmy na dole. Zauważyłam, że jęki ucichły. Albo skończyli, albo po prostu zrobili sobie chwilkę przerwy. Zrobiło mi się zimno.

- Idę po sweter – rzuciłam.
- Okej. Jakby co, nie ruszamy się stąd – powiedział Niall.

   Wdrapałam się po schodach na górę i weszłam do swojej sypialni. Wyjęłam z szuflady granatowy sweter i wciągnęłam go na górę. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziwszy, że nie wyglądam już jak trup, ale półżywy człowiek, zeszłam na dół.
   Niall i Zayn szeptali coś do siebie. Na mój widok gwałtownie zamilkli i uśmiechnęli się głupawo. Wiedziałam, że rozmawiali o mnie. Usiadłam obok Nialla po turecku i westchnęłam. Zayn włączył jakiś dziwny film. Chyba melodramat. Niall skrzywił się patrząc w ekran, na którym widać było dwoje namiętnie całujących się ludzi w strojach stylizowanych na te z XVIII wieku.

- Zayn, przełącz to – poprosił. - Już nie mogę na to patrzeć.
- Wygląda ohydnie – przytaknęłam. Ludzie na ekranie dosłownie się pożerali.
- Już, już – odpowiedział bez entuzjazmu.

   Nagle w całym domu zgasło światło.

- Co do cholery?! - usłyszeliśmy głos Harry'ego.
- Światło zgasło! - krzyknął Niall.
- No co ty nie powiesz? - szepnęłam, przysuwając się bliżej niego. Bałam się ciemności.
- Niall napraw to! - wrzasnął Zayn.
- A co ja zrobiłem?
- Nie wiem, napraw to!
- Ale jak?
- No kurde Niall, chyba ci powiedziałem! - zaczął wrzeszczeć.
- Ja wieeem – odparł Niall z tryumfem. - Ty się boisz ciemności! - zaśmiał się i pacnął Zayna w ramię.
- Znajdę świeczkę – zaproponowałam.

   Przeszłam może z pięć kroków, kiedy potknęłam się o coś i wylądowałam na podłodze. Stłukłam sobie biodro.

- Cholera – wymruczałam.
- Nic ci nie jest? - spytał Niall.
- Nie wiem – odparłam zgodnie z prawdą.

   Jego silne ramiona dźwignęły mnie do góry. Rozmasowałam stłuczoną kość i w zamian chciałam dać mu całusa w policzek. Przez wszechogarniającą nas ciemność niewiele widziałam i dlatego zamiast na policzek, trafiłam na usta. Nie żeby mi to przeszkadzało. Przeszło mnie elektryzujące ciepło w momencie gdy nasze wargi się zetknęły. Chociaż trwało to może sekundę, było niezwykłe.

- P-przepraszam – wydukałam.
- Nie ma za co – czułam jak się uśmiecha.
- Mam latarkę! - krzyknął Zayn. Omiótł nas światłem. - Uu, gorąco.
- Cicho Zayn – skarcił go Niall z uśmiechem na twarzy.
- Ta, bo niby nic do niej nie czujesz.

   Zarumieniłam się i odsunęłam się od chłopaka. Niall również zrobił krok do tyłu i wpadł na blat. Skrzywił się niemiłosiernie i potarł stłuczone miejsce dłonią. Uśmiechnęłam się nieśmiało i spojrzałam na Zayna. W jednej ręce trzymał latarkę, w drugiej paczkę papierosów.

- Idę zapalić – powiedział.
- Zabierz mu fajki! Zabierz mu! - krzyknął Niall.
- Nawet się nie waż – posłał mi groźne spojrzenie i wyszedł, zostawiając nas w ciemności.

   Przysunęłam się do Nialla. Głupi Zayn, zostawił mnie w ciemności, całą poobijaną. Postanowiłam się do niego nie odzywać gdy już wróci.

- Niall – zaczęłam.
- Co?
- Boję się ciemności.
- Ty też? - zaśmiał się i podszedł krok bliżej. - Nie martw się, tu jest bezpiecznie. Poza tym, światło powinno lada moment...

   Zanim skończył wypowiadać to zdanie, nastała światłość. I znów zaczęły się jęki. Harry i Meg najwyraźniej bawili się znakomicie.

- Wrócić... Kurde, nie mogliby przestać? - odparł Niall zrezygnowany.
- Ich pytaj.

   Otworzyłam lodówkę i wyjęłam sok pomarańczowy. Popatrzyłam na Nialla i złapałam go na przyglądaniu się mi. Nalałam płynu do dwóch szklanek i jedną podałam chłopakowi. Chwilę patrzyłam w jego hipnotyzujące niebieskie oczy, a potem dałam mu pstryczka w nos i poszłam do siebie na górę.
   Wyciągnęłam spod poduszki piżamę na którą składały się krótkie spodenki i stara o wiele za luźna bluzka i poszłam wziąć prysznic. Szybko umyłam się w gorącej wodzie, wyszorowałam zęby i rozczesałam włosy. Wsłuchałam się w jęki, które stały się trochę cichsze. Nie ma co, bawili się znakomicie, już jakieś pięć godzin. Zadziwiające, jeśli słucha się tego długo, to potem nie zwraca się uwagi. Fajnie. Bo nie wiem ile bym wytrzymała.
   Kiedy wróciłam do swojej sypialni, spotkałam w niej Nialla. Siedział na moim łóżku i bawił się parą frotowych skarpetek które kiedyś wrzuciłam pod łóżko.

- Co ty tu robisz? - spytałam i zaczęłam się śmiać.
- Mogę spać z tobą? - poprosił.

   Westchnęłam. Spojrzałam na niego i widząc jego minę, zmiękłam.

- Możesz - odparłam.
- Dziękuję [T.I.] - szepnął i delikatnie pocałował mnie policzek.
- Niall?
- Tak? - spojrzał na mnie z czułością.
- Słodki jesteś - wyszeptałam i ułożyłam się obok niego na łóżku.

    Zasnęłam.

A.♥

piątek, 5 lipca 2013

Zayn.♥

Hejka hej.. Właśnie spełniło się moje największe marzenie, tralalala!
We wtorek jadę do Londynu! ^^
No więc, od wtorku, aż przez dwa tygodnie nie będę niczego dodawać. :c
A Wy jakie macie plany na wakacje? :*
DLA ANGELI, BO ZAYN.
KLIK.♥

"If you wanna know
If he loves you, so...
It's in his kiss!"

   Początki zawsze są najtrudniejsze. No po prostu zawsze.
   Wczoraj powiedzieliśmy sobie "kocham", wczoraj pierwszy raz się pocałowaliśmy, wczoraj... Po prostu wczoraj wszystko się zaczęło. Dzisiaj znowu mam się z nim spotkać. No i ten tego... boję się. Nie wiem jak mam się zachować, czy pocałować go na powitanie, czy raczej jeszcze nie?
   Boże, ratunku.
   Idę w stronę Trafalgar Square. Do naszego spotkania coraz bliżej i z każdą sekundą moje ręce zaczynają się coraz bardziej trząść. Zastanawiam się czy nie uciec, a potem zadzwonić do niego z wymówką że jestem chora. Nie, to byłoby nie w porządku wobec niego.
   Dawaj [T.I.], to wcale nie będzie takie trudne.

- Cześć mała - usłyszałam radosny szept zaraz przy moim uchu.

   Tak mnie to przestraszyło, że aż podskoczyłam i przez przypadek nadepnęłam Zaynowi na stopę.

- Cześć Zayn, strasznie cię przepraszam - wydukałam i zaczęłam nerwowo pocierać kark. - Nic ci się nie stało?
- Jeszcze żyję, więc raczej wszystko w porządku - zaśmiał się i chwycił mnie za rękę. - To gdzie idziemy?
- Gdzie chcesz - uśmiechnęłam się nieśmiało i spojrzałam mu w oczy.
- Czyli do Nando's - mruknął i pocałował  mnie w policzek.

   Stado motyli w moim brzuchu poderwało się do lotu. Ojejku, to takie cudowne uczucie.
   Delikatnie zacisnęłam palce na jego dłoni i dałam się poprowadzić wzdłuż ulicy. Mijamy rozwrzeszczane fanki, ciekawskich Wietnamczyków, zagubionych turystów, matki z dziećmi, grupki głośnych nastolatków, studentów zarabiających na życie roznoszeniem ulotek, bogatych biznesmenów i perfekcyjnie ubrane prawniczki. Kocham Londyn za to że mogę w nim spotkać tylu różnych ludzi, z różnymi osobowościami, stylami i sposobami życia.
   Doszliśmy do Nando's. Zdziwiło mnie to, że mogliśmy spokojnie dojść do kasy i złożyć zamówienie, nie musząc uciekać przed skaczącymi z euforii fankami. Kiedy usiedliśmy przy stoliku, nadal nic się nie działo. Było podejrzanie cicho i spokojnie. Najbardziej zastanawiające było to, dlaczego w porze obiadowej w środku nie było nikogo oprócz nas.

- Zayn... - zaczęłam posyłając mu nieśmiały uśmiech. - Co z robiłeś z fankami?
- Nic? - próbował mnie zbyć, ale tajemniczy błysk w jego oku go zdradził.
- Malik, co ty z nimi zrobiłeś? - zaśmiałam się.
- Wynająłem tą restaurację tylko dla naszej dwójki na kilka godzin, żebyśmy mogli chociaż raz porozmawiać w spokoju - wyszczerzył zęby w uśmiechu i nachylił się żeby delikatnie mnie pocałować.
- Jesteś głupi - zachichotałam.
- Chciałem dobrze - zasmucił się i złożył usta w podkówkę.
- I jest dobrze - uśmiechnęłam się pocieszająco i chwyciłam go za dłoń.

   Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, zaabsorbowani zawartością swoich talerzy. Nie był to żaden wykwintny posiłek, w końcu poszliśmy tylko do Nando's. Jednak w towarzystwie Zayna wszystko smakowało lepiej.

- Jesteś zdenerwowana? - spytał po pewnym czasie.

    Skinęłam głową, a na moją twarz wkradł się krwistoczerwony rumieniec.

- Dlaczego? - uniósł brwi ze zdumienia i potarł ręką brodę, tak jakby się nad czymś zastanawiał. - Jestem aż tak... onieśmielający?
- Nie w tym rzecz, Zayn - odparłam.
- A więc?
- Jesteśmy razem od niedawna.. Nie wiedziałam jak powinnam się zachowywać - wyparowałam.
- A czy to, że jesteśmy razem oznacza że musimy się zachowywać inaczej niż wtedy gdy byliśmy przyjaciółmi? - spytał. Wzruszyłam ramionami i spuściłam wzrok. - [T.I.], nie chcę żebyś była przy mnie skrępowana.
- Ja też nie chcę - przyznałam.
- To dlaczego jesteś? - spojrzał na mnie swoim przenikliwym wzrokiem.
- Hm... - zająknęłam się i przygryzłam wargę. - Zejdźmy z tego tematu.
- [T.I.], przestań. To nie jest dobre wyjście.

   Westchnęłam.

- Przecież znasz mnie najlepiej ze wszystkich - odparł. - Niemal tak samo dobrze jak ja znam siebie samego. Więc dlaczego do jasnej cholery, zachowujesz się tak dziwnie?!
- Nie krzycz na mnie - poprosiłam.
- Przepraszam. Nie chcę cię onieśmielać, chcę żebyś nadal traktowała mnie tak jak wcześniej, rozumiesz [T.I.]? - powiedział nieco łagodniej.
- Rozumiem Zayn. Przykro mi że tak wyszło - wyszeptałam.
- Nic się nie stało - mruknął i chwycił mnie za rękę.

   Ciśnienie automatycznie mi skoczyło. Zayn pochylił się nad stołem i pocałował mnie długo i namiętnie. Powinnam wtedy myśleć o tym, że ludzie z ulicy się na nas gapią, że kelnerka stojąca przy ladzie robi nam zdjęcia, że usta Zayna są niesamowicie miękkie i o tym jak on ślicznie pachnie, ale.. Faktem było to, że nie pomyślałam absolutnie o niczym poza "och!", "mmm!" i "jeszcze!".
   Jednym słowem, pocałunek Malika odebrał mi umiejętność logicznego myślenia.
   Kiedy oderwaliśmy się od siebie, cicho jęknęłam.

- O Boże... - wyrwało mi się.
- Co jest? - zaśmiał się.
- To było...
- Jakie [T.I.]?
- Takie... niesamowite - wydukałam.
- Jesteś urocza jak się tak jąkasz - uśmiechnął się.

   Zarumieniłam się po raz setny od naszego spotkania.

- No i jak ja mam się normalnie zachowywać jeśli jednym głupim pocałunkiem sprawiasz że przestaję myśleć?
- Chyba będę musiał się do tego przyzwyczaić - wymruczał.
- Albo skończyć z całowaniem - odparłam.
- Zapomnij - zaśmiał się.


A.♥

sobota, 29 czerwca 2013

Harry. ♥

Imagin dla @Ola_Tuszynska <3
Mam nadzieję Ci się spodoba ^^
No i jak misiaczki? Czujecie wakacje?
KLIK.♥


- Nie będę więcej powtarzać, wyjdź - wycedziłam i rzuciłam w niego piękną drewnianą ramką z naszym zdjęciem. Pewnie w innej sytuacji nawet bym o tym nie pomyślała, bo ta ramka była jedną z rzeczy które wielbiłam i traktowałam jak święte relikwie, no ale...
- [T.I.]... - Harry stał przede mną osłupiały co chwilę przenosząc wzrok to na mnie, to na ramkę. - Nie wierzę.
- Może czas zacząć - fuknęłam. - Nie słyszałeś? Wyjdź.
- Ale...
- Nawet nie próbuj mi wciskać że mnie kochasz - zadrwiłam. - Bo gdybyś mnie kochał, nigdy byś mnie nie zdradził - dodałam.
- NIE ZDRADZIŁEM CIĘ! - krzyknął. - Nigdy bym cię nie zdradził.
- Wyjdź.

   Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Nie chciałam pokazywać Harry'emu że płaczę, bo to oznaczałoby że przegrałam. Nie chciałam okazywać słabości. Nigdy tego nie robiłam.
   Harry spojrzał na mnie ponuro i wyszedł, zabierając ze sobą połowę mojego życia. Poczekałam aż zatrzaśnie za sobą drzwi frontowe i wsiądzie do samochodu, żeby mieć pewność że już sobie poszedł. Żeby móc zacząć płakać.
   Gdy już odjechał, rzuciłam się na łóżko i próbowałam płakać, jednak łzy za nic nie chciały napłynąć do oczu. Wstałam z łóżka i zaczęłam nerwowo spacerować po pokoju. Chciałam wrzucić ramkę z naszym wspólnym zdjęciem pod szafę, ale gdy kopnęłam nogą w miejsce gdzie wcześniej leżałam, natrafiłam na pustą przestrzeń. Pewnie Harry wziął ją ze sobą gdy wychodził.
   I dobrze.
   Rozejrzałam się po pokoju. Wszędzie widziałam rzeczy które kojarzyły mi się z Harrym. Jego czarna koszula rozłożona na krześle, jeden z jego butów wrzucony niedbale pod biurko, miliony jego zdjęć przyczepionych do tablicy korkowej... Wszędzie Harry.
   A niby byliśmy razem tacy szczęśliwi, mówił że mnie nie opuści. I co? Przespał się z jakąś cholerną plastikową blondynką w klubie. Teraz próbował wcisnąć mi kit, że niczego takiego nie pamięta. Ale jego wymówki nie mają sensu. Już przestałam mu wierzyć.

*NASTĘPNEGO DNIA*

   Po przepłakaniu całego wieczora a następnie całej nocy, wreszcie udało mi się doprowadzić się do względnego porządku. Umyłam włosy, uczesałam je w niedbałego warkocza, włożyłam na siebie nowe jeansy i luźną kwiecistą koszulę i postanowiłam pójść z przyjaciółką do Starbucksa. Miałyśmy się tam spotkać o 14, czyli... za dziesięć minut.
   Cholera jasna, jak zwykle się spóźniam.
   Gdy tylko weszłam do Starbucksa, napotkałam współczujące spojrzenie [I.T.P.]. Nienawidziłam współczucia. Ale zacisnęłam zęby. Usiadłam naprzeciwko niej, ale zamiast przyjaznego powitania usłyszałam tylko:

- Już wiem o wszystkim, nie przejmuj się.

   Prychnęłam. To były chyba najgorsze słowa jakie mogłam usłyszeć w tej sytuacji. Lekko poirytowana zaczęłam nerwowo stukać paznokciami o blat stolika przy którym siedziałyśmy.

- Jak ty to wszystko znosisz? - spytała i spojrzała na mnie z miną typowego psychologa.
- Znacznie lepiej niż myślisz - wycedziłam. - Idę zamówić sobie kawę - odparłam i poszłam do kasy.

   Gdy już złożyłam zamówienie i wracałam do stolika, nagle ktoś na mnie wpadł. Upadłam na ziemię, przewracając jeszcze parę innych osób.

- Przepraszam kochanie - usłyszałam przy uchu cichy szept. Harry.
- Nic mi nie jest - odparłam chłodno i zdecydowanym krokiem ruszyłam w stronę naszego stolika.
- [T.I.], posłuchaj mnie - krzyknął i złapał mnie za rękę.
- Nie mam zamiaru się tutaj z tobą kłócić, Harry - powiedziałam cicho, tak żeby tylko on mógł to usłyszeć.
- Jak nie tutaj, to gdzie? Przecież wiem, że nie będziesz chciała się ze mną spotkać, a ja po prostu muszę ci to wszystko wyjaśnić.
- No to słucham - skrzyżowałam ręce na piersi i wbiłam w niego najbardziej przenikliwe spojrzenie na które było mnie stać.
- Ja wcale nie przespałem się z żadną dziewczyną, nawet bym o tym nie pomyślał, bo kocham tylko ciebie i  ty mi w zupełności wystarczasz - szepnął.
- W takim razie jak wytłumaczysz to, że w twojej szafie znalazłam czerwoną koronkową bieliznę? - spojrzałam na niego z ukosa.

   On zamiast być zakłopotany, zaczął się śmiać.

- To naprawdę takie zabawne?
- Jezu, [T.I.]...
- O co ci chodzi?
- Bo ja to kupiłem dla ciebie! I chciałem ci to dać na urodziny! - zaśmiał się i mocno mnie przytulił.

    Zamrugałam kilka razy z niedowierzania.

- Możesz powtórzyć?
- Tą śliczną koronkową bieliznę kupiłem dla ciebie na urodziny - sapnął.
- Jesteś debilem! - krzyknęłam. - A ja myślałam że mnie zdradzasz.
- Kocham cię - szepnął i pocałował mnie w czubek nosa.
- Ja ciebie też - odszepnęłam i zaczęłam płakać.

   Głupia ja.

A.♥

czwartek, 13 czerwca 2013

Niall. ♥

Hejka kochani.
Na początek należą się Wam ogromne przeprosiny, pewnie już się domyślacie za co. No właśnie, za to że tak długo nie pisałam. Niestety mój komputer odmówił współpracy i po prostu się ZEPSUŁ. Tak więc wszelkie skargi i zażalenia dotyczące bezsensowności i kompletnego braku jakiegokolwiek przesłania w tym imaginie możecie zwalić na mojego kochanego laptopa! Przez niego byłam zmuszona napisać coś na szybko, bo na gg i tt już mnie zamęczali. -.-
No ale kocham Was. <3
KLIK.♥



   Ze snu wybudziło mnie ciche pobrzdąkiwanie Nialla na gitarze. Przetarłam oczy i usiadłam na łóżku, kierując swój wzrok na tego cudownego blondyna z którym od jakiegoś czasu miałam okazję mieszkać.
   [T.I.] Horan... Niewiarygodne, że już za jakiś czas będę mogła podpisywać się tym nazwiskiem. Że już za kilka miesięcy ten dom będzie moim domem, a chłopak w którym podkochiwałam się odkąd skończyłam sześć lat będzie moim mężem. I będziemy razem na zawsze.
   Nasze oczy się spotkały. Widząc intensywne spojrzenie Nialla przypomniałam sobie wszystko z dzisiejszej nocy. Kilka godzin namiętności, chyba najlepszych w moim życiu.
   Przysunęłam się do blondyna i objęłam go rękami za szyję. Sunęłam rękami po jego umięśnionym torsie, zapamiętując każdy szczegół.

- Wyobrażasz sobie nas za kilka lat? - spytałaś chwytając go za rękę.
- Hm, chyba tak. Będziemy się nadal co trochę spotykać. Pewnie ty znajdziesz sobie męża, ja żonę... - odparł.


   Nie mogłam uwierzyć w jego słowa. Wydawało mi się, że jesteśmy idealną parą, a teraz nagle okazuje się, że pan Horan bierze nasz związek za jakiś pieprzony przelotny romans.

- Mhm - odparłam tylko i gwałtownie się od niego odsunęłam.
- Ej [T.I.], spokojnie - zaśmiał się i wystawił rękę żeby pogłaskać mnie po policzku, jednak szybko go odepchnęłam. - Przecież żartowałem - zmarszczył czoło i odłożył gitarę.
- Niall, na takie tematy się nie żartuje - obruszyłam się i spuściłam wzrok żeby tylko nie patrzeć mu w oczy.

   Pierwsza fala wściekłości już mnie opuściła. Teraz byłam tylko trochę nadąsana, ale nie zła. Mimo wszystko nie chciałam pokazać Niallowi że się nie gniewam, a wiem że gdybym na niego spojrzała, byłoby już po mnie. Może gdyby nosił papierową torbę na głowie byłoby mi łatwiej.

- Księżniczko... - wyszeptał, delikatnie muskając ustami moje usta. 

   Mocniej zacisnęłam powieki, byleby tylko na niego nie patrzeć.

- Popatrz na mnie kochanie - poprosił, a kiedy nie zareagował, ujął mój podbródek w obie dłonie i delikatnie mnie pocałował. 

   Dobra, wymiękłam. 
   Otworzyłam oczy i od razu rozpłynęłam się w intensywnie niebieskich tęczówkach Nialla. Boże, dlaczego on jest taki zniewalająco idealny?

- Patrzę - uśmiechnęłam się.
- Cieszę się - odparł. - [T.I.], zrozum, to był tylko głupi żart...
- Bardzo głupi - przerwałam mu i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Bardzo głupi, masz rację, a ty za bardzo się nim przejęłaś - zaśmiał się. Spojrzałam na niego z ukosa. 
- Nie pogrążaj się, Horan - wycedziłam.
- Ale [T.I.], to nie powinno mieć znaczenia, bo liczy się tylko to, że cię kocham - uśmiechnął się delikatnie i powoli przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze. - Najmocniej na świecie. I mam nadzieję że z wzajemnością.

   W odpowiedzi delikatnie pokiwałam głową i zamknęłam oczy czekając na pocałunek. 
   Nie nastąpił.
   Zdezorientowana otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą czerwone pudełeczko w kształcie serca. Przeniosłam wzrok na Nialla. Uśmiechał się, ale był trochę przestraszony.

- Nie wiedziałem czy to odpowiedni dzień, ale..
- Tak głupku, tak! - krzyknęłam i pocałowałam go tak czule jak jeszcze nigdy wcześniej.

   No. I jest pięknie. 

A.♥