Miałam go dodać w zasadzie już w połowie października... A tak jakoś wyszło, że jest prawie połowa stycznia następnego roku, a ludzie czytający mojego bloga cały czas się o niego upominają... Więc napisałam, mimo że wcale nie miałam na niego pomysłu i ogólnie takie zakończenie nie bardzo mi się podoba, ale trudno.
TAK W OGÓLE TO HAPPY 21st BIRTHDAY ZEN! TO SPECJALNIE DLA CIEBIE, NA URODZINKI!
KLIK.♥
Puk puk.
Puk puk.
PUK PUK!
- Otwieram! - wrzasnęłam.
Jak można być takim idiotą, żeby dobijać się do moich drzwi w środku nocy?!
Leniwie stoczyłam się z łóżka na podłogę, tłukąc sobie przy tym przez przypadek kość ogonową. Wsunęłam na nogi puchate kapcie w kształcie owieczek, a na piżamę narzuciłam gruby kremowy sweter. Okej, możliwe, że nadal przypominam zombie, ale przynajmniej już nie tak bardzo jak zaraz po przebudzeniu.
Podchodząc do drzwi, rzuciłam okiem na zegarek. Wskazywał trzecią trzydzieści trzy. Wybornie.
Delikatnie nacisnęłam klamkę i wysunęłam głowę na korytarz. Za drzwiami nikogo nie było, a mimo to, pukanie nie ustępowało. Jakieś piętnaście sekund zajęło mi ogarnięcie, że ktoś stuka w okno, a nie w drzwi.
Podeszłam więc do okna i delikatnie je uchyliłam.
- Cześć piękna - usłyszałam.
Zayn.
- Co ty tu robisz? - spytałam, otwierając szerzej okiennice.
- Tęskniłem, wiesz? - rzucił zamiast odpowiedzi i podciągnął się na rękach tak, że teraz siedział na framudze, z nogami opartymi o komodę.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego, wdychając zapach jego perfum, miętowego mydła i papierosów. Miał na sobie czarną skórzaną kurtkę, białą koszulkę i obcisłe czarne rurki - strój, który diametralnie różnił się od tego, który zakładał na lekcje. W takim zestawie wyglądał... naprawdę gorąco.
Nadal nie mogę uwierzyć, że jesteśmy razem. Ja i Zayn. Zayn i ja. To wydaje się być niemożliwe: uczennica zakochana z wzajemnością w nauczycielu. A jednak. Razem z Zaynem łamiemy wszystkie stereotypy.
Jesteśmy ze sobą już trochę ponad pół roku, pomimo wszystkich związanych z tym trudności. Największą z nich jest to, że o naszym związku nie może wiedzieć absolutnie NIKT, zaczynając od moich rodziców, kończąc na pracownikach szkoły. Jest ciężko... ale kto powiedział, że nie będzie?
- Ja też tęskniłam - wymruczałam w jego ramię. - Coś się stało?
- Chciałem pogadać - odparł.
Nienawidzę tych dwóch słów. Zawsze mam wrażenie, że wróżą coś złego.
- O czym?
- O nas - powiedział.
Czyli, że moje wrażenie było dobre. Cholera jasna.
- Nie mogę już dłużej tak tego ciągnąć. Czuję się okropnie, cały czas okłamuję innych. Kobiety w moim wieku chcą się ze mną umawiać, a gdy mówię im, że kogoś mam, a nie mogę powiedzieć kogo, zazwyczaj uciekają ode mnie, bo boją się, że jestem nienormalny - wyznał.
- Czy ty... - szepnęłam, nie potrafiąc zapanować nad drżeniem głosu. - Właśnie chcesz powiedzieć mi, że ze mną zrywasz?
Zayn rzucił mi spojrzenie, którego nie potrafiłam rozszyfrować. Czy to znaczy, że trafiłam w dziesiątkę?
- [T.I.]... tak byłoby lepiej dla nas obojga, ty mogłabyś znaleźć sobie kogoś w swoim wieku, ja tak samo, ale...
- Rozumiem Zayn - przerwałam mu. - Od początku wiedziałam, że ten związek nie ma żadnego sensu. Ta różnica wieku... Jedenaście lat to jednak trochę dużo, nie sądzisz? Masz rację, lepiej nam będzie osobno. W szkole będziemy udawać, że nic się nie stało... - szlochałam.
Zayn otarł kciukiem łzę z mojego policzka.
- Nie o to mi chodziło, [T.I.] - mruknął wprost do mojego ucha.
- Jeśli nie o to... to co w takim razie miałeś na myśli? - spytałam na niego pytająco.
- Chciałem wreszcie przestać się ukrywać - szepnął. - Nigdy nie sądziłem, że nasz związek nie ma przyszłości... Ja... Ja po prostu... chciałbym, żeby to nie było zabronione. Żeby twoi rodzice mnie poznali, żeby twoi przyjaciele mnie poznali... Nie chcę się ukrywać, ale jeśli ty tego chcesz, zrozumiem.
- Dobrze wiesz, że ja też nie chcę niczego przed nikim ukrywać... Ale zobacz, za miesiąc kończę szkołę. Wraz z rozpoczęciem wakacji nasz związek stanie się... legalny.
- Albo mniej nielegalny - zaśmiał się Zayn. - Jeszcze tylko miesiąc, tak?
- Miesiąc - odparłam z uśmiechem na ustach.
Pocałowałam go.
niedziela, 12 stycznia 2014
czwartek, 9 stycznia 2014
Lou. 5
Heją!
No to tak, czwartek... Czwartki są fajne, no nie? Więc pomyślałam, że skoro czwartki są fajne, to mogę dodać dzisiaj imagina. Jest krótki, ale żeby Was pocieszyć, od razu zaznaczam, możliwe że to nie jest ostatnia część Lou!
UWAGA! Przed czytaniem proszę zaopatrzyć się w pudełko chusteczek higienicznych.
To tyle ode mnie, czytajcie. ♥
KLIK.♥
Louis:
Czekałem. Ale [T.I.] nie przyszła ani następnego dnia, ani dwa dni później, ani nawet trzy. A ja nadal czekałem. Może ja jednak nic dla niej nie znaczę? Może kłamała? Może mówiła to tylko dlatego, że było jej mnie żal i po prostu nie chciała mi sprawić przykrości? Nie wiem.
Każdego dnia czuję się coraz gorzej. Lekarze już przestali mówić, że wszystko będzie dobrze. Spisali mnie na straty. Już nie siadają obok mnie i nie rozmawiają ze mną o planach na przyszłość. Dlatego, że mojej przyszłości już nie będzie. Zostało mi kilka dni, które bez [T.I.] będą ciągnęły się w nieskończoność.
Gdy rano do mojej sali przyszła pielęgniarka ze śniadaniem, uprzejmie ją wyprosiłem, razem z talerzem apetycznie pachnących jajek. Skoro mam umrzeć, to jak najszybciej.
Dwie godziny później, do sali ktoś wszedł, wybudzając mnie ze snu. Miałem nadzieję, że to [T.I.], ale gdy otworzyłem oczy, zobaczyłem tylko zmartwioną twarz mojej mamy.
- Cześć - wyszeptałem i z powrotem zamknąłem oczy.
- Cześć kochanie. Jak się czujesz? - spytała.
Chciałem się jej odgryźć, ale nie miałem siły na wymyślanie swoich ironicznych ripost. Zamiast tego westchnąłem i przewróciłem się na prawy bok, nie przejmując się tym, że szpitalna aparatura wbija mi się w żebra.
- Louis? Wszystko w porządku? - pisnęła.
Zaczynała panikować. Nie chciałem jej martwić. Cholera jasna, jestem takim idiotą. Teraz muszę to wszystko odkręcić.
- Tak mamuś, w porządku - odparłem z największym entuzjazmem, na jaki było mnie stać. - Jestem po prostu zmęczony.
- To śpij syneczku - szepnęła i pogłaskała mnie po włosach, tak jak to robiła gdy byłem mały. - Słodkich snów.
Siedziała ze mną jeszcze przez kilka minut, a gdy stwierdziła, że zasnąłem, wstała i wyszła. Obróciłem się z powrotem na plecy i otworzyłem oczy. Zacząłem liczyć językiem zęby, żeby jakoś zabić nudę, ale to nie pomagało. Sięgnąłem ręką po kolorowy magazyn leżący na szafce przy łóżku. Otworzyłem go na pierwszej stronie i zacząłem czytać.
[T.I.]
Dzisiaj kończy mi się areszt domowy. Wreszcie!
Rodzice strasznie się wkurzyli, gdy kilka dni temu wróciłam do domu po północy i zabronili mi gdziekolwiek wychodzić przez jakiś czas. Aż do odwołania. Próbowałam im wytłumaczyć, że musiałam coś przemyśleć, że byłam w szpitalu u śmiertelnie chorego kolegi, ale nie potrafili tego zrozumieć. Myśleli, że ich okłamuję.
Jak mogłabym ich okłamać w takiej sprawie?
Mniejsza z tym. Całe szczęście, rodzice stwierdzili, że już wystarczająco długo nigdzie nie wychodziłam i odpokutowałam za swoje grzechy. Teraz jestem już wolna. I mam zamiar iść odwiedzić Louisa, żeby wynagrodzić mu te kilka dni nieobecności.
***
Drogę z domu do szpitala pokonałam w niecałe pół godziny, na wpół biegnąc, na wpół idąc. Na recepcji siedziała ta sama pielęgniarka (czy też recepcjonistka) co ostatnio, i gdy spytałam ją gdzie leży Louis, odpowiedziała mi tak samo jak wcześniej.
Tym razem nie fatygowałam się zbytnio i zamiast wbiegania po schodach, wybrałam windę. Była pusta i akurat stała na parterze. Weszłam do środka i wcisnęłam palcem wskazującym guziczek z wygrawerowaną na nim cyferką dwa.
Coś zaskrzypiało i winda ruszyła do góry. Kilkanaście sekund później drzwi się otworzyły, a ja znajdowałam się na drugim piętrze. Bez trudu znalazłam pokój Louisa. Niepewnie nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka.
Leżał tam, blady jak ściana, z zamkniętymi oczami. Pomyślałam, że spóźniłam się, że go już nie ma, że wszystko stracone. Wpadłam w panikę. Tak bardzo się przestraszyłam, że nawet nie usłyszałam miarowego pikania aparatury. On żyje. Żyje!
- [T.I.]? - usłyszałam jego cichutki głos. - Czy ja śpię?
- Nie śpisz - odparłam.
Podeszłam do niego i usiadłam na taborecie przy łóżku.
- To cudownie. Tęskniłem za tobą - wyznał. Cały czas miał zamknięte oczy.
- Ja też za tobą tęskniłam, nawet nie wiesz jak bardzo...
- Pocałujesz mnie dzisiaj?
Poczułam na sobie jego intensywne spojrzenie. Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. Nachyliłam się nad nim i złączyłam ze sobą nasze usta.
- Dziękuję - szepnął, gdy się od niego odsunęłam.
- Nie ma za co - zaśmiałam się. - Wszystko w porządku.
- Nie - odparł. - Chyba za niedługo umrę, chociaż wcale nie chcę.
- Nie umrzesz Lou, na pewno.
W rzeczywstości wcale nie byłam pewna swoich słów.
- Pomożesz mi? - spytał z nadzieją i wyciągnął w moją stronę swoją trzęsącą się dłoń.
- Nie wiem czy potrafię - wyznałam. - Przykro mi – szepnęłam, bo rzeczywiście tak było.
Spojrzał na mnie jeszcze raz a w jego oczach widziałam ból i udrękę. Ufał mi, a ja go zawiodłam. Mówiłam, że nigdy nie pozwolę mu odejść, a pozwoliłam.
Chwyciłam jego dłoń, która teraz trzęsła się już trochę mniej. Ścisnęłam ją i przytuliłam do policzka. Postanowiłam sobie, że będę trzymać ją do momentu, gdy zrobi się zimna i bezwładna. Będę czekać, nieważne jak długo.
- Widzisz je? - usłyszałam jego zachrypnięty głos.
- Co widzę? - spytałam.
- Kogo – poprawił mnie. - Widzisz te niebieskie elfy na liściach?
- Lou, majaczysz – szepnęłam.
Z jego gardła wydobył się przytłumiony jęk. Cierpiał.
- Widzisz je? - spytał jeszcze raz.
- Widzę – odparłam.
Uśmiechnął się i leciutko ścisnął moją dłoń. Jego niebieskie oczy zaszły mgłą. Pewnie był już jedną nogą na tamtym świecie. Oddychał z wyraźnym trudem, jego klatka piersiowa po kolei unosiła się i opadała.
Starałam się zapanować nad emocjami, wmówić samej sobie, że nic się nie dzieje. Tylko tak jakoś nie potrafiłam.
- Są takie piękne – rozmarzony głos Louisa wyrwał mnie z zamyślenia. - Takie błyszczące... Każdy z nich robi coś innego. O, widzisz? Ten niesie wodę do chatki, a ten drugi próbuje mu ją wylać. Nie pozwól mu! Jeśli straci wodę, jego dzieci zginą. Nie pozwól mu! - krzyknął.
- Nie pozwolę – obiecałam sobie.
- Obiecujesz? - spojrzał na mnie po raz ostatni.
- Obiecuję – odparłam.
Louis zamknął oczy. Jego klatka piersiowa unosiła się coraz wolniej.
- Kocham cię, [T.I.] - szepnął.
- Ja ciebie też – odpowiedziałam.
W momencie, gdy jego ręka bezwładnie opadła na pościel, zaniosłam się histerycznym płaczem.
A.♥
No to tak, czwartek... Czwartki są fajne, no nie? Więc pomyślałam, że skoro czwartki są fajne, to mogę dodać dzisiaj imagina. Jest krótki, ale żeby Was pocieszyć, od razu zaznaczam, możliwe że to nie jest ostatnia część Lou!
UWAGA! Przed czytaniem proszę zaopatrzyć się w pudełko chusteczek higienicznych.
To tyle ode mnie, czytajcie. ♥
KLIK.♥
Louis:
Czekałem. Ale [T.I.] nie przyszła ani następnego dnia, ani dwa dni później, ani nawet trzy. A ja nadal czekałem. Może ja jednak nic dla niej nie znaczę? Może kłamała? Może mówiła to tylko dlatego, że było jej mnie żal i po prostu nie chciała mi sprawić przykrości? Nie wiem.
Każdego dnia czuję się coraz gorzej. Lekarze już przestali mówić, że wszystko będzie dobrze. Spisali mnie na straty. Już nie siadają obok mnie i nie rozmawiają ze mną o planach na przyszłość. Dlatego, że mojej przyszłości już nie będzie. Zostało mi kilka dni, które bez [T.I.] będą ciągnęły się w nieskończoność.
Gdy rano do mojej sali przyszła pielęgniarka ze śniadaniem, uprzejmie ją wyprosiłem, razem z talerzem apetycznie pachnących jajek. Skoro mam umrzeć, to jak najszybciej.
Dwie godziny później, do sali ktoś wszedł, wybudzając mnie ze snu. Miałem nadzieję, że to [T.I.], ale gdy otworzyłem oczy, zobaczyłem tylko zmartwioną twarz mojej mamy.
- Cześć - wyszeptałem i z powrotem zamknąłem oczy.
- Cześć kochanie. Jak się czujesz? - spytała.
Chciałem się jej odgryźć, ale nie miałem siły na wymyślanie swoich ironicznych ripost. Zamiast tego westchnąłem i przewróciłem się na prawy bok, nie przejmując się tym, że szpitalna aparatura wbija mi się w żebra.
- Louis? Wszystko w porządku? - pisnęła.
Zaczynała panikować. Nie chciałem jej martwić. Cholera jasna, jestem takim idiotą. Teraz muszę to wszystko odkręcić.
- Tak mamuś, w porządku - odparłem z największym entuzjazmem, na jaki było mnie stać. - Jestem po prostu zmęczony.
- To śpij syneczku - szepnęła i pogłaskała mnie po włosach, tak jak to robiła gdy byłem mały. - Słodkich snów.
Siedziała ze mną jeszcze przez kilka minut, a gdy stwierdziła, że zasnąłem, wstała i wyszła. Obróciłem się z powrotem na plecy i otworzyłem oczy. Zacząłem liczyć językiem zęby, żeby jakoś zabić nudę, ale to nie pomagało. Sięgnąłem ręką po kolorowy magazyn leżący na szafce przy łóżku. Otworzyłem go na pierwszej stronie i zacząłem czytać.
[T.I.]
Dzisiaj kończy mi się areszt domowy. Wreszcie!
Rodzice strasznie się wkurzyli, gdy kilka dni temu wróciłam do domu po północy i zabronili mi gdziekolwiek wychodzić przez jakiś czas. Aż do odwołania. Próbowałam im wytłumaczyć, że musiałam coś przemyśleć, że byłam w szpitalu u śmiertelnie chorego kolegi, ale nie potrafili tego zrozumieć. Myśleli, że ich okłamuję.
Jak mogłabym ich okłamać w takiej sprawie?
Mniejsza z tym. Całe szczęście, rodzice stwierdzili, że już wystarczająco długo nigdzie nie wychodziłam i odpokutowałam za swoje grzechy. Teraz jestem już wolna. I mam zamiar iść odwiedzić Louisa, żeby wynagrodzić mu te kilka dni nieobecności.
***
Drogę z domu do szpitala pokonałam w niecałe pół godziny, na wpół biegnąc, na wpół idąc. Na recepcji siedziała ta sama pielęgniarka (czy też recepcjonistka) co ostatnio, i gdy spytałam ją gdzie leży Louis, odpowiedziała mi tak samo jak wcześniej.
Tym razem nie fatygowałam się zbytnio i zamiast wbiegania po schodach, wybrałam windę. Była pusta i akurat stała na parterze. Weszłam do środka i wcisnęłam palcem wskazującym guziczek z wygrawerowaną na nim cyferką dwa.
Coś zaskrzypiało i winda ruszyła do góry. Kilkanaście sekund później drzwi się otworzyły, a ja znajdowałam się na drugim piętrze. Bez trudu znalazłam pokój Louisa. Niepewnie nacisnęłam na klamkę i weszłam do środka.
Leżał tam, blady jak ściana, z zamkniętymi oczami. Pomyślałam, że spóźniłam się, że go już nie ma, że wszystko stracone. Wpadłam w panikę. Tak bardzo się przestraszyłam, że nawet nie usłyszałam miarowego pikania aparatury. On żyje. Żyje!
- [T.I.]? - usłyszałam jego cichutki głos. - Czy ja śpię?
- Nie śpisz - odparłam.
Podeszłam do niego i usiadłam na taborecie przy łóżku.
- To cudownie. Tęskniłem za tobą - wyznał. Cały czas miał zamknięte oczy.
- Ja też za tobą tęskniłam, nawet nie wiesz jak bardzo...
- Pocałujesz mnie dzisiaj?
Poczułam na sobie jego intensywne spojrzenie. Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. Nachyliłam się nad nim i złączyłam ze sobą nasze usta.
- Dziękuję - szepnął, gdy się od niego odsunęłam.
- Nie ma za co - zaśmiałam się. - Wszystko w porządku.
- Nie - odparł. - Chyba za niedługo umrę, chociaż wcale nie chcę.
- Nie umrzesz Lou, na pewno.
W rzeczywstości wcale nie byłam pewna swoich słów.
- Pomożesz mi? - spytał z nadzieją i wyciągnął w moją stronę swoją trzęsącą się dłoń.
- Nie wiem czy potrafię - wyznałam. - Przykro mi – szepnęłam, bo rzeczywiście tak było.
Spojrzał na mnie jeszcze raz a w jego oczach widziałam ból i udrękę. Ufał mi, a ja go zawiodłam. Mówiłam, że nigdy nie pozwolę mu odejść, a pozwoliłam.
Chwyciłam jego dłoń, która teraz trzęsła się już trochę mniej. Ścisnęłam ją i przytuliłam do policzka. Postanowiłam sobie, że będę trzymać ją do momentu, gdy zrobi się zimna i bezwładna. Będę czekać, nieważne jak długo.
- Widzisz je? - usłyszałam jego zachrypnięty głos.
- Co widzę? - spytałam.
- Kogo – poprawił mnie. - Widzisz te niebieskie elfy na liściach?
- Lou, majaczysz – szepnęłam.
Z jego gardła wydobył się przytłumiony jęk. Cierpiał.
- Widzisz je? - spytał jeszcze raz.
- Widzę – odparłam.
Uśmiechnął się i leciutko ścisnął moją dłoń. Jego niebieskie oczy zaszły mgłą. Pewnie był już jedną nogą na tamtym świecie. Oddychał z wyraźnym trudem, jego klatka piersiowa po kolei unosiła się i opadała.
Starałam się zapanować nad emocjami, wmówić samej sobie, że nic się nie dzieje. Tylko tak jakoś nie potrafiłam.
- Są takie piękne – rozmarzony głos Louisa wyrwał mnie z zamyślenia. - Takie błyszczące... Każdy z nich robi coś innego. O, widzisz? Ten niesie wodę do chatki, a ten drugi próbuje mu ją wylać. Nie pozwól mu! Jeśli straci wodę, jego dzieci zginą. Nie pozwól mu! - krzyknął.
- Nie pozwolę – obiecałam sobie.
- Obiecujesz? - spojrzał na mnie po raz ostatni.
- Obiecuję – odparłam.
Louis zamknął oczy. Jego klatka piersiowa unosiła się coraz wolniej.
- Kocham cię, [T.I.] - szepnął.
- Ja ciebie też – odpowiedziałam.
W momencie, gdy jego ręka bezwładnie opadła na pościel, zaniosłam się histerycznym płaczem.
A.♥
niedziela, 5 stycznia 2014
Liebster Awards!
Hej! Dostałam już tak dużo nominacji, że aż zaczęłam się w tym wszystkim gubić i nie wiem, czy w tym poście uda mi się wymienić wszystkie. W każdym razie, postaram się odpowiedzieć na wszystkie pytania, ale do nagrody zanominuję tylko 11 blogów, a nie jakieś 100, bo tyle by chyba wyszło... :D
Po pierwsze:
Bardzo dziękuję za każdą nominację. To takie docenienie mojej pracy i dzięki temu wiem, że to co robię zmierza w dobrym kierunku.
Po drugie:
Jest bardzo dużo blogów, które chciałabym nominować, ale postanowiłam wybrać spośród nich kilka najlepszych... Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się obrażony.
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów,więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby,która cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
Zostałam nominowana przez:
1.Jak długo prowadzisz bloga?
Już ponad rok.
2.Co Cię nakłoniło do założenia?
Razem z moją koleżanką długo się nad tym zastanawiałyśmy, aż w końcu, któregoś wieczora, stwierdziłyśmy, że dobra, raz się żyje, najwyżej jeśli nikomu by się nie spodobał, to usuniemy... No i jest do dzisiaj :D
3.Jak byś się opisała w 3 słowach?
Wesoła, dziwna, szczera.
4.Czytasz mojego bloga?
Szczerze mówiąc, to nie... Zaglądnęłam na niego raz albo dwa.
5.Jak długo jesteś Directioner?
Jakoś dwa i pół roku.
6.Ulubiona piosenka? ( nie tylko 1D)
fun. - Carry On
Ed Sheeran - Insomniac's Lullaby
David O'Dowda - All Alone
Mam za dużo ulubionych piosenek!
7.Kto jest Twoim autorytetem?
Mój nauczyciel z kształcenia - pan Bączkowicz (jak pan to czyta, to pozdrawiam razem z całą IA!). Chciałabym znać tyle sucharów co on...
8.Lubisz się uczyć?
Nie cierpię. Serio, to najgorsza strata czasu.
9.Ile lat?
15
10.Chcesz nadal mieszkać w Polsce czy gdzie indziej?
Wszędzie, byle nie w Polsce.
No dobra, nie wszędzie. Kocham Wielką Brytanię i Hiszpanię. ♥
11.Masz zwierze?
Miałam żółwia... Ale zdechł mi jakiś rok temu. Teraz mam tylko brata.
http://imagine-about-one-direction-1d.blogspot.com:
1.Jak długo jesteś Directioner?
Jakieś dwa i pół roku.
2.Co natchnęło cię do pisania bloga?
To był w sumie przypadek. Stwierdziłam, że to mogłoby być coś fajnego, innego.
3.Lubisz Little Mix?
Oczywiście! Uwielbiam je. <3
4.Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
BYŁO:
fun. - Carry On
Ed Sheeran - Insomniac's Lullaby
David O'Dowda - All Alone
5.Co jest twoją pasją?
Pisanie i gra na fortepianie.
6.Czy twoje życie się zmieniło kiedy poznałaś One Direction?
Ooo tak. Bez nich nie byłabym tą osobą, którą jestem teraz.
7.Który z chłopców jest twoim ulubieńcem?
Louis Tomlinson. ♥
8.Co byś zrobiła kiedy rodzice dali by tobie bilet na koncert 1D?
Nawet sobie tego nie wyobrażałam... To byłoby spełnienie moich wszystkich marzeń! To by było.... dibfvdansoimsdkhegifweobvdnsi! Pewnie zemdlałabym na miejscu xd
9.Jakie jest twoje największe marzenie?
Pogadać chociaż przez chwilę z jednym z chłopców...
10.Czy jesteś kimś więcej poza Directioner?
Sheerio i Mixer :D
11.Jaki jest twój ulubiony teledysk?
One Direction - Best Song Ever <333
http://zapomnijmy-co-bylo-kiedys.blogspot.com/:
1. Za co lubisz One Direction?
Och, ja ich kocham! Za wszystko! Ale przede wszystkim za to, kim są.
2. herbata vs. kawa?
Kawa!
3. Ulubione zajęcie?
Rysowanie i pisanie głupich wierszyków.
4. Twój chłopak (jak nie masz wyobraź sobie, że jest xd) zdradza cię, a później wmawia ci, że to wszystko twoja wina. W tym samym dniu odwrócili się od ciebie przyjaciele, a ty nie jesteś w domu i nie możesz zwierzyć się rodzicom. Co robisz?
Włączam muzykę i znikam. A o tym co się stało pomyślę później.
5. Wolisz spodnie czy sukienki?
Spodnie! :D
6. Wymarzony prezent?
Bilet na koncert One Direction!
7. Często się zawstydzasz?
Bardzo często... Szczególnie wtedy, kiedy rozmawiam z kimś, kto mi się podoba.
8. Z kim chciałabyś spędzić najwięcej czasu w życiu?
Z Louisem Tomlinsonem <3
9. Twoje ulubione jedzenie?
SUSHI!
10. Jaką książkę ostatnio przeczytałaś?
Kosogłos - III część Igrzysk Śmierci.
11. wyobraźnia vs. realne życie?
Zdecydowanie wyobraźnia.
http://onedirection-polish-imaginy.blogspot.com:
1.O której godzinie zwykle chodzisz spać?
24 (czy też 0:00, albo dwunasta, jak kto woli), albo 1:00. :D
2.Co wolisz: spacer czy jazdę na rowerze?
Zdecydowanie spacer.
3.Czy Internet jest lepszy od świata rzeczywistego?
Nie, bo w Internecie nie da się do nikogo przytulić. :(
4.Co cenisz w życiu??
Po prostu to, że żyję. Cenię tak naprawdę każdy dzień, który mogę przeżyć. A najbardziej cenię to, że mam wokół siebie tylu wspaniałych ludzi.
5.Ile lat?
15
6.Czy Twoim zdaniem na innych planetach istnieje życie?
Może istnieje, może nie. Kiedyś się okaże. :D
7.Co lubisz robić w deszczowe dni?
Rysować, chodzić do znajomych, albo po prostu spacerować w deszczu.
8.Jakie są trzy najważniejsze rzeczy, które dają Ci szczęście?
Jedzenie.
Przyjaciele.
Muzyka.
9.Jak widzisz siebie za 10 lat?
Znana na całym świecie powieściopisarka, narzeczona jakiegoś megamilionera, dziedziczka ogromnej rodzinnej fortuny, ubrana we wspaniałe futro z norek, pomagająca tysiącom hospicjów, sierocińców i domów dziecka...
Szczerze to nawet nie wiem czy dożyję tego wieku. :)
10.O czym świadczy, jeżeli facet ogląda się za innymi kobietami, będąc w związku?
To, że prawdopodobnie inne są dla niego bardziej atrakcyjne.
11.Lubisz jak pada śnieg?
Och, kocham! To jest chyba najlepsze co może być na świecie! Biały, puchaty śnieg. *_*
http://storyoftheylife.blogspot.com:
1.Co najbardziej lubisz w sobie ?
To, że potrafię dążyć do celu i nigdy się nie poddaję.
2.Co byś zrobiła gdybyś dowiedziała się że dziś jest ostatni dzień Twojego życia ?
Powiedziałabym komuś, że go kocham i poprosiła rozdziców, żeby zniszczyli mojego laptopa bez sprawdzania zawartości. Zaczęłabym narzekać, że nie miałam okazji do schudnięcia i umrę będąc gruba. Poprosiłabym kogoś, żeby mnie pocałował.
3.Lubisz słodycze ?
Och, uwielbiam! W szczególności czekoladę. *__*
4.Bez czego nie potrafisz żyć ?
Bez muzyki. Tylko tak potrafię się oderwać na chwilę od rzeczywistości.
5.Jak bardzo jeesteś szalona w skali od 1-10
56427374856
6.Książka czy TV ?
Książka.
7.Jaka jest twoja ulubiona piosenka ?
BYŁO (już 3 raz)
fun. - Carry On
Ed Sheeran - Insomniac's Lullaby
David O'Dowda - All Alone
8.Boże Narodzenie czy Wielkanoc ?
Boże Narodzenie, zdecydowanie.
9.Ulubiony cytat z piosenki ?
"And if we should die tonight,
We should all die together."
"I can't be no superman,
but for you I'll be superhuman."
"You swore and said we are not, we are not shining stars,
This I know, I never said we are."
10.Błyszczyk czy szminka ?
Szminka, najlepiej o ciemnym, wpadającym w fiolet kolorze.
11.Ulubiony przedmiot (szkolny ) ?
PLASTYKA!
MOJE NOMINACJE:
Po pierwsze:
Bardzo dziękuję za każdą nominację. To takie docenienie mojej pracy i dzięki temu wiem, że to co robię zmierza w dobrym kierunku.
Po drugie:
Jest bardzo dużo blogów, które chciałabym nominować, ale postanowiłam wybrać spośród nich kilka najlepszych... Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się obrażony.
CO TO JEST LIEBSTER AWARD:
"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów,więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby,która cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."
Zostałam nominowana przez:
- http://malinaaa99-moje-zycie.blogspot.com/
- http://imagine-about-one-direction-1d.blogspot.com
- http://zapomnijmy-co-bylo-kiedys.blogspot.com/
- http://onedirection-polish-imaginy.blogspot.com/
- http://storyoftheylife.blogspot.com
I jeszcze kilka innych blogów, ale nie mogłam ich znaleźć :D
Odpowiedzi:
Na początek od http://malinaaa99-moje-zycie.blogspot.com/:
Już ponad rok.
2.Co Cię nakłoniło do założenia?
Razem z moją koleżanką długo się nad tym zastanawiałyśmy, aż w końcu, któregoś wieczora, stwierdziłyśmy, że dobra, raz się żyje, najwyżej jeśli nikomu by się nie spodobał, to usuniemy... No i jest do dzisiaj :D
3.Jak byś się opisała w 3 słowach?
Wesoła, dziwna, szczera.
4.Czytasz mojego bloga?
Szczerze mówiąc, to nie... Zaglądnęłam na niego raz albo dwa.
5.Jak długo jesteś Directioner?
Jakoś dwa i pół roku.
6.Ulubiona piosenka? ( nie tylko 1D)
fun. - Carry On
Ed Sheeran - Insomniac's Lullaby
David O'Dowda - All Alone
Mam za dużo ulubionych piosenek!
7.Kto jest Twoim autorytetem?
Mój nauczyciel z kształcenia - pan Bączkowicz (jak pan to czyta, to pozdrawiam razem z całą IA!). Chciałabym znać tyle sucharów co on...
8.Lubisz się uczyć?
Nie cierpię. Serio, to najgorsza strata czasu.
9.Ile lat?
15
10.Chcesz nadal mieszkać w Polsce czy gdzie indziej?
Wszędzie, byle nie w Polsce.
No dobra, nie wszędzie. Kocham Wielką Brytanię i Hiszpanię. ♥
11.Masz zwierze?
Miałam żółwia... Ale zdechł mi jakiś rok temu. Teraz mam tylko brata.
http://imagine-about-one-direction-1d.blogspot.com:
1.Jak długo jesteś Directioner?
Jakieś dwa i pół roku.
2.Co natchnęło cię do pisania bloga?
To był w sumie przypadek. Stwierdziłam, że to mogłoby być coś fajnego, innego.
3.Lubisz Little Mix?
Oczywiście! Uwielbiam je. <3
4.Jaka jest twoja ulubiona piosenka?
BYŁO:
fun. - Carry On
Ed Sheeran - Insomniac's Lullaby
David O'Dowda - All Alone
5.Co jest twoją pasją?
Pisanie i gra na fortepianie.
6.Czy twoje życie się zmieniło kiedy poznałaś One Direction?
Ooo tak. Bez nich nie byłabym tą osobą, którą jestem teraz.
7.Który z chłopców jest twoim ulubieńcem?
Louis Tomlinson. ♥
8.Co byś zrobiła kiedy rodzice dali by tobie bilet na koncert 1D?
Nawet sobie tego nie wyobrażałam... To byłoby spełnienie moich wszystkich marzeń! To by było.... dibfvdansoimsdkhegifweobvdnsi! Pewnie zemdlałabym na miejscu xd
9.Jakie jest twoje największe marzenie?
Pogadać chociaż przez chwilę z jednym z chłopców...
10.Czy jesteś kimś więcej poza Directioner?
Sheerio i Mixer :D
11.Jaki jest twój ulubiony teledysk?
One Direction - Best Song Ever <333
http://zapomnijmy-co-bylo-kiedys.blogspot.com/:
1. Za co lubisz One Direction?
Och, ja ich kocham! Za wszystko! Ale przede wszystkim za to, kim są.
2. herbata vs. kawa?
Kawa!
3. Ulubione zajęcie?
Rysowanie i pisanie głupich wierszyków.
4. Twój chłopak (jak nie masz wyobraź sobie, że jest xd) zdradza cię, a później wmawia ci, że to wszystko twoja wina. W tym samym dniu odwrócili się od ciebie przyjaciele, a ty nie jesteś w domu i nie możesz zwierzyć się rodzicom. Co robisz?
Włączam muzykę i znikam. A o tym co się stało pomyślę później.
5. Wolisz spodnie czy sukienki?
Spodnie! :D
6. Wymarzony prezent?
Bilet na koncert One Direction!
7. Często się zawstydzasz?
Bardzo często... Szczególnie wtedy, kiedy rozmawiam z kimś, kto mi się podoba.
8. Z kim chciałabyś spędzić najwięcej czasu w życiu?
Z Louisem Tomlinsonem <3
9. Twoje ulubione jedzenie?
SUSHI!
10. Jaką książkę ostatnio przeczytałaś?
Kosogłos - III część Igrzysk Śmierci.
11. wyobraźnia vs. realne życie?
Zdecydowanie wyobraźnia.
http://onedirection-polish-imaginy.blogspot.com:
1.O której godzinie zwykle chodzisz spać?
24 (czy też 0:00, albo dwunasta, jak kto woli), albo 1:00. :D
2.Co wolisz: spacer czy jazdę na rowerze?
Zdecydowanie spacer.
3.Czy Internet jest lepszy od świata rzeczywistego?
Nie, bo w Internecie nie da się do nikogo przytulić. :(
4.Co cenisz w życiu??
Po prostu to, że żyję. Cenię tak naprawdę każdy dzień, który mogę przeżyć. A najbardziej cenię to, że mam wokół siebie tylu wspaniałych ludzi.
5.Ile lat?
15
6.Czy Twoim zdaniem na innych planetach istnieje życie?
Może istnieje, może nie. Kiedyś się okaże. :D
7.Co lubisz robić w deszczowe dni?
Rysować, chodzić do znajomych, albo po prostu spacerować w deszczu.
8.Jakie są trzy najważniejsze rzeczy, które dają Ci szczęście?
Jedzenie.
Przyjaciele.
Muzyka.
9.Jak widzisz siebie za 10 lat?
Znana na całym świecie powieściopisarka, narzeczona jakiegoś megamilionera, dziedziczka ogromnej rodzinnej fortuny, ubrana we wspaniałe futro z norek, pomagająca tysiącom hospicjów, sierocińców i domów dziecka...
Szczerze to nawet nie wiem czy dożyję tego wieku. :)
10.O czym świadczy, jeżeli facet ogląda się za innymi kobietami, będąc w związku?
To, że prawdopodobnie inne są dla niego bardziej atrakcyjne.
11.Lubisz jak pada śnieg?
Och, kocham! To jest chyba najlepsze co może być na świecie! Biały, puchaty śnieg. *_*
http://storyoftheylife.blogspot.com:
1.Co najbardziej lubisz w sobie ?
To, że potrafię dążyć do celu i nigdy się nie poddaję.
2.Co byś zrobiła gdybyś dowiedziała się że dziś jest ostatni dzień Twojego życia ?
Powiedziałabym komuś, że go kocham i poprosiła rozdziców, żeby zniszczyli mojego laptopa bez sprawdzania zawartości. Zaczęłabym narzekać, że nie miałam okazji do schudnięcia i umrę będąc gruba. Poprosiłabym kogoś, żeby mnie pocałował.
3.Lubisz słodycze ?
Och, uwielbiam! W szczególności czekoladę. *__*
4.Bez czego nie potrafisz żyć ?
Bez muzyki. Tylko tak potrafię się oderwać na chwilę od rzeczywistości.
5.Jak bardzo jeesteś szalona w skali od 1-10
56427374856
6.Książka czy TV ?
Książka.
7.Jaka jest twoja ulubiona piosenka ?
BYŁO (już 3 raz)
fun. - Carry On
Ed Sheeran - Insomniac's Lullaby
David O'Dowda - All Alone
8.Boże Narodzenie czy Wielkanoc ?
Boże Narodzenie, zdecydowanie.
9.Ulubiony cytat z piosenki ?
"And if we should die tonight,
We should all die together."
"I can't be no superman,
but for you I'll be superhuman."
"You swore and said we are not, we are not shining stars,
This I know, I never said we are."
10.Błyszczyk czy szminka ?
Szminka, najlepiej o ciemnym, wpadającym w fiolet kolorze.
11.Ulubiony przedmiot (szkolny ) ?
PLASTYKA!
MOJE NOMINACJE:
5. http://insomnia-fanfiction.blogspot.com/ kocham kocham kocham <3
10. http://midnight-niall-horan-fanfiction.blogspot.com/ - blog Marysi, może ją pamiętacie :D jest przesłodki <3
PYTANIA ODE MNIE:
1. Czy ktoś z Twoich znajomych wie o tym, że prowadzisz bloga?
2. Gdyby w Twoim mieszkaniu wybuchł pożar, co wyniosłabyś ze sobą?
3. Czym insipirujesz się pisząc imaginy/rozdziały?
4. Opisz siebie w 2 słowach.
5. Wolisz czytać książki, czy oglądać filmy na ich podstawie?
6. Kto z One Direction jest Twoim ulubieńcem?
7. Jak wyglądałyby Twoje wymarzone wakacje?
8. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
9. Akceptujesz siebie taką, jaką jesteś?
10. Masz swoje motto/ulubione powiedzenie?
11. Jakie jest słowo, którego nadużywasz?
No to miłej zabawy przy odpowiadaniu! Hahahahah.
+ proszę, nie nominujcie mnie więcej! ♥
A.♥
2. Gdyby w Twoim mieszkaniu wybuchł pożar, co wyniosłabyś ze sobą?
3. Czym insipirujesz się pisząc imaginy/rozdziały?
4. Opisz siebie w 2 słowach.
5. Wolisz czytać książki, czy oglądać filmy na ich podstawie?
6. Kto z One Direction jest Twoim ulubieńcem?
7. Jak wyglądałyby Twoje wymarzone wakacje?
8. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
9. Akceptujesz siebie taką, jaką jesteś?
10. Masz swoje motto/ulubione powiedzenie?
11. Jakie jest słowo, którego nadużywasz?
No to miłej zabawy przy odpowiadaniu! Hahahahah.
+ proszę, nie nominujcie mnie więcej! ♥
A.♥
czwartek, 2 stycznia 2014
Hazza. 6
Hejoł.
To jest całkowita porażka, więc jeśli nie chcecie psuć sobie humoru, to radzę tego nie czytać.
Wielki come back do szkoły, trzeba znowu znosić tych wszystkich ludzi, arghhh. Ja chcę wakacje!
Nie no serio, to jest naprawdę okropne, ale nic lepszego nie mogłam wymyślić. bgrufeniwdomkdvnhwfeijasz.... Nie czytajcie, serio. Nie polecam.
Macie soundtrack z Hobbita, hahaha, nie pasuje, ale kocham to i tyle. <3
KLIK.♥
- Styles, pakuj się, wyjeżdżamy - usłyszałem brutalny głos Samuela przy swoim uchu.
- Czekaj mamo, jeszcze pięć minutek - mruknąłem i zanurzyłem twarz w poduszce.
Mój wewnętrzny zegar podpowiadał mi, że jest około drugiej w nocy, czyli że musiałem zasnąć... Dwadzieścia minut temu. Pięknie. Perfekcyjnie. Cudownie! Dlaczego w dzień wolny od pracy nie mogę dla odmiany pospać dłużej niż kwadrans?
- Streszczaj się. Spakowaliśmy już połowę twoich rzeczy, resztę spakujesz ty - powiedział Sam tym swoim wkurzająco skrzeczącym głosem.
- Po co? Przecież ponoć mam "wakacje".
- Musisz wyjechać - odparł po prostu.
- Po co?
- Fanom nie bardzo podoba się twój związek z [T.I.], więc stwierdziliśmy, że wywiezienie cię na kilka miesięcy będzie idealnym wyjściem z sytuacji.
- Co kurwa?! - wrzasnąłem i gwałtownie wstałem z łóżka. - Nie możesz mi tego zrobić! Nie możesz JEJ tego zrobić!
- Obawiam się, że mogę - wyszczerzył się. - Już zrobiłem. Wstawaj, nie mamy czasu na pogaduszki.
Miałem na sobie tylko bokserki, byłem kompletnie rozespany i nie bardzo ogarniałem gdzie w ogóle jestem, poza tym nadal byłem pod wpływem alkoholu, ale mimo wszystko aż zbyt dobrze rozumiałem słowa Samuela. On, czyli ten, który tak bardzo nalegał żebym znalazł sobie dziewczynę, teraz robi wszystko, żeby mnie od niej odizolować? I to w dodatku w momencie, w którym zacząłem sobie uświadamiać, że naprawdę coś do niej czuję...
Ach, no tak. To właśnie o to chodzi. W showbiznesie nie ma miejsca na uczucia. Zapomniałem.
- Nienawidzę cię - rzuciłem do mężczyzny i wyszedłem do garderoby, żeby spakować najpotrzebniejsze rzeczy.
- Z wzajemnością - usłyszałem jego głos zza drzwi.
Wrzuciłem na dno walizki kilka moich ulubionych T-shirtów i trzy pary znoszonych czarnych jeansów. Do tego kilka flanelowych koszul w kratę, garść bandamek, kapelusz, paski do spodni, coversy, air maxy, moje ulubione brązowe skórzane buty, czarny wełniany płaszcz, jakiś szalik... Bielizną pewnie zajęli się inni ludzie, bo w szafce na bokserki nie znalazłem ani jednej pary.
Boże drogi, ile ja tego mam.
- Gdzie wyjeżdżamy? - krzyknąłem do Samuela, który teraz pewnie przeglądał wnętrze mojego pokoju w poszukiwaniu czegoś "szczególnego".
- Waham się pomiędzy Szkocją a Kalifornią.
- Wybieram Szkocję - rzuciłem.
Samuel chyba zrozumiał.
Kiedy już spakowałem wszystkie potrzebne rzeczy i wywiozłem swoją walizkę z garderoby, zauważyłem zakopany w pościeli mój telefon. Wygrzebałem go spod kołdry i pomyślałem, że jeśli wyjeżdżam, to muszę koniecznie zadzwonić do [T.I.]. Nie mogę jej tak po prostu zostawić bez pożegnania.
Odnalazłem jej numer w kontaktach, wybrałem i zacząłem liczyć sygnały.
Jeden, drugi...
Nagle w telefonie coś trzasnęło i usłyszałem w słuchawce mechaniczny głos sekretarki:
- Nie ma takiego numeru.
***
- Dziwka! - ktoś krzyknął.
To nie pierwszy raz, gdy słyszę takie słowa wypowiadane pod moim adresem. Myślę, że powoli zaczynam się do tego przyzwyczajać. Może faktycznie jest w tym trochę prawdy? W końcu Harry nie uciekłby bez powodu. Nie zmieniłby numeru bez powodu. Może rzeczywiście byłam aż taka zła? A może nadal jestem?
Już przestaję kontaktować. Minęło zaledwie kilka miesięcy od niespodziewanego wyjazdu Harry'ego. Co najdziwniejsze, wyjechał jeszcze tej nocy, podczas której do mnie zadzwonił. Wtedy mówił, że mnie kocha i że nigdy mnie nie opuści. Wspominał też coś o jakichś artykułach w gazecie... Wiem, że był pijany. Ostatnio coraz rzadziej nie jest.
Chociaż, co ja mogę o tym wiedzieć, skoro nie widziałam go od ponad czterech miesięcy? Nic. Może zabrali go na odwyk?
Jest tyle możliwości, ale żadna nie wydaje się być tą właściwą. Dlaczego ja zawsze muszę dowiadywać się o wszystkim ostatnia? Albo, jeszcze lepiej - nie dowiadywać się wcale?
- Szmata! - usłyszałam.
Odwróciłam się w stronę dziewczyny, która się odezwała. Miała jaskrawoniebieskie włosy, milion kolczyków i tatuaży na ciele. Była ubrana w obcisły, może trochę za mocno zawiązany czarny gorset i odblaskowe różowe szorty, ledwie zakrywające jej wydatne pośladki.
- I kto to mówi? - rzuciłam w jej stronę.
Dziewczyna podeszła do mnie i splunęła mi w twarz, po czym odeszła, ledwo utrzymując się na swoich prawie dwudziestocentymetrowych obcasach. Odprowadziłam ją wzrokiem. Tak bardzo jej nienawidziłam! Tak bardzo nienawidziłam samej siebie! A może nie powinnam narzekać? Może rzeczywiście na to zasłużyłam?
Obtarłam twarz rękawem płaszcza i ruszyłam dalej przed siebie. Schowałam twarz w szaliku i wlepiłam wzrok w swoje buty, całkowicie odizolowując się od reszty społeczeństwa. Wtedy było mi dobrze.
Szłam w stronę swojego akademika. Byłam już niedaleko, kiedy nagle ktoś na mnie wpadł, przewracając mnie na ziemię. Czy naprawdę nie wystarczy mi tylko jedno upokorzenie tego ranka?
- Uważaj jak chodzisz! - warknęłam do napastnika.
- Najmocniej przepraszam, madame - usłyszałam tak dobrze znany mi głos.
Podniosłam wzrok z chodnika na chłopaka który na mnie wpadł i ujrzałam... No zgadnijcie kogo?
- [T.I.]... - szepnął i wyciągnął w do mnie dłoń, oferując pomoc w podniesieniu się. Skorzystałam. - Tak bardzo cię kocham...
- Gdzie byłeś? - spytałam, zaglądając mu głęboko w oczy.
- Daleko - mruknął.
- Dlaczego nie odbierałeś?
- Dlaczego to ty nie odbierałaś?
- Nie dzwoniłeś - zdziwiłam się. - Zmieniłeś numer?
- Nie - odparł.
- Tak bardzo chciałbym ci to wszystko wynagrodzić. Tak bardzo przepraszam. Naprawdę nie chciałem żeby tak wyszło, to nie moja wina, uwierz. Ja chciałem dobrze. To oni mni tam wywieźli, a ja nie mogę, naprawdę nie mogę im odmawiać. [T.I.], tak bardzo to schrzaniłem. Jestem takim cholernym idiotą! - krzyknął.
Całkowicie zignorowałam jego słowa. W tym momencie nie miało dla mnie znaczenia co się z nim działo, mimo że w głębi duszy aż zżerało mnie z ciekawości. Jednak w tej chwili mogłam tylko myśleć o tym, że w końcu jest przy mnie, mogę go dotknąć, poczuć jego zapach.
Nie zastanawiając się długo, namiętnie wpiłam się w jego usta.
- Kocham cię - mruknęłam.
- Ja ciebie mocniej - usłyszałam w ramach odpowiedzi.
A.♥
To jest całkowita porażka, więc jeśli nie chcecie psuć sobie humoru, to radzę tego nie czytać.
Wielki come back do szkoły, trzeba znowu znosić tych wszystkich ludzi, arghhh. Ja chcę wakacje!
Nie no serio, to jest naprawdę okropne, ale nic lepszego nie mogłam wymyślić. bgrufeniwdomkdvnhwfeijasz.... Nie czytajcie, serio. Nie polecam.
Macie soundtrack z Hobbita, hahaha, nie pasuje, ale kocham to i tyle. <3
KLIK.♥
- Styles, pakuj się, wyjeżdżamy - usłyszałem brutalny głos Samuela przy swoim uchu.
- Czekaj mamo, jeszcze pięć minutek - mruknąłem i zanurzyłem twarz w poduszce.
Mój wewnętrzny zegar podpowiadał mi, że jest około drugiej w nocy, czyli że musiałem zasnąć... Dwadzieścia minut temu. Pięknie. Perfekcyjnie. Cudownie! Dlaczego w dzień wolny od pracy nie mogę dla odmiany pospać dłużej niż kwadrans?
- Streszczaj się. Spakowaliśmy już połowę twoich rzeczy, resztę spakujesz ty - powiedział Sam tym swoim wkurzająco skrzeczącym głosem.
- Po co? Przecież ponoć mam "wakacje".
- Musisz wyjechać - odparł po prostu.
- Po co?
- Fanom nie bardzo podoba się twój związek z [T.I.], więc stwierdziliśmy, że wywiezienie cię na kilka miesięcy będzie idealnym wyjściem z sytuacji.
- Co kurwa?! - wrzasnąłem i gwałtownie wstałem z łóżka. - Nie możesz mi tego zrobić! Nie możesz JEJ tego zrobić!
- Obawiam się, że mogę - wyszczerzył się. - Już zrobiłem. Wstawaj, nie mamy czasu na pogaduszki.
Miałem na sobie tylko bokserki, byłem kompletnie rozespany i nie bardzo ogarniałem gdzie w ogóle jestem, poza tym nadal byłem pod wpływem alkoholu, ale mimo wszystko aż zbyt dobrze rozumiałem słowa Samuela. On, czyli ten, który tak bardzo nalegał żebym znalazł sobie dziewczynę, teraz robi wszystko, żeby mnie od niej odizolować? I to w dodatku w momencie, w którym zacząłem sobie uświadamiać, że naprawdę coś do niej czuję...
Ach, no tak. To właśnie o to chodzi. W showbiznesie nie ma miejsca na uczucia. Zapomniałem.
- Nienawidzę cię - rzuciłem do mężczyzny i wyszedłem do garderoby, żeby spakować najpotrzebniejsze rzeczy.
- Z wzajemnością - usłyszałem jego głos zza drzwi.
Wrzuciłem na dno walizki kilka moich ulubionych T-shirtów i trzy pary znoszonych czarnych jeansów. Do tego kilka flanelowych koszul w kratę, garść bandamek, kapelusz, paski do spodni, coversy, air maxy, moje ulubione brązowe skórzane buty, czarny wełniany płaszcz, jakiś szalik... Bielizną pewnie zajęli się inni ludzie, bo w szafce na bokserki nie znalazłem ani jednej pary.
Boże drogi, ile ja tego mam.
- Gdzie wyjeżdżamy? - krzyknąłem do Samuela, który teraz pewnie przeglądał wnętrze mojego pokoju w poszukiwaniu czegoś "szczególnego".
- Waham się pomiędzy Szkocją a Kalifornią.
- Wybieram Szkocję - rzuciłem.
Samuel chyba zrozumiał.
Kiedy już spakowałem wszystkie potrzebne rzeczy i wywiozłem swoją walizkę z garderoby, zauważyłem zakopany w pościeli mój telefon. Wygrzebałem go spod kołdry i pomyślałem, że jeśli wyjeżdżam, to muszę koniecznie zadzwonić do [T.I.]. Nie mogę jej tak po prostu zostawić bez pożegnania.
Odnalazłem jej numer w kontaktach, wybrałem i zacząłem liczyć sygnały.
Jeden, drugi...
Nagle w telefonie coś trzasnęło i usłyszałem w słuchawce mechaniczny głos sekretarki:
- Nie ma takiego numeru.
***
- Dziwka! - ktoś krzyknął.
To nie pierwszy raz, gdy słyszę takie słowa wypowiadane pod moim adresem. Myślę, że powoli zaczynam się do tego przyzwyczajać. Może faktycznie jest w tym trochę prawdy? W końcu Harry nie uciekłby bez powodu. Nie zmieniłby numeru bez powodu. Może rzeczywiście byłam aż taka zła? A może nadal jestem?
Już przestaję kontaktować. Minęło zaledwie kilka miesięcy od niespodziewanego wyjazdu Harry'ego. Co najdziwniejsze, wyjechał jeszcze tej nocy, podczas której do mnie zadzwonił. Wtedy mówił, że mnie kocha i że nigdy mnie nie opuści. Wspominał też coś o jakichś artykułach w gazecie... Wiem, że był pijany. Ostatnio coraz rzadziej nie jest.
Chociaż, co ja mogę o tym wiedzieć, skoro nie widziałam go od ponad czterech miesięcy? Nic. Może zabrali go na odwyk?
Jest tyle możliwości, ale żadna nie wydaje się być tą właściwą. Dlaczego ja zawsze muszę dowiadywać się o wszystkim ostatnia? Albo, jeszcze lepiej - nie dowiadywać się wcale?
- Szmata! - usłyszałam.
Odwróciłam się w stronę dziewczyny, która się odezwała. Miała jaskrawoniebieskie włosy, milion kolczyków i tatuaży na ciele. Była ubrana w obcisły, może trochę za mocno zawiązany czarny gorset i odblaskowe różowe szorty, ledwie zakrywające jej wydatne pośladki.
- I kto to mówi? - rzuciłam w jej stronę.
Dziewczyna podeszła do mnie i splunęła mi w twarz, po czym odeszła, ledwo utrzymując się na swoich prawie dwudziestocentymetrowych obcasach. Odprowadziłam ją wzrokiem. Tak bardzo jej nienawidziłam! Tak bardzo nienawidziłam samej siebie! A może nie powinnam narzekać? Może rzeczywiście na to zasłużyłam?
Obtarłam twarz rękawem płaszcza i ruszyłam dalej przed siebie. Schowałam twarz w szaliku i wlepiłam wzrok w swoje buty, całkowicie odizolowując się od reszty społeczeństwa. Wtedy było mi dobrze.
Szłam w stronę swojego akademika. Byłam już niedaleko, kiedy nagle ktoś na mnie wpadł, przewracając mnie na ziemię. Czy naprawdę nie wystarczy mi tylko jedno upokorzenie tego ranka?
- Uważaj jak chodzisz! - warknęłam do napastnika.
- Najmocniej przepraszam, madame - usłyszałam tak dobrze znany mi głos.
Podniosłam wzrok z chodnika na chłopaka który na mnie wpadł i ujrzałam... No zgadnijcie kogo?
- [T.I.]... - szepnął i wyciągnął w do mnie dłoń, oferując pomoc w podniesieniu się. Skorzystałam. - Tak bardzo cię kocham...
- Gdzie byłeś? - spytałam, zaglądając mu głęboko w oczy.
- Daleko - mruknął.
- Dlaczego nie odbierałeś?
- Dlaczego to ty nie odbierałaś?
- Nie dzwoniłeś - zdziwiłam się. - Zmieniłeś numer?
- Nie - odparł.
- Tak bardzo chciałbym ci to wszystko wynagrodzić. Tak bardzo przepraszam. Naprawdę nie chciałem żeby tak wyszło, to nie moja wina, uwierz. Ja chciałem dobrze. To oni mni tam wywieźli, a ja nie mogę, naprawdę nie mogę im odmawiać. [T.I.], tak bardzo to schrzaniłem. Jestem takim cholernym idiotą! - krzyknął.
Całkowicie zignorowałam jego słowa. W tym momencie nie miało dla mnie znaczenia co się z nim działo, mimo że w głębi duszy aż zżerało mnie z ciekawości. Jednak w tej chwili mogłam tylko myśleć o tym, że w końcu jest przy mnie, mogę go dotknąć, poczuć jego zapach.
Nie zastanawiając się długo, namiętnie wpiłam się w jego usta.
- Kocham cię - mruknęłam.
- Ja ciebie mocniej - usłyszałam w ramach odpowiedzi.
A.♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)